Czas Wielkanocy · tydzień 7 · kolor: bial

CZĘŚĆ IV: CZAS PRÓBY (1939-1989)

13 min czytania

CZĘŚĆ IV: CZAS PRÓBY (1939-1989)


Rozdział 10. II wojna światowa

10.1. Parafia pod okupacją niemiecką

1 września 1939 roku wojska niemieckie zaatakowały Polskę, rozpoczynając II wojnę światową. Wolne Miasto Gdańsk zostało natychmiast włączone do III Rzeszy jako część Okręgu Gdańsk-Prusy Zachodnie (Reichsgau Danzig-Westpreußen).

Dla sopockiej parafii ewangelickiej moment ten był dwuznaczny. Z jednej strony oznaczał “powrót do Rzeszy” – zjednoczenie z macierzą, o którym wielu Niemców marzyło przez dwadzieścia lat Wolnego Miasta. Z drugiej strony otwierał okres totalnej władzy reżimu nazistowskiego, który dążył do podporządkowania wszystkich instytucji – w tym Kościoła – swojej ideologii.

W pierwszych miesiącach wojny życie parafialne toczyło się pozornie normalnie. Odprawiano nabożeństwa, udzielano sakramentów, prowadzono działalność charytatywną. Jednak atmosfera zmieniła się – nastrój triumfalizmu mieszał się z lękiem przed przyszłością.

Pastor Jan Boeck, kierujący parafią od 1932 roku, musiał odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Reżim oczekiwał lojalności, deklaracji poparcia dla “narodowej sprawy”. Jak wielu duchownych w Niemczech, Boeck zapewne musiał wybierać między konformizmem a oporem – z konsekwencjami każdej opcji.

10.2. Losy duchownych

Konkretne losy pastora Boecka i innych duchownych sopockich w czasie wojny pozostają słabo udokumentowane. Źródła milczą, a świadkowie odeszli. Możemy jednak rekonstruować kontekst.

Duchowni ewangeliccy w III Rzeszy podlegali różnym presjom. Ci, którzy otwarcie sprzeciwiali się reżimowi – jak Dietrich Bonhoeffer czy Martin Niemöller – byli prześladowani, więzieni, mordowani. Inni, milcząco akceptujący system lub aktywnie go wspierający, kontynuowali swoją służbę.

Sopocka parafia, jako część Kościoła Ewangelickiego Rzeszy, została objęta oficjalną polityką kościelną nazistów. Próbowano “zglajchszaltować” Kościół – podporządkować go ideologii, usunąć elementy “żydowskie” z teologii, wychowywać wiernych w duchu posłuszeństwa wobec Führera.

Czy sopoccy duchowni stawiali opór? Czy byli lojalni wobec reżimu? Prawdopodobnie – jak większość – tkwili gdzieś pośrodku, starając się chronić wspólnotę, unikając otwartej konfrontacji, ale też nie angażując się w najbardziej skrajne formy kolaboracji.

10.3. Zniszczenia wojenne

Sopot, w odróżnieniu od sąsiedniego Gdańska, stosunkowo niewiele ucierpiał w trakcie działań wojennych. Miasto nie było celem systematycznych bombardowań alianckich, a podczas ofensywy radzieckiej w marcu 1945 roku uniknęło najgorszych zniszczeń.

Kościoły parafialne – zarówno wielki kościół przy Monte Cassino (obecnie św. Jerzego), jak i Kościół Zbawiciela w parku – przetrwały wojnę bez poważniejszych uszkodzeń. Zachowały się budynki, wyposażenie, archiwa (przynajmniej częściowo).

Jednak wojna pozostawiła inne ślady. Młodzi mężczyźni z parafii zostali powołani do Wehrmachtu i rozrzuceni po wszystkich frontach wojny. Wielu z nich nie wróciło – zginęli pod Stalingradem, w Normandii, nad Atlantykiem, w tysiącach miejsc, gdzie toczyła się ta straszliwa wojna.

