Ksiądz Alfred Figaszewski, w chwili spisywania wspomnień najstarszy duchowny Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce, urodził się w 1924 roku w Warszawie, w rodzinie ewangelickiego pastora i kapelana wojskowego.1 Przeszedł przez okupację — łapankę i niedoszłe rozstrzelanie pod Wawrem, tajne komplety, konspirację — a potem przez wojnę, ze szlakiem bojowym 6. Pułku Artylerii Lekkiej od Warszawy aż po Łabę, uwieńczonym Krzyżem Walecznych. Po wojnie studiował teologię i przez czterdzieści lat służył parafii w Gliwicach. W jego wspomnieniach jest jednak scena, która waży więcej niż wszystkie inne.
Podczas bitwy o Kołobrzeg, w huku, którego nie da się opisać, nieznany z nazwiska sanitariusz zasłonił go własnym ciałem. Zginął zamiast niego. Figaszewski nie znał jego imienia i nigdy go nie poznał — przeżył dzięki człowiekowi, o którym nie wiedział nic prócz tego jednego, ostatniego gestu.
W tej jednej żołnierskiej śmierci widać to, co powraca w kolejnych świadectwach: cierpienie nie ma ostatniego słowa, gdy ktoś trwa przy człowieku do końca. Przy Figaszewskim trwał nieznany sanitariusz, przy innych świadkach — sam Bóg.
✦ ✦ ✦Najobszerniejszym i najbardziej przejmującym świadectwem, jakie złożono na łamach słupskiego pisma, jest dziennik parafianki Ireny Krupy.2 Prowadziła go dzień po dniu — od jesieni 2017 roku, po rozległej operacji onkologicznej jamy ustnej i języka (była to wznowa nowotworu po latach), przez tygodnie w Klinice w Gliwicach, aż po przeniesienie do hospicjum, gdzie spędziła pierwsze miesiące 2018 roku. Zapisywała bez upiększeń ból i morfinę, samotność szpitalnej nocy, mozół rehabilitacji oraz dni gorsze i lepsze.
Nie jest to jednak dziennik rozpaczy. Pośród cierpienia trwały rzeczy zwykłe i ocalające: przyjaźń ze współpacjentką, panią Józią, rozmowy z niewidomą emerytowaną nauczycielką historii, posługa duchowa księdza Andrzeja Wójcika, kolędowanie wśród pacjentów. Irena Krupa zapisała, że nauczyła się pokory — przyjmować dary od Boga i od ludzi z wdzięcznością, zamiast walczyć o samowystarczalność. Przez lata uczyła się dawać; choroba nauczyła ją przyjmować, co — jak wyznała — było trudniejsze.
Pod koniec podjęła decyzję o powrocie do domu. Jej zapiski — rozmowa z Bogiem prowadzona na granicy sił — należą do najmocniejszych świadectw pomorskiej diaspory ewangelickiej: wiara nie znieczuliła jej na ból, ale pozwoliła go przejść.
✦ ✦ ✦Niekiedy dotkliwsze od samej choroby bywa to, że nie wolno przy chorym być. O tym pisał ksiądz Grzegorz Giemza, ewangelicki duchowny prowadzący szkolenia z towarzyszenia umierającym, w świadectwie o śmierci własnej matki, chorej na COVID-19.3 Leżała w odizolowanym szpitalu, odcięta od bliskich w czasie, gdy pożegnania odbierano całym rodzinom. On sam, choć uczył innych, jak być przy umierających, doświadczył wtedy bezsilności, bo nie mógł być obok.
Pomoc nadeszła nieoczekiwanie: współpacjent pożyczył jej telefon i dzięki temu prostemu gestowi mogła pożegnać się z rodziną, powiedzieć bliskim i usłyszeć od nich, że jest kochana. Giemza, osadzając tę historię w programie opieki duchowej „Bądź przy mnie”, zapisał, jak uwalniające bywa samo pożegnanie i jak wiele potrafi zdziałać życzliwość obcego człowieka.
✦ ✦ ✦Cierpienie nie zawsze ma kształt choroby. Justyna Minkina, autorka związana z parafią, zostawiła na łamach Informatora dwa wiersze, które są świadectwem wyjścia z ciemności innego rodzaju. W utworze „Panie, ocal mnie od zapomnienia” daje świadectwo drogi z głębokiego kryzysu i myśli samobójczych ku wierze.4 Istotne jest w nim jedno rozróżnienie: Bóg nie zmienił świata wokół niej, lecz przemienił ją samą, i o pamięć tej przemiany — by nigdy nie wróciła do życia bez Niego — prosi w wierszu.
Nie jest to świadectwo o tym, że wiara usuwa kłopoty, lecz o tym, że człowiek wyniesiony z rozpaczy najbardziej boi się zapomnieć, kim był bez Boga, i przez to zlekceważyć ocalenie. Drugi wiersz, „Piórem…”, jest już dziękczynieniem. Oparty na słowach proroka Izajasza — „Oto na moich dłoniach wyrysowałem Cię” (Iz 49,16) — wyraża zachwyt nad Bogiem, który spełnia marzenia przekraczające ludzką miarę; autorka dopisała do niego podziękowanie za narodziny syna.5 Drogę autorki — od myśli samobójczych po wdzięczność za nowe życie — wyznaczają oba te wiersze.
✦ ✦ ✦Na koniec rzecz pozornie najdrobniejsza. Ksiądz Wojciech Froehlich opowiedział historię starej wojskowej skrzyni na amunicję.6 Przetwórnia prowadzona przez Anię i Tomka z Cecenowa przerobiła ją na stolik; mebel wylicytowano podczas Wieczoru Dobroczynności Słupskiego Funduszu Lokalnego 25 maja 2023 roku. Proboszcz przeznaczył skrzynię na kościelną skarbonę.
Przedmiot przeznaczony niegdyś do przenoszenia amunicji zaczął służyć dzieleniu się z innymi. Froehlich zobaczył w tym obraz tego, co Bóg potrafi uczynić z ludzkim losem: odmienić jego przeznaczenie i to, co służyło niszczeniu, obrócić w dobro. Wszystkie zebrane tu świadectwa — od żołnierskiej śmierci spod Kołobrzega po chorobę, izolację i rozpacz — łączy to samo, niełatwe wyznanie pomorskich ewangelików: że krzyż nie jest końcem, lecz miejscem, w którym cierpienie zostaje przemienione w nadzieję.