Czas Wielkanocy · tydzień 7 · kolor: bial

8.1. Protestanckie miasto w katolickim państwie — paradoks i przywilej

2 min czytania

8.1. Protestanckie miasto w katolickim państwie — paradoks i przywilej

Pozycja Gdańska jako miasta niemal całkowicie protestanckiego w państwie rządzonym przez katolickich monarchów była fenomenem unikalnym w skali europejskiej — i to fenomenem wymagającym wyjaśnienia, bo XVI wiek nie był epoką, w której tolerancja religijna uważana była za oczywistość. Przeciwnie — była to epoka wojen religijnych, masakr, wygnań, stosów i szafotów wzniesionych w imię jedynej słusznej wiary. We Francji hugenoci i katolicy mordowali się nawzajem (Noc św. Bartłomieja, 1572); w Niderlandach Albą i Inkwizycją; w Anglii Henryk VIII i jego następcy zmieniali religię państwową co pokolenie, a niekiedy co dekadę, ścięcia i stosy towarzyszyły każdej zmianie. Na tym tle Rzeczpospolita — i Gdańsk w jej ramach — wyróżniała się w sposób uderzający.

Przyczyny tej wyjątkowości były wielorakie. Historycy — Bogucka, Cieślak, Dybaś — wskazywali na kilka czynników, które złożyły się na swoisty „model koegzystencji wyznaniowej”, jaki funkcjonował w stosunkach między protestanckim Gdańskiem a katolicką Koroną.

Po pierwsze, czynnik ekonomiczny. Gdańsk był dla Korony miastem absolutnie strategicznym. Przez gdański port eksportowano lwią część polskiego zboża — głównego towaru eksportowego Rzeczypospolitej — na rynki zachodnioeuropejskie. Cła gdańskie stanowiły jedno z najważniejszych źródeł dochodów skarbca królewskiego. Żaden polski monarcha — nawet tak gorliwy katolik jak Zygmunt I — nie mógł sobie pozwolić na otwarty konflikt z miastem, które było kurą znoszącą złote jaja. Pragmatyzm ekonomiczny wymuszał tolerancję religijną³⁴.

Po drugie, czynnik prawny. Gdańsk cieszył się szeroką autonomią zagwarantowaną przywilejami — od przywileju kazimierzowskiego po inkorporację z 1454 roku. Autonomia ta obejmowała znaczny zakres spraw wewnętrznych, w tym — co prawda nie explicite, ale w praktyce — sprawy wyznaniowe. Rada miejska skutecznie argumentowała, że prawo do regulowania kwestii kościelnych na terenie miasta mieści się w zakresie jej kompetencji — i kolejni królowie, z większym lub mniejszym ociąganiem, tę interpretację akceptowali.

Po trzecie, czynnik ustrojowy. Rzeczpospolita była państwem szlacheckim, w którym władza królewska podlegała istotnym ograniczeniom. Król nie mógł narzucić swojej woli miastom królewskim tak, jak mógł to robić monarcha absolutny — musiał negocjować, pertraktować, szukać kompromisów. Ta strukturalna słabość władzy centralnej, która w innych sferach bywała źródłem problemów, w sferze religijnej działała jako bufor chroniący mniejszości wyznaniowe przed prześladowaniami.

✦ Zapytaj luteranów