Tczew leży na stromym brzegu Wisły, w miejscu, gdzie wielka rzeka od wieków rozstrzygała o losach ludzi i miast. W dawnych niemieckich dokumentach nosił imię Dirschau — i pod tą nazwą zapisał go Agathon Harnoch, kiedy w 1890 roku spisywał kroniki i statystyki ewangelickich parafii Prus Zachodnich. Według niego miejscowość miała się pierwotnie nazywać „Quida", wzmiankowano ją już w 1198 roku, a w 1260 otrzymała niemieckie prawo miejskie.1
Sercem starego Tczewa był kościół farny pod wezwaniem świętego Mikołaja — wedle Harnocha budowla z mocnymi sklepieniami i masywną wieżą, której początki kładł on aż na rok 1226.2 (Datę tę podajemy za źródłem; dzisiejsi historycy sztuki widzą w farze przede wszystkim dzieło XIV wieku — wczesna data Harnocha może odnosić się do najstarszej, zaginionej fazy budowli.) Wokół tej jednej świątyni rozegrał się dramat, który ciągnął się przez ponad trzysta lat.
✦ ✦ ✦Reformacja dotarła nad dolną Wisłę wcześnie. Już w pierwszym pokoleniu po wystąpieniu Lutra większość mieszczan Tczewa — w znacznej części Niemców — przeszła na stronę Ewangelii, a w połowie XVI wieku farę świętego Mikołaja użytkowano już ewangelicko.3 Kościół przez pewien czas pozostawał właściwie wspólny: korzystali z niego i katolicy, i luteranie.
Decydujący był rok 1570. W dniu świętego Jana Chrzciciela król Zygmunt August nadał ewangelikom w Tczewie przywilej religijny — formalne prawo do publicznego wyznawania wiary.4 Tczew wpisuje się tu w szerszy obraz Pomorza, jaki kreśli Harnoch: za panowania ostatnich Jagiellonów wiele miast tej ziemi stało się niemal całkiem luterańskimi, a tutejsi mieszczanie przejmowali dawne katolickie fary.
„Z początkiem Reformacji kościół oddano ewangelikom; w 1570 roku, w dniu świętego Jana Chrzciciela, przywilej religijny nadał król Zygmunt August."✦ ✦ ✦
Spokój nie trwał długo. W 1590 roku odebrano ewangelikom farę świętego Mikołaja. Odtąd swoje nabożeństwa odprawiali w skromniejszym kościele świętego Jerzego, stojącym na przedmieściu — i, jak zapisał Harnoch, czynili to niezakłóceni aż do 1613 roku.5 Wtedy jednak zostali wyparci i z tej świątyni; rada miejska przeniosła nabożeństwo do ratusza. Tak zaczął się wzorzec, który powtórzy się jeszcze nieraz: gdy ewangelicy tracili mury, schodzili pod dach świecki, byle nie przerwać zgromadzenia wokół Słowa i sakramentu.
