Strzelino leży kilkanaście kilometrów na wschód od Słupska, przy dawnej drodze ku Sławnu — wieś o regularnym, ulicowym planie, jakich na Pomorzu Środkowym wiele.1 W dokumentach przewija się od najdawniejszych czasów: jako Strelen w roku 1270, Strelino w 1277, Strelin w 1281. W 1277 roku książę Mściwoj II nadał ją rycerzowi Mirosławowi Roswarowicowi, a cztery lata później przyznano ją klasztorowi w Białobokach — na uposażenie norbertanek słupskich. Niemiecka nazwa miejscowości brzmiała Groß Strellin, dla odróżnienia od sąsiedniego Klein Strellin, dzisiejszego Strzelinka. Spośród setek pomorskich osad wyróżnia ją nie metryka, lecz kościół, który przetrwał wszystko, co przez te ziemie przeszło.
Niewiele jest na Pomorzu budynków, które przetrwały tyle zmian panów i wyznań. Stoi w zachodniej części wsi, na fundamencie o średniowiecznym rodowodzie. Prostokątny korpus pochodzi prawdopodobnie z XV stulecia; dokument z 1364 roku wymienia tu już proboszcza, a w roku 1493 potwierdzono istnienie świątyni słowami „ecclesia in Strelyn”.2 W drugiej połowie XIX wieku korpus nieznacznie podwyższono, dokładając dwie warstwy cegły i prosty wieńczący gzyms, dobudowano boczne przybudówki — kruchtę wiodącą niegdyś na emporę właścicieli majątku oraz zakrystię — a od zachodu postawiono wieżę, której górne kondygnacje wykonano w konstrukcji ryglowej, w tak zwanym murze pruskim. Wewnątrz po dziś dzień pozostaje granitowa kropielnica z XV wieku i dwa dzwony — jeden z napisem „Sit nomen domini benedictum Amen 1599”, drugi z literami D i B oraz datą 1585.
✦ ✦ ✦Reformacja dotarła do tych okolic wraz z całym Pomorzem. Po jej oficjalnym wprowadzeniu Strzelino przeszło na własność domeny słupskiej, a parafia — istniejąca tu już od XIV wieku — stała się luterańska.3 Pełną samodzielność zachowała do roku 1590, kiedy weszła w unię personalną z parafią w Charnowie; odtąd jeden duszpasterz obsługiwał oba kościoły, a akta strzelińskie przechowywano na charnowskiej plebanii. Strzelino było więc, ściśle biorąc, parafią filialną Charnowa — i jako takie obejmowało nie tylko obie wsie o nazwie Strellin, lecz także osadę Neumuhl, dawny młyn, którego mieszkańcy przychodzili tu na nabożeństwa. Patronat nad parafią sprawowali właściciele majątku, a od drugiej połowy XVIII wieku — rodzina Mach, w której rękach Strzelino pozostawało aż po rok 1945. Nabożeństwa odprawiano we wszystkie niedziele i święta. Wśród mieszkańców zdecydowanie przeważali luteranie: w roku 1924 naliczono tu siedmiuset członków zboru, a liczba ta z każdym rokiem rosła.
Ten spokojny rytm — niedzielnego dzwonu, konfirmacji, chrztów i pogrzebów — trwał stulecia. Zachowała się nawet lista duszpasterzy administrujących filią z charnowskiej plebanii: ksiądz Elias Hogensee przed 1566 rokiem, Christian Sander, Christoph Krüger, Arnold Konhoff, i tak przez całą galerię nazwisk, aż po wiek XX. Każde z tych nazwisk to życie spędzone w służbie małej wiejskiej wspólnoty. Ten rytm przerwały w latach trzydziestych wydarzenia, które nie omijały już żadnej pomorskiej wsi.
