W sopockich księgach adresowych z początku XX wieku przy jednym z nazwisk widnieje osobliwa adnotacja: „Eduard von Herbst, Winterwohnung Lodz” — Edward von Herbst, zimowe mieszkanie: Łódź.1 Bo dla tego człowieka było odwrotnie niż dla większości. To Sopot był domem, a Łódź — miejscem, dokąd jeździło się na zimę, do interesów. Współwłaściciel największej przędzalni bawełny na Księżym Młynie, zięć samego Karola Scheiblera, „króla bawełny”, w nadmorskim kurorcie miał coś, czego fabryczna Łódź dać mu nie mogła: powietrze, ogród i spokój.
Sopocianie tytułowali go „Excellenz von Herbst” i traktowali jak jednego ze swoich. Doczekał się nawet własnej ulicy — Herbststrasse, dzisiejszej ulicy Mikołaja Kopernika.2 A wszystko zaczęło się od transakcji, w której nie było nic przypadkowego.
✦ ✦ ✦W 1891 roku Edward kupił posiadłość w centrum miasta od Johannesa Icka — właściciela jednej z największych firm spedycyjnych w Gdańsku, którego znał jako swojego najlepszego klienta.3 Dom przy Schulstrasse — dzisiejszej ulicy Tadeusza Kościuszki — od razu zaczął zmieniać się pod rękami sopockich budowniczych. Najpierw Feliks Dost i Carl Kupperschmitt, potem, w 1896 roku, rozbudowa według projektu Wilhelma Lippkego, wreszcie w 1911 — kolejna przebudowa, tym razem ręką Heinricha Dunkela.4 Co znamienne, każde zlecenie Herbst kierował do miejscowych wykonawców; willa rosła razem z kurortem.
Zachowane archiwalne projekty pozwalają dziś wejść do tego domu. Główne wejście od północy prowadziło przez werandę do holu — a ten hol był sercem rezydencji. „Przestronny hol wyłożony boazerią miał szklany sufit, czerwone skórzane meble i kominek z oryginalnych kafli z Delft” — wspominała siostrzenica Matyldy, Maria Geyer.5 Zagadkę owego „szklanego sufitu” wyjaśniła wnuczka, Ursula Hadrian: sufit znajdował się dopiero nad drugą kondygnacją, więc pomieszczenie było niezwykle wysokie i pełne światła.5 W jadalni stał długi stół na osiemnaście osób, w gabinecie dla panów i saloniku dla pań paliły się kominki, a wnętrza oświetlały żyrandole — jeden z poroża jelenia zwieńczony krzyżem świętego Huberta, inny, typowy dla południowych Niemiec, w kształcie kobiecego popiersia połączonego z porożem, zwany Leuchterweibchen.6 (Opis wnętrz odtworzono z umowy sprzedaży domu z 1940 roku i ze wspomnień rodzinnych — daje obraz gustu właścicieli, nie inwentarz co do sztuki.)
✦ ✦ ✦Ale prawdziwą dumą Herbstów był ogród. Edward miał do tego rękę — już jego łódzki ogród na Księżym Młynie eksperci z Warszawskiego Towarzystwa Ogrodniczego uznawali za wzorcowy.7 W Sopocie poszedł dalej. Wśród nieregularnych alejek latem wystawiano z oranżerii egzotyczne rośliny w donicach, kwitły wawrzyny, oleandry i róże, a wieczorami zapalała się atrakcja, o której mówił cały kurort. „Po kolacji zwykle podziwiałyśmy elektrycznie podświetlaną fontannę mieniącą się różowymi, niebieskimi i zielonymi barwami świateł” — zapamiętała Maria Geyer.8 Zdjęcie posiadłości trafiało do sopockich przewodników turystycznych.
W 1908 roku obok willi stanęła oranżeria projektu Carla Kupperschmitta — budowla, która rozmachem przewyższała nawet słynne łódzkie założenie Herbsta. W centrum wznosiła się palmiarnia wysoka na ponad dziesięć metrów, po bokach niższe skrzydła: chłodny Kalthaus i ciepły Warmhaus, każdy dla roślin o innych wymaganiach.9 A gdzieś w głębi parku, wśród strumyka, mostków i grot, stał domek dla lalek — pamiątka po przedwcześnie zmarłej córeczce Herbstów, Annie Marii. Miał okna z zasłonami, dziecięce meble, piec kuchenny, a obok stajnię z dwoma końmi-zabawkami.10 Ten domek wróci jeszcze w naszej opowieści — bo imię małej Anny Marii Herbstowie utrwalili także gdzie indziej.