W dzieje Tczewa wkroczyła wówczas wielka polityka. Dwudziestego pierwszego lipca 1626 roku pod miastem stanęły wojska szwedzkiego króla Gustawa Adolfa — i Tczew się poddał. Pod szwedzką okupacją koło fortuny obróciło się raz jeszcze: farę świętego Mikołaja oddano ewangelikom, natomiast kościół świętego Jerzego, z którego niegdyś korzystali, zburzono ze względów wojskowych.6
Wojna jednak nie ustawała, a wraz z nią zmieniały się pany miasta. W rozejmie altmarskim z 26 września 1629 roku, na mocy którego Tczew wrócił do Polski, fara wróciła do księży katolickich. Ewangeliccy mieszczanie raz jeszcze przenieśli nabożeństwo na ratusz, a swój cmentarz założyli na miejscu zburzonego kościoła świętego Jerzego.7
✦ ✦ ✦Ulgę przyniósł dopiero przywilej króla Władysława IV. Wystawiony w Warszawie 30 października 1635 roku, zezwalał ewangelikom Tczewa na nowy kościół i szkołę, na głoszenie Słowa według konfesji augsburskiej oraz na udzielanie sakramentów chrztu i Wieczerzy Pańskiej.8 Niezależne źródła dopowiadają szczegół, którego Harnoch nie podaje wprost: pozwolenie obejmowało przebudowę dawnego spichlerza starościńskiego przy Bramie Wysokiej na dom Boży.9
Sami ewangelicy Tczewa byli za słabi, by udźwignąć budowę. Z pomocą przyszły im trzy wielkie, zamożne gminy luterańskie Prus Królewskich — Gdańsk, Elbląg i Toruń. Dzięki ich wsparciu w 1639 roku poświęcono nowy kościół pod dawnym wezwaniem świętego Jerzego.10
Katolickie duchowieństwo nie zniosło jednak tej budowli spokojnie — przyszedł kolejny królewski zakaz, a spory ciągnęły się latami. Dopiero około 1698 roku udało się je załagodzić i potwierdzić protestantom swobodę wyznania.11 Świątynia, którą sobie wznieśli, była zresztą skromna: lekki dom modlitwy bez wieży. W latach 1813–1814 wojska francuskie wykorzystywały go jako magazyn.12
✦ ✦ ✦Ostatnia odsłona tej historii rozegrała się już pod panowaniem pruskim — i znów wokół jednej budowli. Gdy w 1841 roku gmina ewangelicka chciała ulepszyć swój kościół i dobudować mu wieżę, okazało się, że w Tczewie kilka świątyń naraz woła o ratunek: zniszczone były także obie katolickie — fara i dawny kościół klasztorny — a katolicka gmina nie miała środków na remont.13
Rozwiązanie zaproponował nadprezydent prowincji Theodor von Schön. Na jego wniosek król pruski odkupił dawny kościół klasztorny i przekazał go gminie katolickiej, a kościół ewangelicki rozbudowano — koszt wraz z dzwonem wyniósł około dziesięciu tysięcy talarów. Rozbudowaną świątynię poświęcono 8 maja, a stary dom modlitwy sprzedano jako spichlerz.14 (Tu źródła się rozchodzą. Harnoch pisze o królu Fryderyku Wilhelmie III, kościele „pofranciszkańskim" i poświęceniu w 1857 roku; nowsze opracowania tczewskie wskazują na Fryderyka Wilhelma IV, klasztor dominikański i rok 1853. Rozbieżność odnotowujemy uczciwie — w szczegółach pewniejsze wydają się ustalenia miejscowych badaczy, choć sam mechanizm „król kupuje katolikom dawny klasztor, by uwolnić środki na kościół ewangelicki" obie wersje opisują zgodnie.)
✦ ✦ ✦Pod koniec XIX wieku parafia ewangelicka Tczewa była duża i ustabilizowana. Statystyka Harnocha mówi o około 3500 komunikujących, mniej więcej 200 chrztach i 110 ślubach rocznie; w granicach parafii — wraz z okolicznymi wsiami i licznymi szkołami — żyło około 5500 dusz ewangelickich, a obok nich niewielka, stuosobowa wspólnota baptystów z własną kaplicą.15 Nabożeństwa odprawiano już tylko po niemiecku, a najdawniejszym znanym pastorem był magister Dionysius Runau, zmarły w 1605 roku.16
Wnętrze rozbudowanego kościoła Harnoch opisał z czułością kronikarza: poligonalnie zamknięty chór, nawę z piramidalną wieżą i trzema dzwonami, ołtarz z dwiema złoconymi kolumnami i obrazem „Zdjęcia Chrystusa z krzyża" sprowadzonym z Gdańska, nad nim postać Chrystusa triumfującego, ambonę pod łukiem tęczowym i organy przeniesione ze starej świątyni.17
Kto dziś przejdzie ulicami starego Tczewa, niełatwo odczyta tę pogmatwaną historię z samych murów. A przecież zawiera się w niej coś więcej niż spór o cegły. Przez ponad trzy stulecia ta sama wspólnota traciła dach i odzyskiwała go, schodziła do ratusza i wracała do kościoła, zdana na łaskę królów, biskupów i obcych wojsk — a mimo to nie przestawała się gromadzić wokół Słowa i sakramentu. Świątynia przechodziła z rąk do rąk; wiara ludzi, którzy się w niej modlili, trwała.