Czas Wielkanocy · tydzień 7 · kolor: bial

Rozdział 11: Mennonici na Żuławach

42 min czytania

Rozdział 11: Mennonici na Żuławach

Prolog: anabaptyzm — radykalna reformacja

Aby zrozumieć fenomen mennonitów na Żuławach — fenomen, który przez cztery stulecia kształtował krajobraz, gospodarkę, architekturę i kulturę tego regionu — trzeba cofnąć się do lat dwudziestych XVI wieku i jednego z najbardziej radykalnych nurtów reformacji: anabaptyzmu.

Anabaptyści — dosłownie „ponownie chrzczący” — stanowili enfants terribles reformacji. Odrzucali chrzest niemowląt jako pozbawiony podstaw biblijnych, domagając się, by chrzest przyjmowali wyłącznie dorośli, świadomie wyznający wiarę w Chrystusa. Ta pozornie wąska kwestia teologiczna miała konsekwencje rewolucyjne: podważała autorytet zarówno Kościoła katolickiego, jak i „umiarkowanych” reformatorów — Lutra, Zwingliego, Kalwina — którzy wszyscy zachowali praktykę chrztu niemowląt. Co więcej, anabaptyzm uderzał w fundamenty porządku społecznego: chrzest był nie tylko sakramentem, ale także aktem prawnym — wpisem do rejestru ludności, podstawą tożsamości obywatelskiej. Odrzucenie chrztu niemowląt oznaczało podważenie tego systemu.

Wczesny anabaptyzm przybierał rozmaite formy — od pacyfistycznych wspólnot w Szwajcarii, zakładanych przez Konrada Grebla i Feliksa Mantza, po apokaliptyczne królestwo Münsteru (1534-1535), gdzie radykalni anabaptyści pod wodzą Jana z Lejdy proklamowali „Nowe Jeruzalem”, wprowadzili wspólnotę dóbr i poligamię, a ostatecznie zostali krwawo pokonani przez wojska biskupie. Katastrofa münsterska zdyskredytowała cały ruch anabaptystyczny na pokolenia — od tego momentu słowo „anabaptista” stało się w ustach zarówno katolików, jak i protestantów synonimem fanatyzmu, anarchii i rewolucyjnego szaleństwa.

Z chaosu i prześladowań, które nastąpiły po upadku Münsteru, wyłonił się jednak nowy lider — Menno Simons (1496-1561), fryzyjski kapłan katolicki, który porzucił swój urząd i stanął na czele rozproszonych wspólnot anabaptystów, nadając im nową, wyraźnie pacyfistyczną i apolityczną tożsamość. Menno — od którego imienia ruch przyjął nazwę „mennonici” — uczył, że prawdziwy chrześcijanin nie powinien używać przemocy pod żadnym pozorem, nie powinien składać przysiąg (bo Jezus powiedział: „Niech wasza mowa będzie: tak, tak; nie, nie”), nie powinien piastować urzędów publicznych ani służyć w wojsku. Powinien żyć w małej, samorządnej wspólnocie wiernych (Gemeinde), oddzielonej od „świata” zarówno duchowo, jak i — w miarę możliwości — fizycznie.

Ta nauka o separacji od świata stała się fundamentem mennonickiej tożsamości — i jednocześnie źródłem wiecznych napięć z otaczającym społeczeństwem. Bo mennonici byli jednocześnie wewnątrz świata (żyli wśród innych ludzi, handlowali z nimi, korzystali z ich dróg i mostów) i poza nim (odmawiali udziału w życiu publicznym, nie przysięgali, nie walczyli). Ta dwoistość — bycie w świecie, ale nie ze światem — stanowiła być może najgłębszą tajemnicę mennonickiego doświadczenia.

Mennonici a mennonityzm — wyjaśnienie terminologiczne

Zanim przejdziemy do historii żuławskiej, warto wyjaśnić pewną kwestię terminologiczną, która niekiedy wprowadza czytelników w błąd. Terminy „mennonici” i „olędrzy” bywają używane zamiennie, ale nie są synonimami.

Mennonici to wyznawcy wiary mennonickiej — chrzczeni jako dorośli, wyznający pacyfizm, odmawający przysięgi, żyjący we wspólnotach samorządnych. Olędrzy (Holländer, Olędrzy) to szersza kategoria — oznaczająca osadników z Niderlandów lub osadników osiedlonych na prawie olęderskim, niezależnie od wyznania. Wśród olędrów na Żuławach byli mennonici, ale byli też luteranie i reformowani — Holendrzy i Flamandczycy, którzy wyznawali inne odłamy protestantyzmu. Z drugiej strony, nie wszyscy mennonici na Żuławach byli olędrami w ścisłym sensie — niektórzy przybyli z Niemiec Północnych, a nie bezpośrednio z Niderlandów.

