Gdy w sopockim Kościele Pokoju po raz pierwszy zabrzmiały organy, mało kto pomyślał, skąd właściwie wziął się ten wspaniały instrument. A wziął się z miejsca odległego o setki kilometrów — z miasta kominów, krosien i bawełnianego pyłu, z Łodzi. Bo fundator tych organów majątek zbił nie nad morzem, lecz w fabrykach. A jego nazwisko do dziś widnieje na prospekcie organowym.
Eduard Herbst — bo o nim mowa — należał do ścisłej elity przemysłowej Łodzi drugiej połowy dziewiętnastego wieku. W 1875 roku poślubił Matyldę Scheibler, córkę Karola Scheiblera, zwanego „królem bawełny”, najpotężniejszego fabrykanta miasta. Małżeństwo uczyniło go współzarządcą rodzinnego imperium i jednym z najbogatszych ludzi ówczesnego Królestwa Polskiego.1 Po Herbstach pozostał w Łodzi okazały pałac na Księżym Młynie — dziś oddział Muzeum Sztuki w Łodzi, a nie, jak się czasem błędnie podaje, Muzeum Miasta Łodzi.1
✦ ✦ ✦Co jednak łączyło łódzkiego potentata z nadmorskim kurortem? Otóż Herbst nie był w Sopocie przypadkowym letnikiem. Już w latach osiemdziesiątych dziewiętnastego wieku spędzał tu wakacje, a w 1891 roku kupił od gdańskiego spedytora Johannesa Icka parcelę w centrum kurortu — przy dzisiejszej ulicy Kościuszki, dawnej Schulstraße.6 Stojący na niej dom przebudowano w 1896 roku według projektu Wilhelma Lippkego, a kilkanaście lat później raz jeszcze — wedle projektu Heinricha Dunkla.5 Z czasem ta letnia rezydencja stała się jego domem; tutaj właśnie zmarł w 1921 roku.2 Był częścią zjawiska, które dziś łatwo przeoczyć: bogaci fabrykanci z Łodzi, Warszawy i Gdańska budowali nad Bałtykiem letnie rezydencje, a przy okazji wrastali w życie kurortu i wspierali jego instytucje. Herbst wrósł w sopockie życie na tyle, że został honorowym wicekomendantem miejscowej ochotniczej straży ogniowej, którą hojnie wyposażał w nowoczesny sprzęt.6 Dla zamożnego luteranina naturalnym gestem było wesprzeć miejscową parafię ewangelicką. Organy w sopockim kościele to właśnie ślad po tym świecie — świecie, w którym łódzka bawełna i bałtycki kurort należały do jednej mapy.
Sam instrument zbudowała renomowana elbląska firma o szacownej nazwie „Orgelbauanstalt A. Terletzki Inh. Ed. Wittek”.3 Liczy osiemnaście głosów — choć część źródeł organologicznych podaje dziewiętnaście3 (drobna rozbieżność, zależna od sposobu liczenia rejestrów) — rozłożonych na dwa manuały i pedał, z trakturą pneumatyczną typową dla epoki. Poświęcono je razem z całym kościołem 5 października 1919 roku, a na prospekcie do dziś zachowała się tablica fundacyjna z nazwiskiem rodziny Herbstów.4 Niemiecki napis fundacyjny brzmi: „Diese Orgel stifteten Herr Kommerzienrat Eduard Herbst u. Frau Mathilde Herbst geb. Scheibler zur Einweihung dieses Gotteshauses. Am 5. Oktober 1919” — „Te organy ufundowali pan radca handlowy Eduard Herbst i pani Mathilde Herbst z domu Scheibler na poświęcenie tego domu Bożego. 5 października 1919”.6
✦ ✦ ✦Jest w tej historii jeszcze jeden, zaskakujący szczegół. Ślad po dobroczynności Herbsta odnajdziemy bowiem nie w jednym, lecz w obu sopockich kościołach ewangelickich: według lokalnych przekazów ufundował on także witraż w ówczesnym Kościele Zbawiciela — tym w centrum, dzisiejszym kościele świętego Jerzego.2 (Ten akurat wątek opiera się na przekazie lokalnym i wart jest ostrożności.) A hojność Herbstów nie zatrzymywała się na granicy wyznania: w 1902 roku ufundowali oni dzwony do katolickiego kościoła Najświętszej Marii Panny „Gwiazdy Morza”, odlane w słynącej z ludwisarstwa turyńskiej Apoldzie.6 Jakby jeden fabrykant chciał zostawić po sobie znak w każdej ze świątyń miasta, które wybrał na dom.
Dziś dar łódzkiego fabrykanta wymaga ratunku. Po stu latach i dekadach powojennych zaniedbań — wilgoci, braku konserwacji, amatorskich napraw — organy domagają się gruntownej renowacji.4 Parafia zabiega o środki na ich odbudowę. Instrument wciąż gra nad Bałtykiem, choć już nie tak czysto jak sto lat temu. A kiedy znów zabrzmi pełnią głosu, warto będzie pamiętać, że jego historia zaczyna się nie tu, nad morzem, lecz w cieniu łódzkich kominów.