Na Pomorzu słowo „ewangelik” niemal automatycznie przywołuje skojarzenie z Niemcem. Pamięć podsuwa od razu opuszczone cmentarze i gotyckie napisy, których nikt już nie czyta, oraz ludzi, którzy odeszli w 1945 roku i których nie wypada wspominać zbyt głośno, bo był to przecież „naród wroga”. Temat zaorano razem z nagrobkami, a kiedy wraca, wraca opatrzony tą jedną etykietą.
Etykieta ta nie jest kłamstwem. Znaczna część ewangelickiej społeczności Pomorza rzeczywiście była niemiecka albo została zniemczona przez półtora wieku pruskiej szkoły, pruskiego Kościoła i pruskiej administracji. Trzeba jednak podkreślić, że ludzi tych dopiero przerobiono na Niemców — wcześniej byli kimś innym.
W roku 1586 w gdańskiej drukarni Jakuba Rhode wyszła cienka książeczka. Szymon Krofey, pastor z Bytowa, zebrał pieśni Marcina Lutra i innych reformatorów i przełożył je na język swojej parafii. Tytuł brzmiał po staropolsku: Duchowne piesnie Dra Marcina Luthera i inszich naboznich męzow. Język, w którym Krofey pisał do swoich wiernych — był kaszubski.1
✦ ✦ ✦Luteranizm na Pomorzu obejmował trzy wspólnoty mówiące różnymi językami, które żyły obok siebie przez stulecia, zanim historia z tej mozaiki uczyniła jednobarwny obraz.
Pierwszą z nich byli Kaszubi i Słowińcy, autochtoni wschodniego Pomorza. Część z nich, zwłaszcza na zachodzie (ziemia słupska, lęborska, bytowska, Gochy, Słowińcy nad Łebą), przyjęła Reformację razem z feudalnymi panami swoich wsi i przyjęła ją we własnym języku.2 Nie była to większość Kaszubów — tożsamość kaszubską w masie zachowali katolicy, a ewangeliccy Kaszubi z czasem ulegli germanizacji. Mimo to właśnie ta ewangelicka mniejszość zostawiła po sobie pierwsze druki w kaszubskiej mowie, co czyni ją fundamentem całej tej opowieści.
Drugą wspólnotę tworzyli polskojęzyczni ewangelicy z Gdańska i Prus Królewskich. Miasto nad Motławą przez trzy wieki było ośrodkiem polskiego piśmiennictwa luterańskiego: głoszono tu kazania i wydawano druki po polsku, a aż do połowy XIX stulecia przy jednym z największych kościołów Gdańska posługiwał polski kaznodzieja. Gdy Krzysztof Celestyn Mrongowiusz zakończył w 1855 roku ponad półwieczne kazania przy kaplicy Świętej Anny, zamknął za sobą drzwi, przez które przez wieki szło polskie słowo Reformacji.3
Trzecią wspólnotę stanowili Niemcy — mieszczanie gdańscy, szlachta brandenburska i koloniści osiedlani przez pruską administrację. Również oni byli luteranami, lecz utożsamianie ich z całością ewangelickiej wspólnoty Pomorza zubaża obraz tej społeczności o pozostałe jej głosy.
✦ ✦ ✦Sekcja ta opowiada o ludziach, a nie o narodach, o znaczeniu języka jako oznaki politycznej przynależności ani o tym, po czyjej stronie ktoś stanął w 1939 roku. Opowiada o ludziach, którzy modlili się w języku swojego domu, i o tym, co ich spotkało, gdy język ten uznano za niewłaściwy.
Na mapie dostępnej na tej stronie widać ponad tysiąc sto obiektów: kościoły, kaplice, cmentarze, ślady fundamentów oraz miejsca, w których stoją już tylko drzewa.4 Większość z nich nie ma już wiernych, wiele nie ma ścian, a niektóre nie mają nawet nagrobków, bo na ich miejscu jest dziś park, łąka, tartak albo blokowe osiedle. Jest to mapa nieobecności.
Aby zrozumieć, kogo na niej nie ma, trzeba wiedzieć, kto tam był — a tego nie da się powiedzieć jednym słowem, bo nie byli oni po prostu „Niemcami”. Byli Kaszubami i Słowińcami, polskojęzycznymi mieszczanami z Gdańska, pastorami tłumaczącymi kaszubski katechizm w Smołdzinie, kobietami śpiewającymi pieśni Lutra w bytowskim kościele, dziećmi uczącymi się na pamięć Małego Katechizmu w języku, który po kilku pokoleniach miał zniknąć z kościelnych ławek. O każdym z tych głosów opowiedzą kolejne odcinki.
← wszystkie odcinki cyklu