To rozróżnienie jest istotne, bo niekiedy prowadzi do zawyżania szacunków liczebności mennonitów na Żuławach — gdy wszystkich osadników na prawie olęderskim traktuje się jako mennonitów, podczas gdy w rzeczywistości mennonici stanowili jedynie część (choć znaczącą) osadnictwa olęderskiego.

Penner — precyzyjny w kwestiach terminologicznych — konsekwentnie odróżniał mennonitów od olędrów, podkreślając, że to co łączyło obie grupy (niderlandzkie korzenie, umiejętności hydrotechniczne, prawo olęderskie), nie powinno przesłaniać tego, co je dzieliło (wiara, organizacja kościelna, stosunek do świata). Ta precyzja terminologiczna jest tym ważniejsza, że w historiografii polskiej — zwłaszcza popularnej — termin „olędry” często obejmuje obie grupy bez rozróżnienia, co prowadzi do nieporozumień.

Przybycie na Żuławy: lata 1540-1570

Mennonici pojawili się na Żuławach Wiślanych w latach czterdziestych i pięćdziesiątych XVI wieku, uciekając przed prześladowaniami w Niderlandach, Fryzji i Flandrii. Ich przybycie nie było jednak przypadkowe — zostali celowo sprowadzeni przez polskich właścicieli ziemskich i gdański patrycjat, którzy desperacko potrzebowali ludzi zdolnych do osuszenia i zagospodarowania żuławskich mokradeł.

Peter Klassen — najwybitniejszy historyk mennonitów żuławskich, sam potomek tej społeczności — szczegółowo odtworzył okoliczności tego osadnictwa. Żuławy Wiślane w pierwszej połowie XVI wieku były terenem w znacznej części niezagospodarowanym. Rozległe połacie mokradeł, regularnie zalewane przez Wisłę i jej odnogi, stanowiły ziemię niczyją, nieprzydatną dla tradycyjnego rolnictwa. Zniszczony powodziami XV i XVI stulecia system melioracyjny — odziedziczony po Krzyżakach — wymagał fundamentalnej odbudowy.

Mennonici — wywodzący się z Niderlandów, kraju, którego mieszkańcy od wieków prowadzili heroiczną walkę z morzem i doskonale opanowali techniki budowy grobli, polderów i systemów odwadniających — byli idealnie przygotowani do tego zadania. Horst Penner, autor klasycznych prac o mennonitach nadwiślańskich, podkreślał, że mennonickie umiejętności hydrotechniczne stanowiły ich główny „kapitał przetargowy” — to dzięki nim uzyskiwali od właścicieli ziemskich warunki osiedlenia, o jakich inni osadnicy nie mogli nawet marzyć.

Warunki te regulowało prawo olęderskie (holenderskie), które gwarantowało osadnikom szeroką autonomię: sami wybierali sołtysa, sami zarządzali sprawami wewnętrznymi wspólnoty, sami organizowali system odwadniania. W zamian płacili czynsz właścicielowi ziemskiemu — ale nie odrabiali pańszczyzny, co radykalnie odróżniało ich sytuację od sytuacji polskich i kaszubskich chłopów pańszczyźnianych. Co najważniejsze, prawo olęderskie gwarantowało im wolność religijną — mogli wyznawać swoją wiarę, budować domy modlitwy i organizować życie wspólnotowe zgodnie ze swoimi zasadami.

Za zgodą króla Zygmunta Augusta mennonici osiedlali się na Żuławach Gdańskich oraz w delcie Wisły. Proces ten — trwający od lat czterdziestych do siedemdziesiątych XVI wieku — przybrał charakter migracji łańcuchowej: pierwsi osadnicy, po pomyślnym zadomowieniu się, wysyłali wiadomości do krewnych i współwyznawców w Niderlandach, zachęcając ich do przyjazdu. W rezultacie na Żuławy przybyły całe rodziny, a niekiedy całe wspólnoty — ze swoimi starszymi, kaznodziejami, tradycjami i sposobem życia.

Wzorce osadnicze: liniowe wsie wzdłuż kanałów

Horst Penner, autor klasycznych prac o mennonitach nadwiślańskich, zwracał uwagę na charakterystyczny wzorzec osadniczy, który mennonici realizowali na Żuławach i który do dziś pozostaje czytelny w krajobrazie. Wsie mennonickie miały formę linearną — zagrody rozciągały się wzdłuż kanału odwadniającego lub grobli, tworząc długi łańcuch gospodarstw. Każde gospodarstwo miało kształt wąskiego, długiego pasa ziemi, ciągnącego się prostopadle od drogi (grobli) w głąb polderu.

