Gdyby dzieje sopockiej parafii ewangelickiej narysować jako wykres, byłaby to linia, która najpierw gwałtownie się wspina, potem niemal spada do zera — a mimo to kończy w miejscu zupełnie nieoczekiwanym: w randze stolicy diecezji. Jak to możliwe, że wspólnota, która po wojnie skurczyła się do garstki, dochowała się katedry? Odpowiedź to opowieść o stu pięćdziesięciu latach uporu.
Zaczyna się od liczb i od skromności. W 1862 roku w Sopocie mieszka czterystu pięćdziesięciu sześciu ewangelików, latem trzy razy więcej. Dziewięć lat później, 18 sierpnia 1871, stawiają w Parku Południowym pierwszą własną świątynię — niewielką Kaplicę Pokoju.1 To jest ziarno. Przez następne dwadzieścia lat wspólnota pozostaje filią parafii w sąsiednim Małym Kacku, aż wreszcie, 23 grudnia 1890 roku, otrzymuje samodzielność: erygowano Parafię Ewangelicko-Augsburską w Sopocie.1 Niczym gwiazdkowy prezent, tuż przed świętami, dostała własne, niezależne życie.
✦ ✦ ✦A potem wykres pnie się stromo w górę. W latach dwudziestych dwudziestego wieku, w czasach Wolnego Miasta Gdańska, parafia liczy ponad jedenaście tysięcy członków — więcej niż kiedykolwiek przedtem i potem.1 Ma dwa wielkie kościoły, dom parafialny, przedszkole, domy opieki. To apogeum, szczyt, z którego wydaje się, że można już tylko trwać. A potem przychodzi rok 1945 — i linia runie w dół niemal pionowo.
Niemieccy parafianie odchodzą. Parafia traci główny kościół, ten w centrum, dziś noszący wezwanie świętego Jerzego, a wraz z nim większość majątku. Z jedenastu tysięcy zostaje garstka. Ciągłość ratuje jeden człowiek — pastor Edward Dietz, związany z Sopotem od 1945–1946 roku, który kierował parafią aż do 1983.2 W czasach PRL, mimo inwigilacji, ubóstwa i podejrzliwości, nabożeństwa odprawiano nieprzerwanie. To była najcichsza z możliwych form bohaterstwa: po prostu nie przestać.
✦ ✦ ✦I tu historia dopisuje swój najbardziej zaskakujący akapit. Bo właśnie dlatego, że sopocki kościół — ten ocalały, w parku — przetrwał jako jeden z niewielu dużych, dobrze zachowanych kościołów ewangelickich całego regionu, stał się po latach naturalnym centrum.3 Dziś Sopot jest siedzibą Diecezji Pomorsko-Wielkopolskiej, jednej z sześciu diecezji Kościoła w Polsce, a tutejszy Kościół Zbawiciela pełni funkcję katedry biskupiej.3 Konsystorz diecezjalny mieści się przy ulicy Kościuszki, a od 2011 roku biskupem diecezji jest ksiądz profesor Marcin Hintz.3
Jest w tym wszystkim pewna klamra, którą trudno przeoczyć. Dzisiejsza katedra to w prostej linii potomkini skromnej Kaplicy Pokoju z 1871 roku — ten sam zakątek Parku Południowego, ta sama wspólnota, ciągnąca się nieprzerwanie przez półtora wieku. Kaplica stała się kościołem. Kościół przejął po wojnie imię „Zbawiciela” po utraconej świątyni w centrum. A wspólnota, która niemal zniknęła z mapy, doczekała rangi diecezjalnej.
Od ziarna do katedry — w sto pięćdziesiąt lat. To nie jest historia o potędze. To historia o tym, że czasem najważniejsze jest po prostu nie przestać trwać.