✦ ✦ ✦W latach trzydziestych i czterdziestych XX wieku w ewangelickim Kościele na Pomorzu Środkowym ścierały się dwa obozy.4 Z jednej strony stali tak zwani „niemieccy chrześcijanie” (Deutsche Christen) — odłam, który próbował podporządkować Kościół ideologii nazistowskiej, oczyścić chrześcijaństwo z jego żydowskich korzeni i uczynić zeń narzędzie państwa. Po ich stronie opowiedzieli się tak zwani biskupi Rzeszy. Z drugiej strony powstał Kościół Wyznający (Bekennende Kirche) — ruch oporu wewnątrz protestantyzmu, który w Deklaracji z Barmen (1934) odmówił uznania jakiegokolwiek pana nad Kościołem prócz Jezusa Chrystusa. Jego najsłynniejszym pomorskim głosem był Dietrich Bonhoeffer, który właśnie tu, w pobliskich Słonowicach, prowadził w cieniu gestapo nielegalne seminarium kaznodziejskie — tak zwany wikariat zbiorczy.5
I oto właśnie z tej szkoły wyszedł duszpasterz, który na początku lat czterdziestych objął parafię w Strzelinie: ksiądz Helmut Kiausch.6 Był słuchaczem seminarium Kościoła Wyznającego — owego wikariatu zbiorczego w Słonowicach — a więc człowiekiem uformowanym w jawnej opozycji wobec nazistowskiego zawłaszczenia wiary. Tego rodzaju biografia nie uchodziła w Trzeciej Rzeszy bezkarnie. W roku 1943, w ramach represji za poglądy antyfaszystowskie, Kiausch został powołany do służby w Wehrmachcie. Mundur nałożono mu właśnie z powodu jego przekonań — pobór bywał w tamtych latach formą kary i sposobem na usunięcie niewygodnego pastora z ambony.
Gdy Kiausch znalazł się na froncie, osieroconą parafią zajął się drugi duchowny — ksiądz Alfred Otto Daudert, który sprawował nad nią opiekę aż do roku 1946.7 Daudert przyszedł na świat w 1910 roku w Pruskiej Iławie (Preußisch Eylau), w Prusach Wschodnich; wcześniej, w latach 1939–1943, był predykantem Wschodniopruskiego Stowarzyszenia Wspierania Kobiet w Królewcu, a potem proboszczem pomocniczym w Rucianem-Nidzie na Mazurach. Jego wysiedlenie w 1946 roku oznaczało kres ewangelickiej parafii w Strzelinie — koniec pięciu wieków luterańskiego nabożeństwa pod tym dachem. Sam Daudert dożył sędziwego wieku już w Niemczech: był tam proboszczem administratorem w Kropstedt, następnie w Silstedt, wreszcie — przez trzynaście lat — proboszczem parafii świętego Mikołaja w Eilenburgu w Saksonii. Zmarł w 1988 roku. Obu pastorów naznaczył ten sam czas: Kiauscha wcielono do armii, której ideologię odrzucał, Dauderta zaś wygnano z parafii, którą po nim przejął.
✦ ✦ ✦Po wojnie kościół stał pusty. Dawnych parafian wysiedlono, nowi mieszkańcy byli katolikami — i to im 23 grudnia 1955 roku świątynię poświęcono na nowo, nadając jej wezwanie świętego Antoniego Padewskiego.8 Tak luterański kościół Strzelina stał się kościołem rzymskokatolickim. To w dziejach Pomorza droga typowa: setki ewangelickich świątyń, opuszczonych w 1945 roku przez swoje wspólnoty, przeszły w ręce nowych mieszkańców i nowego wyznania. Te budynki, które znalazły gospodarza, na ogół przetrwały; te, którym go zabrakło, popadały w ruinę.
Strzeliński kościół przez długie lata balansował na granicy obu tych losów. Zamknięto go z powodu złego stanu technicznego; mury niszczały, dach przeciekał, a zabytek powoli osuwał się ku ruinie. Przełom przyszedł dopiero niedawno. We wrześniu 2025 roku Gmina Redzikowo — do której Strzelino dziś należy — ogłosiła zakończenie kompleksowych prac konserwatorskich i odtworzeniowych.9 Objęły one remont wieży, elewacji i wnętrza świątyni oraz odtworzenie stolarki drzwiowej. „Ten niezwykle ważny zabytek odzyskał właściwy stan techniczny, co pozwoli na jego ponowne udostępnienie mieszkańcom oraz turystom” — głosił komunikat gminy. Wartość całego przedsięwzięcia wyniosła 1 441 908,84 złotego. Nieoceniony okazał się przy tym udział samych mieszkańców: parafia Włynkówko przekazała darowiznę w wysokości pięćdziesięciu tysięcy złotych na nadzór budowlany i dokumentację. Dziś gmina organizuje w odnowionym kościele koncerty muzyczne dla turystów i mieszkańców — tak że świątynia, niegdyś luterańska, dziś katolicka, znów rozbrzmiewa muzyką pod tymi samymi dzwonami z XVI wieku.