Ten układ — zwany „marszową” lub „rzędową” formą osadniczą (Marschhufen) — nie był przypadkowy. Wynikał z logiki odwadniania: każdy gospodarz był odpowiedzialny za utrzymanie odcinka kanału i grobli przylegającego do jego parceli. Szerokość parceli odpowiadała możliwościom jednego gospodarstwa w zakresie utrzymania infrastruktury hydrotechnicznej, a długość — ilości ziemi potrzebnej do wyżywienia rodziny.

Wspólna odpowiedzialność za system hydrotechniczny — bo zaniedbanie przez jednego gospodarza mogło spowodować zalanie pól wszystkich sąsiadów — tworzyła niezwykle silne więzi społeczne i wymuszała współpracę. Penner argumentował, że to właśnie ta technologicznie wymuszona solidarność — nie zaś religijne przykazania — stanowiła najgłębszy fundament mennonickiej wspólnoty na Żuławach. Wiara nakazywała wzajemną miłość; kanały i groble czyniły ją koniecznością.

Wsie mennonickie nosiły często nazwy holenderskie lub niemieckie z holenderskim rodowodem: Orlofferfelde (Orłowo), Schöneberg, Tiegenhagen (Żuławki), Ladekopp (Lubieszewo). Nazwy te — zapisane na starych mapach i w księgach parafialnych — stanowią dziś jedyny językowy ślad po społeczności, która kształtowała ten krajobraz przez cztery stulecia. Po 1945 roku polskie władze nadały wsiom nowe, polskie nazwy, niekiedy fonetycznie nawiązujące do starych (Tiegenhagen → Żuławki), niekiedy zupełnie nowe (Orlofferfelde → Orłowo). Ta zmiana nazewnictwa — pozornie techniczna — była aktem kulturowej dekontaminacji, mającym wymazać z krajobrazu ślady niemieckiej (w tym mennonickiej) przeszłości.

Samorządna wspólnota: struktura Gemeinde

Serce mennonickiego życia stanowiła Gemeinde — wspólnota wiernych, będąca jednocześnie jednostką religijną, społeczną i w pewnym sensie polityczną. Na czele Gemeinde stał starszy (Ältester), wybierany przez wszystkich dorosłych członków wspólnoty. Starszy przewodniczył nabożeństwom, udzielał chrztu, sprawował komunię świętą i pełnił rolę arbitra w sporach wewnętrznych. Obok starszego działali kaznodzieje (Prediger) i diakoni, również wybierani przez wspólnotę.

Cechą charakterystyczną mennonickiej eklezjologii była zasada równości: nie istniała hierarchia duchowna, nie było biskupów ani superintendentów, każda Gemeinde była w pełni suwerenna w sprawach wewnętrznych. Starszy nie otrzymywał wynagrodzenia — był rolnikiem lub rzemieślnikiem jak każdy inny członek wspólnoty i swoje obowiązki duszpasterskie pełnił honorowo, „na boku”. Ta zasada miała głębokie konsekwencje: eliminowała ryzyko powstania odrębnej klasy duchownej, ale jednocześnie oznaczała, że poziom teologicznego wykształcenia mennonickich przywódców religijnych był zazwyczaj niższy niż u luterańskich pastorów z dyplomem Gimnazjum Akademickiego.

Wybory starszego były aktem głęboko uroczystym. Wspólnota zbierała się w domu modlitwy, modliła się o Boże prowadzenie, a następnie głosowała. Wybrany starszy nie mógł odmówić — wybór traktowano jako powołanie od Boga, przekazane za pośrednictwem wspólnoty. Starszy pełnił swoją funkcję do końca życia lub do momentu, gdy słabość fizyczna uniemożliwiała mu dalszą posługę.

Wsie mennonickie: topografia pamięci

Główne skupiska mennonickie na Żuławach rozmieszczone były wzdłuż Wisły i jej odnóg, na terenach depresyjnych i podmokłych — tych najtrudniejszych do zagospodarowania, a zarazem tych, które po osuszeniu dawały najbardziej urodzajne gleby. Każda ze wsi mennonickich miała swoją specyfikę, swoją historię, swoją tożsamość — i każda zasługuje na osobne opowieść.

