Twarze pomorskiego protestantyzmu · Głosy świadków

Wiara w cierpieniu

Są świadectwa, których nie da się opowiedzieć z dystansu, bo spisano je z wnętrza bólu — na szpitalnym łóżku, w hospicjum, w izolatce, w godzinie, gdy człowiekowi odbiera się wszystko prócz modlitwy. Zebrane na łamach słupskiego Informatora Parafialnego głosy ludzi, którzy stanęli na progu śmierci i nie cofnęli się od wiary. Nie ma w nich łatwego pocieszenia. Jest coś trudniejszego i pewniejszego: nadzieja, która zaczyna się dokładnie tam, gdzie kończą się siły.
Czas czytania ~7 min · świadectwa z Informatora Parafialnego PEA w Słupsku · źródła w przypisach

Zacznijmy od człowieka, który przeżył własną śmierć cudzym kosztem. Ksiądz Alfred Figaszewski, w chwili spisywania wspomnień najstarszy duchowny Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce, urodził się w 1924 roku w Warszawie, w rodzinie ewangelickiego pastora i kapelana wojskowego.1 Przeszedł przez całą ciemność okupacji — łapankę i niedoszłe rozstrzelanie pod Wawrem, tajne komplety, konspirację — a potem przez wojnę, ze szlakiem bojowym 6. Pułku Artylerii Lekkiej od Warszawy aż po Łabę, uwieńczonym Krzyżem Walecznych. Po wojnie studiował teologię i przez czterdzieści lat służył parafii w Gliwicach. Ale w jego wspomnieniach jest jedna scena, przy której wszystkie inne milkną.

Podczas bitwy o Kołobrzeg, w huku, którego nie da się opisać, nieznany z nazwiska sanitariusz zasłonił go własnym ciałem. Zginął zamiast niego. Figaszewski nie znał jego imienia i nigdy go nie poznał — przeżył dzięki człowiekowi, o którym nie wiedział nic prócz tego jednego, ostatniego gestu.

Ktoś obcy przyjął na siebie śmierć przeznaczoną komu innemu — i to zdanie, wypowiedziane przez starego księdza, brzmi jak echo całej Ewangelii.

Bo właśnie tu, w tej jednej żołnierskiej śmierci, dotykamy tego, co przez wszystkie poniższe świadectwa przewija się jak nić: że cierpienie nie ma ostatniego słowa, kiedy ktoś trwa przy człowieku do końca. Najpierw przy Figaszewskim trwał nieznany sanitariusz. Przy innych — Bóg.

✦ ✦ ✦

Najobszerniejszym i najbardziej przejmującym świadectwem, jakie złożono na łamach słupskiego pisma, jest dziennik parafianki Ireny Krupy.2 Prowadziła go dzień po dniu — od jesieni 2017 roku, po rozległej operacji onkologicznej jamy ustnej i języka (była to wznowa nowotworu po latach), przez tygodnie w Klinice w Gliwicach, aż po przeniesienie do hospicjum, gdzie spędziła pierwsze miesiące 2018 roku. To zapis bez upiększeń: ból i morfina, samotność szpitalnej nocy, mozół rehabilitacji, dni gorsze i lepsze.

A jednak nie jest to dziennik rozpaczy. Pośród cierpienia rodziły się rzeczy zwykłe i ocalające — przyjaźń ze współpacjentką, panią Józią, rozmowy z niewidomą emerytowaną nauczycielką historii, posługa duchowa księdza Andrzeja Wójcika, kolędowanie wśród pacjentów. Irena Krupa zapisała coś, co da się powiedzieć tylko z głębi bezradności: że nauczyła się pokory — przyjmować dary od Boga i od ludzi z wdzięcznością, zamiast walczyć o samowystarczalność.

Przez lata uczyła się dawać; choroba nauczyła ją przyjmować — i to, wyznała, było trudniejsze, a okazało się łaską.

Pod koniec, mimo wszystko, podjęła decyzję o powrocie do domu. Jej zapiski — rozmowa z Bogiem prowadzona na granicy sił — pozostają jednym z najprawdziwszych głosów, jakie wydała pomorska diaspora ewangelicka: świadectwem, że wiara nie znieczula na ból, lecz pozwala go przejść, nie tracąc siebie.

