Czas Wielkanocy · tydzień 7 · kolor: bial

Rozdział 10. Kres ewangelicyzmu na Kaszubach (1945-1950)

7 min czytania

Rozdział 10. Kres ewangelicyzmu na Kaszubach (1945-1950)

10.1. Ucieczka i wysiedlenia ludności niemieckiej

Rok 1945 przyniósł kres czterechsetletniej obecności protestantyzmu na Kaszubach Lesockich i Nordach. W ciągu kilku lat region, zamieszkany przez setki tysięcy ewangelików, stał się niemal całkowicie katolicki i polski. Był to jeden z największych i najszybszych procesów wymiany ludności w historii Europy.

Ucieczka przed frontem

Początek końca nastąpił zimą 1944/1945, gdy Armia Czerwona przełamała front i rozpoczęła ofensywę na Pomorze. Wobec perspektywy nadejścia Sowietów — o których okrucieństwach krążyły przerażające opowieści — znaczna część ludności podjęła ucieczkę na zachód.

Ucieczka odbywała się w chaotycznych warunkach — tłumy ludzi na zapełnionych drogach, w śnieżyce i mrozy, pod ostrzałem. Szczególnie tragiczny był los uchodźców próbujących przedostać się przez zamarzniętą Zatokę Gdańską — wielu zginęło, gdy lód załamywał się pod ciężarem wozów i ludzi.

Dla ewangelików Kaszub Lesockich i Nordów ucieczka oznaczała opuszczenie ziem, na których ich przodkowie żyli od pokoleń — od czasów reformacji. Zabierali ze sobą to, co mogli unieść: trochę dobytku, dokumenty, czasem biblie rodzinne. Zostawiali domy, kościoły, cmentarze — całe światy.

Powroty i wysiedlenia

Nie wszyscy uciekli. Część ludności pozostała na miejscu — czy to z wyboru (starsi, chorzy), czy z konieczności (zaskoczeni szybkością ofensywy). Na początku wierzyli, że zostaną, że front przejdzie i życie wróci do normy.

Nadzieje te okazały się płonne. Nowe władze polskie — realizujące postanowienia konferencji poczdamskiej — przystąpiły do systematycznego wysiedlania ludności niemieckiej. Wysiedlenia, eufemistycznie nazywane „repatriacją” lub „transferem”, objęły praktycznie wszystkich Niemców, w tym ewangelików kaszubskich.

Skala wysiedleń

Szacuje się, że z obszaru objętego niniejszym opracowaniem wysiedlono lub wyjechało dobrowolnie kilkaset tysięcy osób. Nie są to dane precyzyjne — chaos wojenny, brak dokładnej dokumentacji, płynność kategorii etnicznych utrudniają obliczenia.

Fakt pozostaje faktem: po 1950 roku społeczność ewangelicka na Kaszubach Lesockich i Nordach praktycznie nie istniała. Pozostali pojedynczy ludzie — osoby w związkach mieszanych, starcy bez sił na podróż, jednostki „zweryfikowane” jako Polacy.

10.2. Weryfikacja narodowościowa Słowińców

Szczególny los spotkał Słowińców — grupę Kaszubów zamieszkującą region wokół jezior Gardno i Łebsko. Jako ludność autochtoniczna, posługująca się językiem słowiańskim (choć także niemieckim), stanowili przypadek graniczny między „Niemcami” a „Polakami”.

Proces weryfikacji

Weryfikacja narodowościowa w powiecie słupskim i mieście rozpoczęła się już od początku 1945 roku, ale początkowo nie obejmowała ludności uznawanej za słowińską. Na mocy tajnego zarządzenia Ministerstwa Ziem Odzyskanych z 15 stycznia 1946 roku przystąpiono do zorganizowanego wysiedlenia ludności niemieckiej z Polski — i pod to zarządzenie podciągnięto również ludność słowińską.

W kwietniu 1946 roku wprowadzono formalną procedurę „weryfikacji narodowościowej”. Miała ona oddzielić ludność „autochtoniczną” (słowiańską, podlegającą polonizacji) od ludności „niemieckiej” (podlegającej wysiedleniu).

Komisje weryfikacyjne badały przypadki indywidualnie, sprawdzając: pochodzenie, język domowy, tradycje, zachowania podczas okupacji. Tylko osoby uznane za narodowość polską, które złożyły odpowiednią deklarację, mogły otrzymać obywatelstwo polskie. W przypadku Słowińców było to szczególnie skomplikowane, gdyż formalnie byli obywatelami państwa niemieckiego.

Problemem były powierzchowne badania prowadzone przez komisje weryfikacyjne. Jak zauważył językoznawca Ludwik Zabrocki, który odwiedzał Gardnę, Smołdzino, Kluki i Główczyce po wojnie: „ze strony polskiej nic nie zrobiono, by zaopiekować się ludnością słowińską”, a „Polacy osiedlający się w tych okolicach zajęli wrogie stanowisko wobec ludności autochtonicznej”.