Rodziny, które pozostały w Sopocie, żyły w coraz trudniejszych warunkach. Braki żywności, mobilizacja gospodarcza, wiadomości z frontów – wszystko to ciężyło na społeczności. Nabożeństwa stawały się okazją do wspólnej modlitwy, szukania pocieszenia, nadziei wbrew rozpaczliwym okolicznościom.

10.4. Rok 1945 – przełom

Wiosną 1945 roku front wschodni zbliżył się do Sopotu. Wojska radzieckie, nacierające przez Prusy Wschodnie i Pomorze, zmierzały ku Gdańskowi. Dla niemieckich mieszkańców Sopotu oznaczało to kres ich świata.

W marcu 1945 roku Sopot został zajęty przez Armię Czerwoną. Nastąpiły dni terroru – grabieże, gwałty, mordy, typowe dla radzieckiej ofensywy. Ludność niemiecka, która nie zdążyła uciec, doświadczyła najgorszego.

W maju 1945 roku, wraz z kapitulacją Niemiec, wojna w Europie dobiegła końca. Sopot – jak wszystkie tereny na zachód od linii Odra-Nysa – został przekazany administracji polskiej. Rozpoczęła się wielka wymiana ludności: Niemcy byli wysiedlani, a na ich miejsce napływali Polacy z centralnej Polski i z Kresów Wschodnich.

Dla parafii ewangelickiej był to moment załamania. Większość parafian – Niemców – opuściła Sopot dobrowolnie lub przymusowo. Kościoły, budynki, majątek – wszystko, co budowano przez pokolenia – stanęło pod znakiem zapytania.


Rozdział 11. Nowy początek

11.1. Utrata kościoła św. Jerzego

Jedną z pierwszych konsekwencji powojennych przemian była utrata wielkiego kościoła przy ulicy Monte Cassino – tego, który budowano pod patronatem cesarzowej, konsekrowano w 1901 roku, który przez pół wieku był główną świątynią sopockich ewangelików.

8 maja 1945 roku – w dniu kapitulacji Niemiec – kościół został przekazany wojskowemu duszpasterstwu katolickiemu. Decyzja ta, podjęta w chaotycznych warunkach zakończenia wojny, odzwierciedlała nową rzeczywistość: w Sopocie nie było już tylu ewangelików, by potrzebowali dwóch wielkich świątyń, natomiast napływająca ludność polska była w ogromnej większości katolicka.

Kościół, dotychczas ewangelicki, otrzymał wezwanie św. Jerzego i stał się świątynią garnizonową. Pod tą nazwą funkcjonuje do dziś, służąc katolickiej wspólnocie wojskowej i cywilnej.

Dla nielicznych ewangelików, którzy pozostali w Sopocie lub tu napłynęli, utrata tej świątyni była bolesna. Budynek, w którym chrzczono ich dzieci, konfirmowano młodzież, żegnano zmarłych – stał się nagle obcy, niedostępny, służący innej wierze.

11.2. Przekazanie kościoła Zbawiciela katolikom (maj 1945)

Nie dość na tym – w maju 1945 roku również Kościół Zbawiciela w Parku Południowym został przekazany Kościołowi katolickiemu. Przez krótki okres (do września 1945 roku) obie sopockie świątynie ewangelickie znajdowały się w rękach katolickich.

Decyzja ta odzwierciedlała ówczesną sytuację: ewangelików w Sopocie niemal nie było, kościoły stały puste, a władze – zarówno polskie, jak i kościelne – dążyły do szybkiego przejęcia “poniemieckiego” majątku.

Dla pozostających w Sopocie protestantów była to sytuacja desperacka. Pozbawieni świątyń, bez duszpasterza, stanowiący drobną mniejszość wśród napływowej ludności polskiej – znaleźli się na marginesie.

