Historia wspólnego życia katolików i ewangelików na Pomorzu nie była ani idyllą, ani nieprzerwaną wojną wyznaniową. Była tym, czym bywa życie sąsiedzkie: przeplataniną zwykłej codzienności, momentów solidarności i fal narzuconego przymusu.
Przedstawianie jej jako jednej lub drugiej — samej idylli albo samej wrogości — byłoby fałszem. Prawda jest mieszana. I właśnie dlatego ludzka.
✦ ✦ ✦Borowy Młyn, 1939. Ks. Franciszek Perschke, proboszcz tutejszej katolickiej parafii od 1933 roku, trafił w ręce gestapo.1 Okoliczności jego uwolnienia nie są do końca pewne — zachowane relacje mówią o tym ostrożnie. Ale według tych relacji, prawdopodobnie to właśnie ewangeliccy sąsiedzi Perschkego, z którymi przez lata utrzymywał stosunki sąsiedzkie, upomnieli się za nim.
Relacja ta nie jest dowodem na anielskość ewangelickich Niemców w 1939 roku. Jest dowodem na coś innego: na to, że sąsiad może być sąsiadem, nawet gdy dookoła trwa wojenne szaleństwo. Że takie chwile się zdarzały. Że nie wszystko daje się sprowadzić do jednej etykiety.
Małżeństwa mieszane wyznaniowo były na Pomorzu zjawiskiem na tyle powszechnym, że państwo pruskie wydawało regulacje ich dotyczące. W roku 1803, a potem w 1825, przepisy pruskie doprecyzowywały, jak wychowywać dzieci z katolicko-ewangelickich związków.2 Samo istnienie takich przepisów mówi więcej niż jakikolwiek komentarz: gdyby takich małżeństw prawie nie było, nikt by nie zawracał sobie głowy ich regulowaniem. Były na tyle liczne, że stały się problemem administracyjnym.
✦ ✦ ✦Ale jest też inna strona tej samej historii. I należy się jej tyle samo miejsca.
W roku 1637 Pomorze Wschodnie — ziemia lęborska i bytowska — znalazło się pod zwierzchnością katolicką, a w roku 1657 traktatem bydgoskim przeszło do Brandenburgii — ale już po tym, jak nowy władca Jakub Weiher zdążył wydać edykt religijny.3
Weiher przybył chory. Wg monografii Schultza, przybył do Lęborka 15 listopada 1656 roku z postępującą chorobą. Siódmego lutego 1657 roku, leżąc w łóżku, wydał edykt religijny — warunkową tolerancję: cmentarze ewangelickie tak, stały pastor na jego dobrach — nie. Dziewiętnastego lutego napisał testament. Dwudziestego szóstego lutego umarł. Edykt wystawiła śmiertelnie chora ręka.
Skutki były trwałe. Z dwudziestu kościołów w ziemi lęborskiej odebrano ewangelikom siedem. Z dziesięciu kościołów w powiecie bytowskim — osiem.4
Oto liczby. Siedem z dwudziestu. Osiem z dziesięciu.
✦ ✦ ✦I tutaj pojawia się paradoks, który wart jest uwagi. Mimo odebrania świątyń, mimo rekatolicyzacyjnego nacisku, mimo administracyjnych represji — die Einwohner blieben ganz überwiegend im evangelischen Glauben.4
Po polsku: mieszkańcy pozostali w ogromnej większości wyznania ewangelickiego.
Kościoły odebrano — wiara pozostała. Nie była nakładką narzuconą przez feudalnego pana, którą można było zdjąć, kiedy pan się zmienił. Była zakorzeniona. Była ich własna. Śpiewali pieśni Lutra — po kaszubsku, po słowińsku, po polsku i po niemiecku — i nie porzucili ich, gdy kościołów nie było.
To jest odpowiedź na zarzut, że ewangelicyzm na Pomorzu był tylko narzędziem germanizacji i etnicznego narzucania: nie. Miał tu korzenie niezależne od etniczności i wcześniejsze od germanizacji. Świadczą o tym zarówno kancjonał Krofeja z 1586 roku, jak i ta jedna liczba z 1657 roku: osiem z dziesięciu kościołów odebrano, a ludzie i tak nie zmienili wyznania.
✦ ✦ ✦Tak wyglądała ta historia naprawdę: nie idylla i nie pole walki, ale codzienna mozaika — z miejscem na sąsiedzką przyjaźń i na urzędowy przymus, na wspólne rynki i osobne cmentarze, na małżeństwa mieszane regulowane przez pruskie prawo i na odbierane przez starostę kościoły.
Obraz pełny jest trudniejszy do opowiedzenia niż obraz jednostronny. Ale tylko pełny jest uczciwy wobec ludzi, którzy tu żyli. A oni — Kaszubi i Słowińcy, polskojęzyczni mieszczanie Gdańska, ewangeliccy niemieccy chłopi i katoliccy polscy chłopi sąsiedniej wsi — nie zasługują na uproszczenie.
← wszystkie odcinki cyklu