Czas Wielkanocy · tydzień 7 · kolor: bial
Egzegeza · Kohelet

Marność nad marnościami — księga Koheleta

6 min czytania · 1132 słów · autor: Łukasz Sikorra

Księga Koheleta — czym naprawdę jest „marność” i o co w tej księdze chodzi

Praca zaliczeniowa Stołeczny Instytut Biblijny, rok akademicki 2025/2026

Łukasz Sikorra

Na podstawie wykładu: prof. dr hab. s. Joanna Nowińska


1. Skąd ten temat

Z Księgą Koheleta jest tak, że większość ludzi, którzy w ogóle o niej słyszała, pamięta jedno zdanie: „marność nad marnościami i wszystko marność”. Na tym zwykle kończy się znajomość tekstu — pozostaje wrażenie najsmutniejszego fragmentu Starego Testamentu, ponurego monologu kogoś, komu wszystko zbrzydło. Po wykładzie siostry Nowińskiej wiem, że to wrażenie jest fałszywe, a problem zaczyna się nie od treści księgi, lecz od jednego słowa, które od stuleci tłumaczone jest źle albo przynajmniej niepełnie.

W tej pracy chcę prześledzić, co kryje się pod hebrajskim hebel, i pokazać, jak inaczej zaczyna brzmieć cała księga, kiedy to słowo zrozumie się poprawnie.

2. Hebel — nie „marność”, lecz „ulotność”

Hebrajskie słowo hebel (הֶבֶל) pada w Starym Testamencie 73 razy, z czego ponad 30 razy w samej Księdze Koheleta. Jest więc słowem-kluczem. Septuaginta przetłumaczyła je przez greckie mataiotēs — „brak wartości”, „bezsens”, „pustka”. Łacińska vanitas poszła tą samą drogą. Polskie „marność” jest dziedzicem tego wyboru i to ten wybór ustawił recepcję księgi na kilkanaście stuleci.

Tymczasem hebrajskie hebel to coś zupełnie innego. Profesor Nowińska zwracała uwagę na samo brzmienie: kiedy wymawiamy hebel, słyszymy ciche tchnienie, jakby słowo uciekało z ust razem z powietrzem. To onomatopeja. Słowo brzmi tak, jak znaczy. A znaczy: para, mgiełka, oddech, lekki obłoczek, który słońce rozpędza w kilka chwil.

Tu leży sedno sprawy. Hebel opisuje czas trwania, a nie wartość. Mgiełka nad łąką o świcie jest ulotna, ale nie jest „marna”. Tęcza po deszczu znika w kilka minut, ale jej krótkotrwałość nie czyni jej bezwartościową. Wręcz odwrotnie — to właśnie jej przemijalność sprawia, że gdy się pojawia, człowiek przystaje i patrzy.

Kiedy więc Kohelet mówi, że jego dzieła, ogrody, bogactwa i mądrość są hebel, nie stwierdza, że to wszystko było bez sensu. Stwierdza, że to nie zostanie na zawsze. Że minie. Że przesypuje się przez palce. To inny komunikat niż „życie nie ma sensu” — to raczej „życie nie da się zatrzymać”.

3. Refren teraźniejszości

W Księdze Koheleta wraca jak echo jeden motyw. Najczystszą jego formę widać w rozdziale drugim, wersecie 24:

„Nic lepszego dla człowieka, niż żeby jadł i pił, i duszy swojej pozwalał zażywać szczęścia przy swojej pracy.”

Przy pobieżnej lekturze fragment ten może sprawiać wrażenie późnego stoicyzmu albo żydowskiej wersji epikureizmu. To jednak nie jest zachęta do hedonizmu. Kohelet nie mówi „używaj, póki możesz”. Mówi coś bardziej radykalnego: bądź obecny tam, gdzie jesteś. Smak jedzenia, ciężar narzędzia w dłoni, satysfakcja po przepracowanym dniu — to są chwile, w których człowiek faktycznie żyje, zamiast tylko planować, że kiedyś zacznie żyć.

Łatwo to przegapić, gdy większość czasu pochłania planowanie kolejnego ruchu, kolejnego projektu, kolejnego wdrożenia. Kohelet przypomina, że to wszystko jest hebel — ulotne. Jeśli nie posmakuje się tego, co dzieje się dziś, jutro już tego nie będzie.

Siostra Nowińska zestawiła to z dzisiejszą uważnością, mindfulness. Tytuł książki Kabata-Zinna — Gdziekolwiek jesteś, bądź — jest właściwie streszczeniem Koheleta. Tylko że Kohelet idzie dalej, bo nie zatrzymuje się na psychologii. Wskazuje na samego Boga, którego imię JHWH najlepiej tłumaczy się jako „Jestem”. Bóg jest czystą obecnością w teraźniejszości. Człowiek, który chce do Niego się przybliżyć, musi nauczyć się być tam, gdzie Bóg już jest — czyli teraz.