11.3. Odzyskanie świątyni (wrzesień 1945)

Sytuacja zmieniła się jesienią 1945 roku, gdy do Sopotu przybył pastor Edward Dietz – delegat Konsystorza Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce. Dietz, energiczny duchowny z Warszawy, podjął działania na rzecz odbudowy struktur ewangelickich na Pomorzu.

Dzięki jego staraniom – i dzięki interwencji władz kościelnych – we wrześniu 1945 roku Kościół Zbawiciela został zwrócony ewangelikom. Parafia odzyskała swoją siedzibę, choć w znacznie okrojonym kształcie.

Odzyskany kościół nosił odtąd nazwę Kościoła Zbawiciela (Erlöserkirche w wersji niemieckiej) – tę samą, którą nosił od konsekracji w 1919 roku. W praktyce jednak sopoccy ewangelicy nazywali go często po prostu “naszym kościołem” – jedynym, jaki im pozostał.

Moment odzyskania świątyni był przełomowy. Symbolizował przetrwanie wspólnoty, która straciła niemal wszystko – członków, majątek, pozycję – ale zachowała wiarę i miejsce, gdzie mogła ją praktykować.

11.4. Przejmowanie majątku przez państwo

Odzyskanie kościoła nie oznaczało odzyskania całego majątku parafialnego. Dom Parafialny przy ul. Curie-Skłodowskiej – serce życia wspólnoty przed wojną – pozostał w rękach państwa i nigdy nie wrócił do parafii.

Podobnie było z innymi nieruchomościami: pastorówką, domami opieki, przedszkolem. Wszystko to zostało przejęte przez władze polskie jako “mienie poniemieckie” i przeznaczone na inne cele.

Proces ten wpisywał się w szerszą politykę państwa wobec majątku kościelnego. W Polsce Ludowej wszystkie wyznania – nie tylko ewangelicy – doświadczały nacisków i konfiskat. Jednak Kościół Ewangelicki, kojarzony z “niemieckością”, był szczególnie narażony.

Parafia sopocka wyszła z wojny zubożała materialnie. Zachowała jeden kościół i skromną plebanię, ale straciła budynki, fundusze, zbiory. Odbudowa miała być długa i trudna.

11.5. Utrata budynku parafialnego

Utrata Domu Parafialnego przy ul. Curie-Skłodowskiej zasługuje na osobne omówienie, bo symbolizuje głębię strat poniesionych przez parafię.

Budynek ten, wzniesiony w 1904 roku za czasów pastora Bowiena, przez czterdzieści lat był centrum życia wspólnoty. Tu funkcjonowało przedszkole, tu spotykały się koła parafialne, tu mieściła się biblioteka, tu odprawiano katechezy, tu mieszkali emeryci kościelni.

Po wojnie budynek przeszedł w ręce państwa. Przez jakiś czas mieściły się w nim różne instytucje – nie udało się ustalić dokładnie jakie. Dziś budynek zapewne nadal stoi, ale służy innym celom.

Dla powojennej parafii utrata Domu Parafialnego oznaczała utratę infrastruktury społecznej. Nie było gdzie prowadzić zajęć dla dzieci, nie było gdzie spotykać się na herbatę, nie było biblioteki ani sal zebrań. Cała działalność parafialna musiała ograniczyć się do kościoła i plebanii.


Rozdział 12. Pastor Edward Dietz (1945-1983)

12.1. Życiorys i droga do Sopotu

Edward Dietz – postać kluczowa dla powojennych dziejów parafii – urodził się 28 czerwca 1911 roku w Warszawie. Pochodził z rodziny ewangelickiej, głęboko zakorzenionej w polskiej tradycji protestanckiej.

Młody Edward wybrał drogę duchowną. Studiował teologię, przygotowując się do służby duszpasterskiej. 25 października 1936 roku otrzymał święcenia i został ordynowany na duchownego Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce.

Po święceniach Dietz został wikariuszem w Żyrardowie – przemysłowym mieście pod Warszawą, gdzie istniała znaczna wspólnota ewangelicka (głównie potomkowie niemieckich osadników z XIX wieku). Tu zdobywał pierwsze doświadczenia duszpasterskie.