✦ ✦ ✦

Bywa, że największym cierpieniem nie jest sama choroba, lecz to, że nie wolno przy chorym być. O tym pisał ksiądz Grzegorz Giemza, ewangelicki duchowny prowadzący szkolenia z towarzyszenia umierającym, w świadectwie o śmierci własnej matki, chorej na COVID-19.3 Leżała w odizolowanym szpitalu, odcięta od bliskich w czasie, gdy pożegnania odbierano całym rodzinom. On sam, który uczył innych, jak być przy umierających, doświadczył wtedy własnej bezsilności wobec niemożności bycia obok.

Ratunek przyszedł z miejsca najmniej spodziewanego. Współpacjent pożyczył jej telefon — i dzięki temu prostemu, ludzkiemu gestowi mogła pożegnać się z rodziną. Mogła powiedzieć i usłyszeć, że jest kochana. Giemza, osadzając tę historię w programie opieki duchowej „Bądź przy mnie”, zapisał, jak uwalniające bywa samo pożegnanie — i jak wiele potrafi zdziałać życzliwość zupełnie obcego człowieka. Znów, jak pod Kołobrzegiem, ratunek miał twarz nieznajomego.

✦ ✦ ✦

Nie każda przepaść ma kształt choroby. Justyna Minkina, autorka związana z parafią, zostawiła na łamach Informatora dwa wiersze, które są świadectwem wyjścia z ciemności innego rodzaju. W utworze „Panie, ocal mnie od zapomnienia” daje świadectwo drogi z głębokiego kryzysu i myśli samobójczych ku wierze.4 Najważniejsze jest w nim jedno rozróżnienie, łatwe do przeoczenia, a decydujące:

Bóg nie zmienił świata wokół niej — przemienił ją samą; i o pamięć tej przemiany, by nigdy nie wróciła do życia bez Niego, prosi w wierszu.

To nie jest świadectwo o tym, że wiara usuwa kłopoty. To świadectwo o tym, że człowiek wyniesiony z rozpaczy boi się jednego najbardziej — zapomnieć, kim był bez Boga, i przez to zlekceważyć ocalenie. Drugi wiersz, „Piórem…”, jest już dziękczynieniem. Oparty na słowach proroka Izajasza — „Oto na moich dłoniach wyrysowałem Cię” (Iz 49,16) — wyraża zachwyt nad Bogiem, który spełnia marzenia przekraczające ludzką miarę; autorka dopisała do niego podziękowanie za narodziny syna.5 Od krawędzi samobójstwa do wdzięczności za nowe życie — między tymi dwoma wierszami rozpięta jest cała droga.

✦ ✦ ✦

Na koniec rzecz pozornie najmniejsza, a będąca może najczystszym obrazem tego, o czym mówi cały ten zbiór. Ksiądz Wojciech Froehlich opowiedział historię starej wojskowej skrzyni na amunicję.6 Przetwórnia prowadzona przez Anię i Tomka z Cecenowa przerobiła ją na stolik; mebel wylicytowano podczas Wieczoru Dobroczynności Słupskiego Funduszu Lokalnego 25 maja 2023 roku. Proboszcz przeznaczył skrzynię na kościelną skarbonę.

Przedmiot, który stworzono, by przenosił narzędzia śmierci, stał się naczyniem dzielenia się. Froehlich zobaczył w tym obraz tego, co Bóg potrafi uczynić z ludzkim losem: odmienić przeznaczenie, obrócić to, co służyło niszczeniu, w to, co buduje. I tu zamyka się krąg otwarty żołnierską śmiercią spod Kołobrzega. Wojna, choroba, izolacja, rozpacz — wszystkie te skrzynie pełne były niegdyś czegoś, co rani. A jednak nad każdą z tych historii unosi się to samo, niełatwe wyznanie pomorskich ewangelików: że krzyż nie jest końcem, lecz miejscem, w którym cierpienie zostaje przemienione w nadzieję. Nie obok bólu — przez sam jego środek.