Słowińcy w systemie weryfikacyjnym

Słowińcy znajdowali się w sytuacji paradoksalnej. Z jednej strony byli Słowianami — mówili językiem bliskim kaszubskiemu i polskiemu, nosili nazwiska słowiańskiego pochodzenia, kultywowali tradycje wyraźnie odmienne od niemieckich. Z drugiej strony — byli ewangelikami, mówili także po niemiecku, nosili często zgermanizowane formy nazwisk, a przede wszystkim — przez wieki identyfikowali się raczej z niemiecką niż polską kulturą.

Komisje weryfikacyjne często traktowały wyznanie ewangelickie jako dowód niemieckości. Skoro protestant = Niemiec, to Słowińcy ewangelicy byli Niemcami i podlegali wysiedleniu. Logika ta pomijała złożoność historyczną, ale była prosta i wygodna.

Wyniki weryfikacji

Rezultaty weryfikacji były dla Słowińców niekorzystne. Wielu zostało „zweryfikowanych negatywnie” i wysiedlonych do Niemiec. Ci, którzy pozostali, często doświadczali szykan i presji ze strony nowych osadników.

Według danych z końca 1950 roku w powiecie słupskim pozostało zaledwie 679 osób zaliczonych do „ludności autochtonicznej” — w tym w gminie Główczyce 28 osób. Były to ostatnie resztki społeczności liczącej przed wojną kilka tysięcy.

Dalsze losy

Słowińcy, którzy pozostali, znaleźli się w trudnej sytuacji. Byli obcy wśród nowych osadników — Polaków z centralnej Polski i Kresów. Nie byli ani Niemcami, ani „prawdziwymi” Polakami. Ich język, tradycje, wyznanie — wszystko odróżniało ich od otoczenia.

W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych większość pozostałych Słowińców wyjechała do Niemiec. Była to emigracja „dobrowolna” — w sensie formalnym — ale wymuszona rzeczywistością. W polskiej Polsce nie było miejsca dla ewangelickich Słowińców.

10.3. Losy ewangelików w powiatach wejherowskim i puckim

Nieco odmienny przebieg miały wydarzenia w powiatach wejherowskim i puckim, które w 1920 roku weszły w skład II Rzeczypospolitej, a po 1945 roku „powróciły” do Polski.

Sytuacja wyjściowa

W okresie międzywojennym (1920-1939) ewangelicy w tych powiatach stanowili niewielką mniejszość. Parafia w Wejherowie funkcjonowała, ale liczyła zaledwie kilkaset osób — głównie Niemców i zgermanizowanych Kaszubów. Po wybuchu wojny wielu z nich przyjęło volksdeutschowstwo, co po 1945 roku obciążało ich dodatkowo.

Wysiedlenia

Ewangelicy z powiatów wejherowskiego i puckiego zostali wysiedleni na takich samych zasadach jak z pozostałych terenów. Jako Niemcy podlegali „transferowi” na zachód. Wyznanie ewangelickie było tu dodatkowym dowodem niemieckości.

Niektórzy próbowali uniknąć wysiedlenia, powołując się na polskie korzenie lub katolickie małżeństwa. Pojedynczym osobom się to udało. Większość jednak musiała odejść.

Przejęcie majątku

Majątek wysiedlonych ewangelików — domy, gospodarstwa, przedsiębiorstwa — został przejęty przez państwo i rozdzielony między nowych osadników. Kościoły ewangelickie zostały przekazane Kościołowi katolickiemu lub przeznaczone na inne cele (magazyny, kluby).

Kościół ewangelicki w Wejherowie — okazała neogotycka budowla z 1908 roku — został przejęty przez parafię katolicką i nosi dziś wezwanie Bohaterów Westerplatte. Jest to jeden z najbardziej widocznych śladów dawnej obecności protestantyzmu w regionie.

10.4. Przejęcie kościołów przez parafie katolickie

Kościoły ewangelickie na Kaszubach — budowane przez wieki, fundowane przez patronów, służące kolejnym pokoleniom wiernych — po 1945 roku znalazły się bez parafian. Puste budynki czekały na nowe przeznaczenie.

Mechanizm przekazania

Większość kościołów poewangelickich została przekazana Kościołowi katolickiemu. Był to proces naturalny — nowi osadnicy byli katolikami, potrzebowali miejsc kultu, a kościoły poewangelickie często były jedynymi murowanymi budynkami sakralnymi w okolicy.

Przekazanie odbywało się formalnie poprzez decyzje administracyjne. Kościoły zostały „upaństwowione” jako mienie poniemieckie, a następnie przekazane w użytkowanie parafiom katolickim.