Markusy (Markushof)

Markusy — wieś rozwinięta na terpach (sztucznych wzniesieniach) przez kolonistów holenderskich, którzy zaczęli się tu osiedlać od 1590 roku — stanowią dziś jedno z najważniejszych miejsc pamięci o mennonitach na Żuławach. Gmina mennonicka w Markusach należała początkowo do większej wspólnoty „Kleinwerder”, ale z czasem wyodrębniła się jako samodzielna parafia, przynależąc do frakcji fryzyjskiej (jedna z dwóch głównych gałęzi mennonityzmu — obok flamandzkiej).

Mennonici z Markus zbudowali dom modlitwy w 1791 roku — skromny, drewniany budynek, nieodróżnialny z zewnątrz od zwykłego domu mieszkalnego. Dom ten przetrwał ponad sto lat, zanim zniszczyła go wielka powódź żuławska w 1888 roku — katastrofa, która pokazała, jak kruche jest dzieło mennonickich hydrotechników w obliczu siły żywiołu.

Cmentarz mennonicki w Markusach — datowany na XVIII wiek, położony na zachodnim skraju wsi, z dala od centrum — jest dziś jednym z najlepiej zachowanych cmentarzy mennonickich na Żuławach. Znajdują się na nim piaskowcowe stele nagrobne, dwa cipusy zwieńczone obeliskami, nagrobek z metalowym ogrodzeniem oraz kurhany pogrzebowe. Jest to cmentarz niezwykły w swojej surowej piękności — kamienie są proste, pozbawione ozdób, inskrypcje zawierają jedynie imię, nazwisko, daty życia i — niekiedy — krótki cytat biblijny. Ta skromność nie była wyrazem biedy, lecz głębokiego przekonania teologicznego o marności wszelkiej ludzkiej chwały wobec majestatu Boga.

Szaleniec (Schönhorst)

Szaleniec — wieś o nazwie, która brzmi złowrogo w polskim uchu, ale wywodzi się od niemieckiego Schönhorst (piękny gaj) — była jedną z mniejszych osad mennonickich, położoną na Żuławach Malborskich. Mennonici osiedlili się tu w XVIII wieku, zagospodarowując tereny dotychczas uważane za niezdatne do uprawy.

Wieś ta stanowi typowy przykład mennonickiego osadnictwa: liniowy układ zabudowy wzdłuż kanału odwadniającego, gospodarstwa rozciągające się wąskimi pasami prostopadle do drogi, skromny dom modlitwy w centrum, cmentarz na obrzeżach. Dziś po mennonickim Szaleńcu pozostało niewiele — kilka zdeformowanych nagrobków na zarośniętym cmentarzu, ślady dawnych kanałów w krajobrazie, echo nazwy w pamięci nielicznych.

Lichnówki (Lichnau)

Lichnówki — położone na Żuławach Malborskich — były siedzibą jednej z najstarszych i najliczniejszych gmin mennonickich w regionie. Gmina lichnowska przynależała do frakcji flamandzkiej — drugiej obok fryzyjskiej gałęzi mennonityzmu, odróżniającej się nieco surowszą dyscypliną kościelną i nieco bardziej konserwatywnym podejściem do kwestii separacji od świata.

Podział na fryzyjczyków i flamandczyków — sięgający jeszcze niderlandzkich korzeni ruchu — na Żuławach zachował żywotność przez stulecia. Obie frakcje posiadały odrębne domy modlitwy, odrębnych starszych i kaznodziejów, a małżeństwa między członkami obu grup były — przynajmniej w początkowym okresie — niechętnie widziane. Ten wewnętrzny podział — niezrozumiały dla zewnętrznego obserwatora, który widział jedynie „mennonitów” — stanowił istotny element mennonickiej tożsamości na Żuławach.

Cyganek (Zigankenberg)

Cyganek — wieś na Wielkich Żuławach Malborskich — był siedzibą jednej z najważniejszych gmin mennonickich w regionie. Pod koniec XVIII wieku gmina w Cyganku (wraz z pobliskim Żelichowem) należała do najważniejszych wspólnot mennonickich na tym terenie, obok gmin w Orłowskim Polu, Stogach Malborskich, Niedźwiedzicy-Żuławkach i Porendowie.

Gmina w Cyganku wyróżniała się dobrą organizacją wewnętrzną — posiadała własny dom modlitwy, cmentarz, system wzajemnej pomocy dla ubogich i chorych. Jej starsi (Ältester) cieszyli się autorytetem wykraczającym poza granice samej wspólnoty — bywali konsultowani w sprawach spornych przez inne gminy mennonickie na Żuławach.