Wybuch II wojny światowej zastał go w Żyrardowie. Jako Polak i duchowny był narażony na represje ze strony okupanta niemieckiego. W 1939 roku został usunięty z urzędu – prawdopodobnie ze względu na polską tożsamość.

Wojnę spędził w Warszawie, przetrwawszy jej tragiczne losy – powstanie warszawskie, zburzenie miasta, exodus ludności. Po wyzwoleniu stolicy w styczniu 1945 roku włączył się w odbudowę struktur kościelnych.

12.2. Odbudowa wspólnoty

W 1945 roku Konsystorz Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego powierzył Dietzowi szczególną misję – organizację opieki duszpasterskiej na Górnym Śląsku i Pomorzu, gdzie po wysiedleniu Niemców pozostawały osierocone parafie ewangelickie.

Dietz początkowo działał w Sosnowcu jako administrator, a także odprawił pierwsze powojenne nabożeństwa ewangelickie w Katowicach. Epizod ten – odmowa oddania kluczy do kościoła katolikom występującym z poparciem władz państwowych – świadczy o jego odwadze i determinacji.

W tym samym 1945 roku Dietz związał się z Sopotem. Objął tu funkcję proboszcza, którą miał pełnić przez niemal cztery dekady – do 1983 roku. Pod jego kierownictwem parafia sopocka przetrwała najtrudniejszy okres w swoich dziejach.

Zadanie, przed którym stanął Dietz, było niemal beznadziejne. Parafia, licząca przed wojną ponad 11 tysięcy członków, skurczyła się do garstki wiernych. Większość Niemców wyjechała lub została wysiedlona. Pozostali nieliczni – głównie osoby o polskich lub mieszanych korzeniach, które uznano za “autochtonów” i pozwolono im zostać.

Do tych resztek dołączyli polscy ewangelicy z innych regionów – z centralnej Polski, ze Śląska Cieszyńskiego, z Kresów. Byli to ludzie wyrwani ze swoich środowisk, osiedleni na “Ziemiach Odzyskanych”, szukający wspólnoty wiary.

12.3. Trudne relacje z władzami PRL

Parafia pod kierownictwem pastora Dietza musiała funkcjonować w ramach Polski Ludowej – państwa, które oficjalnie głosiło ateizm i dążyło do marginalizacji religii.

Władze komunistyczne traktowały Kościół Ewangelicki z podejrzliwością. Kojarzony z “niemieckością”, ewangelicyzm wydawał się pozostałością wrogiego świata. Jednocześnie jednak – w odróżnieniu od potężnego Kościoła katolickiego – słaby i nieliczny Kościół Ewangelicki nie stanowił zagrożenia dla systemu.

Polityka państwa wobec ewangelików była dwuznaczna. Z jednej strony – ograniczenia, kontrola, inwigilacja. Z drugiej – pewna tolerancja, wynikająca z chęci przeciwstawienia “lojalnych” protestantów “opozycyjnym” katolikom.

Pastor Dietz musiał lawirować w tym trudnym środowisku. Utrzymywać poprawne relacje z władzami, jednocześnie broniąc interesów wspólnoty. Nie szukać konfrontacji, ale też nie poddawać się całkowicie.

12.4. Inwigilacja przez Służbę Bezpieczeństwa

Kościół Ewangelicko-Augsburski w Polsce był obiektem systematycznej inwigilacji ze strony Służby Bezpieczeństwa. Sprawa obiektowa o kryptonimie “August” obejmowała działania operacyjne przeciwko całej strukturze kościelnej.

W ramach tej sprawy SB pozyskiwała do współpracy duchownych i świeckich. Stopień infiltracji był – jak wynika z ujawnionych później dokumentów – bardzo wysoki. Wielu duchownych, w tym seniorów i biskupów, współpracowało z bezpieką.