✦ ✦ ✦Excellenz nie był jednak typem pana zamkniętego za bramą. Wrastał w miasto czynem i pieniędzmi. Najwięcej energii — co może zaskakiwać u fabrykanta — wkładał w ochotniczą straż pożarną. Nauczył się tej dziedziny w Łodzi, gdzie był honorowym wicekomendantem straży przy zakładach Scheiblera; w Sopocie został honorowym członkiem tutejszej jednostki i jej najhojniejszym mecenasem. Z jego środków kupowano mundury, węże, płachty ratunkowe, a nawet nowoczesny wóz strażacki firmy Gustawa Ewalda — co znacząco odciążało kasę miejską.11 Strażacy odwdzięczali się po swojemu: wieczorami maszerowali z pochodniami od Domu Kuracyjnego pod willę Herbsta, by uczcić swojego dobroczyńcę — tak było we wrześniu 1903 roku i w dniu jego urodzin, 21 października 1905.11
Sopot stawał się tymczasem europejskim kurortem sportowym. Gdy w 1901 roku zorganizowano pierwszy Tydzień Sportu z międzynarodowym turniejem tenisowym, Herbst i tu dorzucił swoje: w 1904 roku ufundował dwa wysokie srebrne puchary dla najlepszej męskiej pary deblowej w grze o mistrzostwo Sopotu.12 Na sopockich kortach grywał wówczas między innymi następca tronu Fryderyk Wilhelm, syn Wilhelma II. Tenis, korso kwiatowe, promenady, Grand Hotel — Herbst żył w tym świecie jak u siebie.
Nie zapominał przy tym o świątyniach — i to wszystkich wyznań. Jako luteranin należał do sopockiej gminy ewangelickiej i hojnie wspierał jej kościoły; jako sąsiad katolików ufundował w 1902 roku dzwony do kościoła Najświętszej Marii Panny „Gwiazdy Morza”, odlane w słynącej z ludwisarstwa Apoldzie.13 O jego darach dla sopockiego kościoła ewangelickiego — trzech dzwonach ku pamięci zmarłej córki i organach z 1919 roku — opowiada osobny odcinek tego cyklu, „Łódzki fabrykant i jego organy”.
✦ ✦ ✦To spokojne, dostatnie życie przerwał jeden czerwcowy świt. 6 czerwca 1921 roku, tuż po północy, w sopockiej willi zmarł nagle na atak serca, w siedemdziesiątym siódmym roku życia, Excellenz Eduard von Herbst, rzeczywisty radca stanu.14 Pogrzeb odbył się w czwartek, 9 czerwca. Już dzień wcześniej trumnę przeniesiono do kościoła Zbawiciela — tego cesarskiego, w centrum miasta — gdzie ustawiona przed ołtarzem ginęła pod kwiatami.14
O czwartej po południu rozpoczęła się ceremonia. Przewodniczyli jej dwaj duchowni związani z rodziną przez całe dekady: superintendent Wilhelm Peter Angerstein, pastor kościoła świętego Jana w Łodzi i duchowy przewodnik Herbstów od trzydziestu sześciu lat, oraz Otto Bowien, pastor sopockiego kościoła Zbawiciela.15 Po nabożeństwie strażacy w paradnych mundurach ponieśli trumnę, ozdobioną wieńcem miasta z niebiesko-żółtą szarfą w barwach Sopotu, do karawanu. Kondukt — z orkiestrą na czele — ruszył na cmentarz ewangelicki, oddalony o jakieś dwa kilometry.15 Za chorągwiami i krzyżem niesiono ordery, którymi władze trzech mocarstw uhonorowały łódzkiego przemysłowca. W żałobnym tłumie szli obok siebie urzędnicy magistratu, delegacje łódzkich i sopockich przedsiębiorstw, a także — co warte podkreślenia — duchowieństwo ewangelickie z kościołów Zbawiciela i Pokoju oraz katolickie od „Gwiazdy Morza”.16 Miasto żegnało swojego.
Edward Herbst spoczął w neogotyckiej kaplicy grobowej na sopockim cmentarzu ewangelickim przy dzisiejszej ulicy Malczewskiego — kaplicy, którą wzniosła jego wdowa, Matylda z domu Scheibler.17 Jej powojennym losom i słowom wykutym nad drzwiami poświęcony jest osobny odcinek tego cyklu, „Kaplica Herbstów na cmentarzu w Sopocie”. Z willi, ogrodu i podświetlanej fontanny niewiele zostało. Ale kaplica stoi — a wraz z organami w kościele w parku i imieniem małej Anny Marii na dzwonie jest jednym z tych cichych śladów, po których poznaje się, że ktoś naprawdę tu był.