Stogi (Heubude) — przedmieście Gdańska

Stogi — dziś dzielnica Gdańska, położona na wschód od centrum miasta, nad Wisłą — były w XVI-XVIII wieku jednym z najważniejszych ośrodków mennonickich w bezpośrednim sąsiedztwie Gdańska. Mennonici osiedlili się tu już w drugiej połowie XVI wieku, zagospodarowując podmokłe tereny nadwiślańskie.

Stogi stanowiły punkt kontaktowy między światem mennonickim a miastem — tutaj mennoniccy rolnicy sprzedawali swoje produkty gdańskim kupcom, tutaj gdańscy rzemieślnicy zaopatrywali się w mennonickie wyroby. Mennonicki dom modlitwy na Stogach — przy obecnej ulicy Osiedlowej — przetrwał do XX wieku, choć został zaadaptowany na cele mieszkalne i zatracił swój pierwotny charakter.

Nowy Dwór Gdański (Tiegenhof) — mennonickie miasteczko

Nowy Dwór Gdański — dawne Tiegenhof — choć formalnie nie był wsią mennonicką (jako miasteczko z prawami miejskimi podlegał innym regulacjom niż wsie olęderskie), stanowił ważny punkt na mapie mennonickiego świata na Żuławach. W miasteczku tym krzyżowały się drogi handlowe, tu mennoniccy rolnicy sprzedawali swoje produkty, tu zaopatrywali się w towary niedostępne na wsi.

W Nowym Dworze Gdańskim mieściły się też warsztaty rzemieślnicze prowadzone przez mennonitów — młyny, kuźnie, stolarnie — obsługujące okoliczne wsie. Mennonicki sukces ekonomiczny widoczny był w architekturze miasteczka: solidne, murowane domy, zadbane ogródki, schludne podwórza — kontrast wobec biedniejszych dzielnic zamieszkanych przez luterańskich i katolickich mieszkańców.

Cedry Wielkie i wsie w dolinie Wisły

Na zachodnich Żuławach Gdańskich — bliżej Gdańska — mennonickie wspólnoty funkcjonowały w okolicach Cedrów Wielkich, Wiśliny i Rybiny. Te wsie — leżące na terenach depresyjnych, gdzie system melioracyjny musiał być szczególnie starannie utrzymywany — stanowiły przykład mennonickiego osadnictwa w warunkach ekstremalnie trudnych. Ziemia tutaj leżała miejscami dwa metry poniżej poziomu morza, a groble musiały chronić poldery przed wodami Wisły, Motławy i ich odnóg.

Mennoniccy osadnicy z okolic Cedrów Wielkich wyspecjalizowali się w hodowli bydła na łąkach zalewowych — mokrych, trawiastych terenach, które nie nadawały się pod uprawę zbóż, ale dawały obfite pasze. Ich masło i sery trafiały na gdański targ, a stamtąd — statkami — na rynki Europy Zachodniej.

Żuławki (Tiegenhagen) i inne ośrodki

Żuławki (dawne Tiegenhagen) na Żuławach Malborskich stanowiły ważny ośrodek mennonicki, który w XVIII i XIX wieku promieniował na okoliczne wsie. Ostaszewo (dawne Fürstenwerder) było siedzibą dużej gminy mennonickiej, która posiadała jeden z najstarszych domów modlitwy w regionie.

W Jezioro (dawne Lake) koło Markus w 1865 roku zbudowano murowany kościół — fakt, który sam w sobie stanowił rewolucję w mennonickiej tradycji, bo mennonici przez stulecia konsekwentnie odmawiali budowania „kościołów” w tradycyjnym sensie, ograniczając się do skromnych domów modlitwy. Budowa murowanego kościoła — z wieżą, choć bez dzwonów — świadczyła o postępującej asymilacji mennonitów żuławskich z otaczającym społeczeństwem luterańskim.

Architektura mennonicka

Domy modlitwy (Bethäuser)

Mennonickie domy modlitwy stanowiły architektoniczną manifestację teologii — a może raczej jej demonstracyjny brak. W odróżnieniu od luterańskich kościołów, które choć skromniejsze od katolickich, wciąż imponowały rozmiarami, wieżami i ozdobnym wyposażeniem, mennonickie domy modlitwy były celowo skromne i niepozorne — pozbawione wież, dzwonów, ołtarzy i wszelkich ozdób. Z zewnątrz często nie odróżniały się od zwykłych domów mieszkalnych.

Ta skromność nie wynikała z biedy — mennonici byli, jak jeszcze pokażemy, jednymi z najbogatszych rolników na Żuławach. Wynikała z głębokiego przekonania teologicznego, że Bóg nie mieszka w budynkach wznoszonych ludzką ręką i że wszelka ostentacja religijna — piękne kościoły, okazałe ołtarze, złote naczynia liturgiczne — jest formą bałwochwalstwa, odwracającego uwagę od tego, co naprawdę ważne: od nagiego Słowa Bożego i wspólnoty wiernych zgromadzonych w Jego imię.