Jak w tym kontekście zachowywał się pastor Dietz? Nie mamy bezpośrednich dowodów jego współpracy ani jej braku. Wiadomo, że przetrwał cały okres PRL na stanowisku, co mogło wymagać pewnych ustępstw. Równie dobrze jednak mógł lawirować bez formalnej współpracy.

Pewne jest, że atmosfera inwigilacji i podejrzliwości ciężyła na wspólnocie. Wierni nie wiedzieli, komu mogą ufać. Otwartość i spontaniczność życia parafialnego były ograniczone obawą przed donosicielami.

12.5. Remonty i renowacje

Mimo trudności pastor Dietz prowadził systematyczną pracę nad zachowaniem i odnową powierzonej mu świątyni. Kościół Zbawiciela, choć nie zniszczony w czasie wojny, wymagał remontów po latach zaniedbań.

Szczególnym wyzwaniem były organy. Wspaniały instrument z 1919 roku ucierpiał wskutek wilgoci, braku konserwacji, być może też amatorskich napraw. W okresie powojennym wymieniono dwa głosy, starając się utrzymać instrument w funkcjonalnym stanie.

Prowadzono też prace przy budynku kościoła – naprawy dachu, elewacji, instalacji. Wszystko to w warunkach gospodarki niedoborów, gdy materiały budowlane były deficytowe, a każdy remont wymagał zdobywania przydziałów i zezwoleń.

Pastor Dietz dbał również o wnętrze świątyni, starając się zachować jego charakter i wystrój. Portrety apostołów, ambona, prospekt organowy – wszystko to przetrwało do naszych czasów, świadcząc o trosce kolejnych pokoleń.

12.6. Zasługi i dziedzictwo

Edward Dietz kierował parafią sopocką przez 38 lat – dłużej niż którykolwiek z jego poprzedników. Przez ten czas przeprowadził wspólnotę przez najtrudniejszy okres w jej historii.

Jego zasługą jest przede wszystkim przetrwanie. W czasach, gdy inne parafie ewangelickie na “Ziemiach Odzyskanych” zamierały i znikały, Sopot zachował ciągłość życia kościelnego. Nabożeństwa odprawiano nieprzerwanie, sakramenty udzielano, wiara była przekazywana następnym pokoleniom.

Dietz był też seniorem Diecezji Pomorsko-Wielkopolskiej – odpowiadał więc nie tylko za Sopot, ale za cały region. W tej roli reprezentował Kościół wobec władz, koordynował działalność parafii, wspierał duchownych.

Pastor Edward Dietz zmarł 3 sierpnia 1988 roku w Sopocie – w mieście, któremu poświęcił ponad cztery dekady życia. Jego grób znajduje się zapewne na miejscowym cmentarzu, jako świadectwo związku z tą ziemią.


Rozdział 13. Kościół ewangelicki w PRL

13.1. Represje i ograniczenia

Losy Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w PRL stanowią kontekst niezbędny dla zrozumienia dziejów parafii sopockiej. Był to okres trudny dla wszystkich wspólnot religijnych, ale ewangelicy mierzyli się ze specyficznymi wyzwaniami.

Po II wojnie światowej Kościół Ewangelicki w Polsce stracił znaczną część swoich wiernych i majątku. Wysiedlenie Niemców oznaczało wyludnienie wielu parafii. Utrata “Ziem Odzyskanych” przez przedwojenną Rzeszę – i przejęcie ich przez Polskę – postawiło Kościół w dwuznacznej sytuacji: formalnie polskie parafie ewangelickie przejmowały “poniemiecką” infrastrukturę, ale w atmosferze podejrzliwości i wrogości.

Władze PRL, choć oficjalnie głosiły wolność wyznania, w praktyce dążyły do ograniczenia wpływów religii. Edukacja ateistyczna, propaganda antyklerykalna, utrudnienia administracyjne – wszystko to składało się na systematyczny nacisk na Kościoły.