4. Czas, którego nie da się odzyskać

Przeszłość już była. Już jej nie ma. Można ją wspominać, można jej żałować, ale nie da się w niej zamieszkać. Przyszłości jeszcze nie ma. Można ją projektować, można się jej bać, ale spotkania z nią naprawdę dotykamy zawsze dopiero wtedy, kiedy stanie się teraźniejszością.

Kohelet wytrąca czytelnika z dwóch typowych ucieczek: rozpamiętywania i fantazjowania. Przeszłość obciąża poczuciem winy lub żalem. Przyszłość generuje lęk lub nierealistyczne nadzieje. Tymczasem jedyną rzeczywistością, w której człowiek naprawdę żyje, jest teraz. A teraz jest hebel — przelatuje. Kto go nie uchwyci, nie ma jak po niego wrócić.

To pewnie jest powód, dla którego księga przez wieki uchodziła za pesymistyczną. Kohelet odbiera nam pociechę „kiedyś będzie lepiej” i „kiedyś było lepiej”. Ale w zamian daje coś poważniejszego: pełnoprawną teraźniejszość.

5. Gatunek i czas powstania

Trzeba powiedzieć kilka słów o samym charakterze tekstu. Księga Koheleta jest najprawdopodobniej diatrybą — rozmową z domyślnym rozmówcą, który nigdy nie odpowiada wprost, ale jego zarzuty i pytania można zrekonstruować z reakcji autora. Czyta się ją trochę jak monolog filozoficzny, w którym mędrzec spiera się sam ze sobą.

Czas powstania to najprawdopodobniej okres hellenistyczny, gdzieś między 250 a 200 rokiem przed naszą erą. Aleksander Macedoński zostawił po sobie świat, w którym kultura grecka — z jej językiem, gimnazjonami, filozofią i obyczajem — wlewała się we wszystkie zakątki Bliskiego Wschodu. Żydzi stanęli wtedy przed pytaniem, kim chcą być w nowej rzeczywistości. Marzenia o odbudowie królestwa Dawida coraz wyraźniej przegrywały z realiami politycznymi. Kohelet odpowiada na to doświadczenie. Nie obiecuje politycznego cudu. Mówi: skoro przyszłość jest niepewna, skoro przeszłość nie wróci — zostań tutaj, w tym dniu, który masz.

6. Litania czasu (Koh 3,1-8) — zaproszenie, nie wyrok

Najbardziej znany fragment księgi — „wszystko ma swój czas” — bywa odczytywany fatalistycznie. Jakby Kohelet mówił: jest jakiś sztywny harmonogram, do którego musisz się dopasować. Płacz, kiedy wypada płakać, śmiej się, kiedy wypada się śmiać.

To jest nadinterpretacja. Hebrajska konstrukcja ‘et le- znaczy „czas dla czegoś”, „czas, w którym coś jest możliwe”, a nie „czas, w którym coś jest obowiązkowe”. Kohelet mówi raczej: w życiu są chwile na płacz, są chwile na śmiech, są chwile na sadzenie i na zbieranie. Możesz w nie wejść. Możesz je rozpoznać. Ale nie jesteś niewolnikiem zegara.

Tłumacząc to na własny język: życie nie jest instrukcją obsługi z gotowymi krokami. Jest serią propozycji. Każda chwila jest jakąś ofertą, na którą mogę odpowiedzieć albo ją przegapić. Wolność człowieka, według Koheleta, polega na umiejętności odpowiadania na to, co właśnie się dzieje.

7. Podsumowanie

Jeśli hebel przełożyć jako „ulotność” zamiast „marność”, cała Księga Koheleta zmienia ton. Z pesymistycznego traktatu o bezsensie staje się księgą mądrościową, która uczy świadomego życia w przemijającym świecie. Kohelet nie jest nihilistą — wręcz przeciwnie, broni życia przed nihilizmem rozpamiętywania i fantazjowania. Nie jest też hedonistą — nie zachęca do konsumpcji, lecz do obecności.

Z tego wynika cała jego osobliwa hierarchia. Czas trwania przestaje być miarą wartości, bo coś krótkiego nie jest gorsze od czegoś długiego — różni się tylko sposobem istnienia. Teraźniejszość okazuje się jedynym miejscem, w którym człowiek może spotkać Boga, ponieważ to JHWH — „Jestem” — sam istnieje w czystej obecności. Znana litania czasu z rozdziału trzeciego przestaje być fatalistycznym harmonogramem, a zaczyna brzmieć jak seria zaproszeń, na które wolno odpowiedzieć albo je przegapić.

Kohelet pełni w Biblii rolę „ościenia” — bodźca, który wybudza ze snu automatycznego życia. Nie po to, by pogrążyć człowieka w pesymizmie, tylko po to, by go obudzić.


Bibliografia:

  • Wykład prof. dr hab. s. Joanny Nowińskiej, Księga Koheleta, Stołeczny Instytut Biblijny, 2025
  • Księga Koheleta, w: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum, Poznań 2003

✦ Zapytaj luteranów