Wnętrza domów modlitwy były równie surowe: proste drewniane ławki, mównica (nie ołtarz — bo mennonici nie uznawali tradycyjnego ołtarza jako elementu kultu), ewentualnie stół do komunii świętej. Nie było organów — mennonici śpiewali a cappella, jednogłosowo, wolno i uroczyście. Penner cytował relację luterańskiego pastora z XVIII wieku, który opisywał mennonickie nabożeństwo jako „niezwykle poruszające w swojej prostocie — nic prócz nagiego Słowa Bożego i nagiego ludzkiego głosu”. Ta prostota — w epoce barokowej przesady — wywierała na obserwatorach głębokie wrażenie.

Większość mennonickich domów modlitwy na Żuławach nie przetrwała — znisczyły je powodzie, pożary, a przede wszystkim exodus z 1945 roku i powojenne zaniedbanie. Z ponad dwudziestu domów modlitwy, które istniały na Żuławach w XVIII wieku, do naszych czasów przetrwało zaledwie kilka — i te w stanie daleko odbiegającym od pierwotnego.

Domy podcieniowe (Vorlaubenhäuser)

Domy podcienioweVorlaubenhäuser — stanowią najbardziej rozpoznawalny element żuławskiego krajobrazu architektonicznego i są nierozerwalnie — choć nie wyłącznie — związane z mennonicką tradycją budowlaną. Dom podcieniowy, z drewnianym gankiem-arkadą (Vorlaube) na frontowej ścianie, wspartym na bogato rzeźbionych słupach, stanowił typ architektoniczny, który istniał na Żuławach jeszcze przed przybyciem mennonitów, ale to właśnie oni nadali mu tę niezwykłą, monumentalną formę, za którą zyskał przydomek „chłopskiego pałacu”.

Podcień — element, od którego dom wziął swoją polską nazwę — pełnił funkcje na pozór prozaiczne, ale w istocie złożone. Był gankiem reprezentacyjnym — tu witano gości, tu prowadzono rozmowy z sąsiadami, tu w niedzielne popołudnia siadały kobiety z przędzą, tu wieczorami zbierali się mężczyźni, by omówić sprawy wspólnoty. Był też osłoną przed żywiołami — na płaskich Żuławach, wystawionych na wiatry od morza i od Wisły, podcień chronił wejście do domu przed deszczem, śniegiem i wiatrem. Był wreszcie elementem estetycznym — bogato rzeźbione słupy podcieni, z datami budowy i inicjałami właścicieli, stanowiły formę artystycznej ekspresji w społeczności, która odrzucała sztukę sakralną, ale nie sztukę w ogóle.

Największe domy podcieniowe miały powierzchnię przekraczającą 1000 m² — były to budynki o funkcji mieszanej: mieszkalnej, gospodarczej i reprezentacyjnej. Pod jednym dachem mieściły się izby mieszkalne, kuchnia, spichlerz, stajnia, obora i stodoła — układ, który odzwierciedlał samowystarczalność mennonickiego gospodarstwa. Podcień — arkadowy ganek na froncie — pełnił funkcję reprezentacyjną (tu przyjmowano gości), gospodarczą (osłaniał wejście przed deszczem i wiatrem) i społeczną (tu sąsiedzi spotykali się na rozmowach wieczorami).

Domy podcieniowe budowano z drewna — konstrukcja szkieletowa (Fachwerk), wypełniona cegłą lub gliną, z charakterystycznymi drewnianymi zdobieniami. Słupy podcienia rzeźbiono w motywy roślinne, geometryczne, a niekiedy także z datami budowy i inicjałami właścicieli. Domy te, choć imponujące rozmiarami, zachowywały pewną surowość — zgodnie z mennonickim etosem, który cenił solidność i funkcjonalność ponad dekoracyjność.

Domy podcieniowe, które przetrwały do czasów obecnych, w większości zostały wzniesione w XVIII i XIX wieku — te starsze padły ofiarą pożarów i powodzi. II wojnę światową przetrwało około 180 domów podcieniowych — do dziś zachowało się zaledwie około 40. Ta dramatyczna statystyka mówi wiele o losach mennonickiego dziedzictwa na Żuławach: to, co budowano przez stulecia, niszczeje w ciągu dekad.