✦ ✦ ✦Historia Strzelina to jednak nie tylko mury kościoła, lecz także ludzie, których pod nimi pochowano. We wsi funkcjonowały dwa cmentarze ewangelickie: parafialny, wokół kościoła i powiększony później o parcelę na zachód od świątyni, oraz rodowy, ukryty w parku przy dawnym dworze.10 Jeszcze na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku wokół kościoła stały liczne groby; granice cmentarza przykościelnego wyznaczają do dziś stare dęby. W roku 2023 członkowie Słupskiego Stowarzyszenia Eksploracyjno-Historycznego „Gryf” zinwentaryzowali to, co przetrwało — pojedyncze krzyże żeliwne, granitowe podstawy pod krzyże, stelę kamienną, betonowe obramowania grobów. Sześć żeliwnych krzyży zabezpieczono z myślą o przyszłym lapidarium. Jest to praca żmudna i niewdzięczna — trzeba policzyć ułomki, odczytać zatarte inskrypcje i uratować od niepamięci to, co jeszcze da się uratować.
Najbardziej przejmujący ślad zachował się jednak nie tu, lecz w dawnej osadzie Neumuhl — dziś części Włynkówka, którą sąsiednia wieś tak szczelnie wchłonęła, że osada straciła nawet własną nazwę. Tam, po lewej stronie drogi, na zboczu wzniesienia, pośród starych buków leżał maleńki cmentarz: prostokąt o wymiarach sześciu na dziesięć metrów, otoczony metrowym murem z polnych kamieni. Już w latach trzydziestych był zaniedbany — ząb czasu połamał drewniane i żeliwne krzyże, część grobów stała się nierozpoznawalna. Pochowano tu najprawdopodobniej szesnaście osób: siedmioro dorosłych i dziewięcioro dzieci. Wśród nich czworo maleństw w wieku od roku do dwóch lat, złożonych w ziemi w latach 1853–1859.
Czworo z tych dzieci zmarło na tyfus — chorobę, która dziesiątkowała ludność tych okolic około roku 1855.11 Wszystkie pochodziły, z jednym wyjątkiem, z jednej rodziny: Notzke. Był to więc, jak się zdaje, cmentarzyk rodzinny — kawałek ziemi, na którym jeden ród grzebał swoich najmłodszych w czasie zarazy. Dziś po tym miejscu nie ma śladu: teren włączono do gruntów przykościelnych, a na miejscu dawnego cmentarza wybudowano parking. Tam, gdzie sto siedemdziesiąt lat temu rodzice chowali roczne dzieci umarłe na tyfus, stoją dziś samochody turystów przyjeżdżających na koncert.
O tym właśnie jest ta opowieść — i cały cykl, do którego należy. Pomorze ma swoje warstwy: pod katolickim kościołem leży kościół luterański, pod parkingiem dawny cmentarz, a pod niejedną zatartą inskrypcją czyjeś imię. Strzeliński kościół przetrwał Reformację, wojnę i zmianę wyznania, bo zawsze znalazł się ktoś, kto się o niego zatroszczył. Dzieci z Neumuhl o mało nie zniknęły bez śladu — ocaliła je dopiero cierpliwa praca tych, którzy w 2023 roku schylili się nad złamanym krzyżem, żeby odczytać, co na nim jeszcze widać. Ratowanie dziedzictwa nie polega na bronieniu jednego wyznania przeciw drugiemu, lecz na tym, by nie pozwolić, aby pamięć o ludziach, którzy tu żyli, wierzyli i umierali, osunęła się w ciszę pod murawą.