Szczególnie bolesne były konfiskaty majątku. Ustawa z 1950 roku o przejmowaniu przez państwo dóbr martwej ręki pozbawiła Kościoły znacznej części własności. W przypadku ewangelików – i tak osłabionych wojną – uderzenie było dotkliwe.

13.2. Sprawa obiektowa “August”

Służba Bezpieczeństwa prowadziła przeciwko Kościołowi Ewangelicko-Augsburskiemu systematyczne działania operacyjne, oznaczone kryptonimem “August”. Celem było kontrolowanie, infiltrowanie i w razie potrzeby neutralizowanie struktur kościelnych.

W ramach sprawy “August” funkcjonariusze SB werbowali agentów wśród duchownych i świeckich. Wykorzystywano różne metody rekrutacji – od ideowego przekonywania, przez szantaż, po korumpowanie. Pozyskani współpracownicy dostarczali informacji, wpływali na decyzje, raportowali o nastrojach.

Skala infiltracji była porażająca. Z ujawnionych po 1989 roku dokumentów wynika, że wielu prominentnych duchownych – seniorów, członków władz kościelnych – współpracowało z bezpieką. Niektórzy z nich byli zarejestrowanymi tajnymi współpracownikami, inni utrzymywali “kontakt operacyjny”.

Konsekwencje tej infiltracji sięgały daleko. Decyzje personalne – obsadzanie stanowisk, przyznawanie awansów – często podejmowano z uwzględnieniem “rekomendacji” SB. Kościół, zamiast być wspólnotą wiary, stawał się w pewnej mierze narzędziem w rękach aparatu bezpieczeństwa.

13.3. Infiltracja duchowieństwa

Przypadek biskupa Janusza Jaguckiego – zwierzchnika Kościoła w latach 1975-2001 – jest najbardziej jaskrawy. Jagucki, jak wynika z dokumentów IPN, był tajnym współpracownikiem SB zarejestrowanym w latach 1973-1990 pod pseudonimem “Janusz”.

Fakt, że sam zwierzchnik Kościoła współpracował z bezpieką, świadczy o głębokości problemu. Jeśli głowa Kościoła była agentem, to trudno oczekiwać niezależności od szeregowych duchownych.

Oczywiście nie wszyscy duchowni kolaborowali. Byli też tacy, którzy odmawiali współpracy, którzy bronili niezależności Kościoła, którzy płacili za to cenę marginalizacji lub szykan. Ich postawy – choć trudne do zweryfikowania w indywidualnych przypadkach – stanowiły świadectwo chrześcijańskiej odwagi.

Przypadek biskupa Jana Szerudy i wiceprezesa Konsystorza Maksymiliana Rudowskiego – usuniętych z urzędów w 1951 roku za opór wobec podporządkowania Kościoła władzom – pokazuje, że niezłomność była możliwa, choć kosztowna.

13.4. Przetrwanie wspólnoty

Mimo wszystkich trudności – represji, infiltracji, ubóstwa – Kościół Ewangelicki w Polsce przetrwał okres PRL. Parafia sopocka, pod kierownictwem pastora Dietza i jego następców, utrzymała ciągłość życia religijnego.

Przetrwanie to miało wymiar materialny – zachowanie kościoła, plebanii, podstawowej infrastruktury. Ale przede wszystkim wymiar duchowy – kontynuowanie tradycji, przekazywanie wiary, wychowywanie kolejnych pokoleń w ewangelickim duchu.

W okresie PRL do parafii sopockiej należało zapewne kilkaset osób – ułamek przedwojennego stanu, ale wspólnota żywa i aktywna. Odprawiano nabożeństwa, konfirmowano młodzież, organizowano życie parafialne w miarę możliwości.

Był to okres cichego heroizmu. Bez spektakularnych konfrontacji z władzą, bez głośnych protestów – po prostu trwanie w wierze, wbrew niesprzyjającym okolicznościom. To trwanie przygotowało grunt pod odrodzenie, które miało nadejść po 1989 roku.


Koniec Części IV

✦ Zapytaj luteranów