Język i kultura materialna

Plautdietsch — język mennonitów

Mennonici żuławscy mówili początkowo dialektami niderlandzkimi — fryzyjskim i flamandzkim — ale z upływem pokoleń ich język ulegał transformacji. Pod wpływem otoczenia dolnoniemieckiego (Plattdeutsch) ukształtował się specyficzny dialekt mennonicki — Plautdietsch — łączący elementy niderlandzkie z dolnoniemieckimi, z domieszką polskich i kaszubskich zapożyczeń. Plautdietsch był językiem codziennego życia — w nim rozmawiano w domu, na polu, na targu. Nabożeństwa i kazania odprawiano natomiast w standardowym języku niemieckim (Hochdeutsch), a niekiedy — w XVIII i XIX wieku — w języku, który stanowił mieszaninę Hochdeutsch i Plautdietsch, niezrozumiałą dla osoby z zewnątrz.

Plautdietsch — zabrany przez emigrantów w XIX i XX wieku — przetrwał do dziś w społecznościach mennonickich w Kanadzie, Paragwaju, Brazylii i Boliwii, gdzie stanowi język codzienny dziesiątków tysięcy ludzi. Na Żuławach natomiast — po exodusie 1945 roku — zamilkł bezpowrotnie.

Życie codzienne

Mennonickie gospodarstwo na Żuławach funkcjonowało jako niemal samowystarczalna jednostka ekonomiczna. Pod jednym dachem — w ogromnym domu podcieniowym — znajdowały się izby mieszkalne, kuchnia z wielkim piecem, spichlerz, stajnia, obora, niekiedy warsztat rzemieślniczy. Rodzina mennonicka — zazwyczaj wielopokoleniowa, licząca od kilku do kilkunastu osób — pracowała razem, jadała razem, modliła się razem.

Dzień zaczynał się przed świtem wspólną modlitwą i czytaniem Biblii — tym obowiązkiem, który odróżniał mennonickie gospodarstwo od luterańskiego, był nie tyle charakter nabożeństwa (bo i luteranie modlili się w domu), ile jego regularność i powaga. W mennonickim domu Biblia leżała na stole, otwarta, dostępna, czytana — nie jako ozdoba, lecz jako narzędzie codziennego życia duchowego. Wieczorem, po pracy, rodzina znowu zbierała się na modlitwę — tym razem dłuższą, z pieśniami śpiewanymi a cappella, bez organów, bez akompaniamentu — samym ludzkim głosem, który niósł się w ciszę żuławskiej nocy.

Szkolnictwo mennonickie

Mennonici — w przeciwieństwie do luteranów, którzy uczynili z edukacji fundament reformacji — podchodzili do szkolnictwa z pewną rezerwą. Z jednej strony umiejętność czytania była niezbędna do samodzielnego studiowania Biblii, co stanowiło obowiązek każdego mennonity. Z drugiej strony — nadmierne wykształcenie, kontakt z „świecką” nauką, studia na uniwersytetach — budziły podejrzenia, że prowadzą do pychy, do odejścia od prostoty wiary, do upodobnienia się do „świata”.

Efektem tego ambiwalentnego podejścia były szkółki mennonickie — prowadzone przez wspólnoty, skupione na nauce czytania, pisania, rachunków i — przede wszystkim — katechizmu i Biblii. Nauczycielem był zazwyczaj jeden z diakonów lub starszych, który nie miał formalnego wykształcenia pedagogicznego, ale znał Pismo Święte i potrafił nauczyć dzieci podstawowych umiejętności. Poziom nauczania w szkółkach mennonickich był — trzeba to uczciwie przyznać — zazwyczaj niższy niż w szkołach luterańskich, gdzie kantorzy i pastorzy dysponowali dyplomami Gimnazjum Akademickiego.

W XIX wieku — pod wpływem pruskich reform edukacyjnych — mennonickie szkoły zostały wchłonięte przez państwowy system oświaty. Dzieci mennonickie chodziły do tych samych szkół co luterańskie — co przyspieszało asymilację, ale też podniosło poziom wykształcenia w mennonickiej wspólnocie.

Gospodarka: melioracje, rolnictwo, rzemiosło

System melioracyjny

Mennonici nie tylko osiedlili się na Żuławach — oni te Żuławy stworzyli. Bez ich pracy hydrotechnicznej znaczna część obecnych Żuław Wiślanych byłaby dziś mokradłem lub dnem jeziora.

