Czas Wielkanocy · tydzień 7 · kolor: bial
1 2 3 4 5 6 7
Wieczór 1 z 7 · 10 minut

Po co była reformacja?

Lęk młodego Lutra — i dlaczego go to dotyczyło

Pomyśl o sobie. O sobie z lat 25-30, kiedy świat jest już dorosłym światem, ale jeszcze nie jest pewny. Wtedy w nocy budzisz się i myślisz: „czy ja właściwie wystarczę?”. Czy jestem dobrym mężem, ojcem, synem, pracownikiem. Czy mnie wystarczy. To pytanie ma w sobie coś z lęku — bo nie wiesz, gdzie jest miara. Kto cię ocenia. I czy mówi sprawiedliwie.

Marcin Luter w 1505 roku — 22 lata — wraca z uniwersytetu do domu rodziców. Burza, piorun uderza obok niego. Luter pada na ziemię i krzyczy: „Święta Anno, ratuj — zostanę mnichem!”. Spełnia ślubowanie — wstępuje do augustianów w Erfurcie. Nie dlatego, że marzył o klasztorze. Dlatego, że bał się Boga.

Następne 12 lat Luter spędza próbując uciec od tego lęku. Pości, biczuje się, modli się po 6 godzin dziennie, spowiada się tak długo, że jego spowiednik (Johann von Staupitz) ma już dość. „Lutrze — mówi Staupitz — przestań szukać twoich grzechów. Spójrz na Chrystusa”.

Luter słyszy to, ale nie rozumie. Słowa „sprawiedliwość Boża” (Rz 1,17) brzmią dla niego jak grom. Bo „sprawiedliwy Bóg” w jego głowie to Bóg, który mnie WAŻY. I który wie, że nie wystarczę. Kościół XVI wieku oferuje mu wachlarz rozwiązań: odpusty, pielgrzymki, relikwie, msze za dusze. Wszystko ma jeden mechanizm — *dodaj zasługi, zmniejszysz karę*.

I właśnie tu zaczyna się reformacja. Bo Luter w pewnym momencie — między 1513 a 1517 — czyta List do Rzymian inaczej. Czyta zdanie: *„Albowiem sprawiedliwość Boża objawia się w niej, z wiary w wiarę, jak napisano: A sprawiedliwy z wiary żyć będzie”* (Rz 1,17 BW). I nagle widzi: „sprawiedliwość Boża” w tym wersecie to nie jest *Boża miara mnie* — to jest *sprawiedliwość, którą Bóg DAJE mi przez wiarę*. To nie jest cecha sędziego. To jest dar Ojca.

Luter pisze później o tym momencie: *„poczułem się jakbym był narodzony na nowo i przeszedłem przez otwarte bramy raju”*. To jest centrum reformacji. Nie 95 tez, nie spór o odpusty, nie polityka — to jest moment, kiedy lęk umiera, a Bóg staje się Tym, który mnie *przyjmuje*, zanim go o cokolwiek poproszę.

Pytanie Lutra dotyczyło wszystkich. Bo świat XVI wieku był światem winy — chłop bał się dziedzica, dziedzic bał się księcia, książę bał się papieża, papież bał się Boga. Reformacja powiedziała: ten łańcuch się przerwał. Bóg nie jest *na końcu* tej hierarchii lęku. Bóg jest *przed* nią, *u źródła*, jako Ojciec — i mówi: *„moje dziecko, jesteś moje”*. Nie musisz iść do kogoś, żeby dla ciebie pośredniczył. Nie musisz kupować łaski. Nie musisz wystarczać.

I dlatego reformacja nie była tylko *„reformą Kościoła”* — była reformą sumienia. Jeśli to rozumiesz, rozumiesz luteranizm w pierwszym kroku. Reszta — sakramenty, liturgia, struktura — to konsekwencje tego jednego: Bóg już ci powiedział „tak”.

✦ Zapytaj luteranów