Te świadectwa pochodzą z żywej, choć rozproszonej wspólnoty ewangelickiej Pomorza Środkowego. Zobacz, gdzie biją jej źródła.
Atlas Dziedzictwa Ewangelickiego Pomorza →
← wszystkie odcinki cyklu „Twarze pomorskiego protestantyzmu · Głosy świadków”

PrzypisySkąd to wiemy

  1. Wspomnienia ks. Alfreda Figaszewskiego (ur. 1924 w Warszawie), najstarszego wówczas duchownego Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce: dzieciństwo w rodzinie pastora i kapelana wojskowego, przeżycia okupacyjne (łapanka, niedoszłe rozstrzelanie pod Wawrem, tajne komplety), szlak bojowy 6. Pułku Artylerii Lekkiej od Warszawy po Łabę (Krzyż Walecznych), 40 lat służby w parafii w Gliwicach oraz świadectwo o nieznanym sanitariuszu, który podczas bitwy o Kołobrzeg zasłonił go własnym ciałem i zginął zamiast niego — za: „Drogi Pana — wspomnienia ks. Alfreda Figaszewskiego”, Informator Parafialny Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Słupsku, nr 11/2019.
  2. Dziennik parafianki Ireny Krupy, prowadzony dzień po dniu po rozległej operacji onkologicznej jamy ustnej i języka (wznowa nowotworu), w Klinice w Gliwicach jesienią 2017 r., a następnie w hospicjum (styczeń–luty 2018 r.): zapis bólu, morfiny, rehabilitacji, samotności szpitala, przyjaźni ze współpacjentką Panią Józią i z niewidomą emerytowaną nauczycielką historii, posługi ks. Andrzeja Wójcika, kolędowania, decyzji o powrocie do domu oraz nauki pokory i wdzięczności — za: Irena Krupa, „Wspomnienia z Kliniki onkologicznej” / „Wspomnienia z Hospicjum”, Informator Parafialny PEA w Słupsku, nr 3/2018, nr 4/2018, nr 5/2018 i nr 6/2018 (świadectwo publikowane w częściach). Streszczenie redakcyjne; dziennik ukazywał się w odcinkach, stąd zestawienie czterech numerów.
  3. Świadectwo ks. Grzegorza Giemzy o śmierci matki chorej na COVID-19 w odizolowanym szpitalu — pożegnanie z rodziną umożliwione dzięki telefonowi pożyczonemu przez współpacjenta; rzecz osadzona w programie opieki duchowej „Bądź przy mnie” — za: „Telefon, który przyniósł ulgę — świadectwo Grzegorza Giemzy”, Informator Parafialny PEA w Słupsku, nr 1/2021.
  4. Wiersz Justyny Minkiny „Panie, ocal mnie od zapomnienia” — świadectwo wyjścia z głębokiego kryzysu i myśli samobójczych ku wierze, z prośbą o pamięć dawnego życia bez Boga, by nie zlekceważyć ocalenia (Bóg przemienił nie świat wokół, lecz samą osobę) — za: Informator Parafialny PEA w Słupsku, nr 1/2019.
  5. Wiersz Justyny Minkiny „Piórem…” — dziękczynienie oparte na Iz 49,16 („Oto na moich dłoniach wyrysowałem Cię”), z dopiskiem o narodzinach syna — za: Informator Parafialny PEA w Słupsku, nr 1/2016.
  6. „Historia starej skrzyni” (ks. Wojciech Froehlich) — wojskowa skrzynia na amunicję przerobiona na stolik przez Przetwórnię Ani i Tomka z Cecenowa, wylicytowana na Wieczorze Dobroczynności Słupskiego Funduszu Lokalnego 25 V 2023 r. i przeznaczona przez proboszcza na kościelną skarbonę — za: Informator Parafialny PEA w Słupsku, nr 6-8/2023.

Świadectwa pochodzą z Informatora Parafialnego Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Słupsku. Materiał chroniony — wykorzystanie za zgodą autorów i parafii, zawsze z atrybucją; streszczenia redakcyjne, nie kopie tekstów źródłowych.