Adaptacja liturgiczna

Kościoły ewangelickie różniły się od katolickich układem i wyposażeniem. Centralnym elementem kościoła luterańskiego był ołtarz z amboną i obrazem, nie zaś tabernakulum. Nie było bocznych ołtarzy, konfesjonałów, stacji drogi krzyżowej.

Nowi użytkownicy musieli adaptować budynki do liturgii katolickiej. Wprowadzano tabernakula, ustawiano konfesjonały, zawieszano obrazy. Czasem usuwano ewangelickie wyposażenie — ołtarze, ławki, epitafia. Czasem pozostawiano je, adaptując do nowego kultu.

Zachowane i zniszczone

Los wyposażenia ewangelickiego był różny. W niektórych kościołach — jak w Główczycach — zachowało się praktycznie całe oryginalne wyposażenie: ołtarz, ambona, organy, ławki, witraże. W innych — zniszczono lub usunięto wszystko, co kojarzyło się z protestantyzmem.

Zniszczenia miały różne przyczyny: ideologiczne (usuwanie „śladów niemczyzny”), praktyczne (brak miejsca, inne potrzeby), wandalizm, zaniedbanie. Wiele cennych dzieł sztuki sakralnej przepadło w tym procesie.

10.5. Emigracja ostatnich ewangelików do Niemiec

Po fali wysiedleń lat 1945-1950 na Kaszubach pozostała garstka ewangelików — osoby w związkach mieszanych, starcy, jednostki „zweryfikowane” jako Polacy. Przez kolejne lata większość z nich wyjechała do Niemiec.

Przyczyny emigracji

Emigracja późniejsza — lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych — miała charakter „dobrowolny” w tym sensie, że ludzie wyjeżdżali na własny wniosek. Nie było jednak żadnej dobrowolności w warunkach, które tę emigrację wymuszały:

  • Izolacja społeczna — ewangelicy byli obcy wśród katolickich osadników, traktowani podejrzliwie jako „Niemcy”
  • Brak struktur kościelnych — nie było parafii ewangelickich, nie było pastorów, nie było gdzie praktykować wiary
  • Presja ekonomiczna — trudności z pracą, dyskryminacja
  • Łączenie rodzin — bliscy byli już w Niemczech

Ostatni Słowińcy

Szczególnie bolesny był los ostatnich Słowińców. Po zakończeniu wojny, w 1945 roku, na terenach nadłebskich pozostawało około 2000 osób uznawanych za Słowińców. Dwie masowe akcje wysiedleńcze miały miejsce w 1947 i 1948 roku. Większość wysiedlonych trafiła do obozu przesiedleńczego w hamburskiej dzielnicy Finkenwerder, skąd rozproszyli się po sąsiednich dzielnicach miasta i okolicznych wioskach Szlezwika-Holsztynu.

W Klukach, dzięki różnym zabiegom, udało się zatrzymać około 100 osób. Przez dziesięciolecia władze PRL próbowały ich „spolonizować” — zmienić tożsamość, wyeliminować język, przekształcić w „zwykłych” Polaków. Jednocześnie przedstawiano ich jako „żywy skansen” — eksponaty etnograficzne, nie żywych ludzi. W 1963 roku utworzono w Klukach Muzealną Zagrodę Słowińską (późniejsze Muzeum Wsi Słowińskiej), co paradoksalnie utrwalało status Słowińców jako „eksponatów”.

W tych warunkach życie stawało się nie do zniesienia. Kolejne rodziny pakowały dobytek i wyjeżdżały do Niemiec w ramach „łączenia rodzin”, gdzie czekali krewni wysiedleni wcześniej. Symbolicznym dokumentem epoki jest podanie Bruno Kliksa z 7 lipca 1971 roku, w którym prosi o przyjęcie jego gospodarstwa przez Państwo, uzasadniając to wyjazdem na stałe do Republiki Federalnej Niemiec.

Ostatnia rodzina słowińska — Kliksowie z Kluk — wyjechała w 1975/1976 roku. Był to symboliczny koniec — nie tylko wspólnoty ewangelickiej, ale całej grupy etnicznej. Słowińcy jako żywa społeczność przestali istnieć.

Koniec obecności ewangelickiej

Po wyjeździe ostatnich Słowińców na Kaszubach Lesockich i Nordach nie pozostał praktycznie nikt, kto identyfikowałby się jako ewangelik. Czterysta lat obecności protestantyzmu — od reformacji 1535 do wysiedleń 1945 — dobiegło końca.

Pozostały tylko ślady materialne: kościoły przemianowane na katolickie, cmentarze zarastające lasem, resztki nagrobków z niemieckimi nazwiskami. I źródła — Duchowne piesnie Krofeya, Katechizm Pontanusa, Perykopy Smołdzińskie — świadectwa świata, który bezpowrotnie przeminął.

✦ Zapytaj luteranów