Mennoniccy osadnicy przywieźli z Niderlandów zaawansowany system melioracji, oparty na trzech elementach: grobli (wały przeciwpowodziowe chroniące poldery przed zalewaniem), kanały odwadniające (odprowadzające wodę z polderów do rzeki lub morza) i wiatraki pompujące (przetłaczające wodę z niżej położonych polderów do kanałów). Ten trójczłonowy system — prosty w zasadzie, ale wymagający ciągłej konserwacji i zbiorowej odpowiedzialności — pozwalał na uprawę ziemi leżącej nawet dwa metry poniżej poziomu morza.

Mennonici ujarzmili zniszczony powodziami XV i XVI stulecia system melioracyjny — odziedziczony po Krzyżakach, ale zaniedbany po ich upadku — osuszyli zalane i podmokłe tereny, wybudowali nowe kanały nawadniające i odwadniające, poprawili stan techniczny wałów przeciwpowodziowych. Skala tego wysiłku jest trudna do przecenienia: w ciągu kilkudziesięciu lat mennoniccy osadnicy przywrócili Żuławom zdolność produkcyjną, czyniąc z nich jedno z najbardziej urodzajnych i najgęściej zaludnionych obszarów rolniczych w Europie Północnej.

System melioracyjny wymagał stałej, zbiorowej troski. Każdy gospodarz był odpowiedzialny za utrzymanie odcinka grobli i kanału przylegającego do jego parceli. Zaniedbanie przez jednego — uszkodzona grobla, zatkany kanał — mogło spowodować zalanie pól wszystkich sąsiadów. Ta wspólna odpowiedzialność za infrastrukturę hydrotechniczną tworzyła niezwykle silne więzi społeczne i wymuszała współpracę, która stanowiła fundament mennonickiej wspólnoty — może nawet bardziej niż wspólna wiara.

Rolnictwo

Na osuszonych polderach mennonici prowadzili rolnictwo o intensywności i produktywności nieznanej dotychczas na Żuławach. Uprawiali zboża (pszenicę i jęczmień — na żyznych glinach żuławskich plony były jedne z najwyższych w Europie), hodowali bydło (żuławskie łąki, nawilżane przez system kanałów, dawały obfite pasze), produkowali masło i sery, które eksportowali do Gdańska.

Mennonickie gospodarstwa były zazwyczaj większe i lepiej zarządzane niż gospodarstwa luterańskich czy katolickich sąsiadów. Klassen przypisywał ten sukces kilku czynnikom: zaawansowanej wiedzy rolniczej przywiezionej z Niderlandów, silnej etyce pracy wynikającej z religijnego poczucia obowiązku wobec Boga i wspólnoty, oraz gęstej sieci wzajemnej pomocy w ramach Gemeinde — mennonici wspierali się finansowo w chwilach kryzysu, udzielali sobie pożyczek, pomagali w odbudowie po powodziach.

Hodowla bydła i produkcja nabiałowa

Szczególne znaczenie w mennonickiej gospodarce miała hodowla bydła i związana z nią produkcja nabiałowa. Żuławskie łąki — nawilżane przez system kanałów, chronione groblami przed zalewaniem, regularnie nawożone — dawały obfite pasze, a mennonickie bydło słynęło w regionie z wysokiej mleczności. Mennonici produkowali masło, sery i śmietanę, które eksportowali do Gdańska, gdzie cieszyły się znakomitą reputacją.

Kizik odnotowywał, że „żuławskie masło mennonickie” stanowiło markę samą w sobie — gdańscy kupcy i patrycjusze cenili je ponad masło z innych źródeł, a jego cena na gdańskim targu była regularnie wyższa od masła „luterańskiego”. Ta przewaga jakościowa — wynikająca z lepszych technik hodowlanych, staranniejszej higieny produkcji i — być może — z mennonickiej etyki pracy, która nie dopuszczała bylejakości — stanowiła jeden z wielu przejawów mennonickiego sukcesu ekonomicznego.

Mennoniccy hodowcy bydła prowadzili też systematyczną selekcję — wybierając do rozrodu najlepsze osobniki, poprawiając z pokolenia na pokolenie mleczność i wytrzymałość swoich stad. Klassen opisywał mennonickie gospodarstwa bydlęce jako „prototypy nowoczesnej hodowli” — i choć tę ocenę można uznać za nieco przesadzoną (Klassen, sam potomek mennonitów, nie był pozbawiony sentymentu wobec swoich przodków), to faktem jest, że mennonickie stadniny należały do najlepszych na Żuławach.

Rzemiosło

Obok rolnictwa mennonici zajmowali się rzemiosłem: młynarstwem (budowali i obsługiwali wiatraki, zarówno produkcyjne — mielące zboże — jak i odwadniające), tkactwem, bedniarstwem, a z czasem także bardziej wyspecjalizowanymi zawodami. Mennoniccy młynarze zasługują na osobną wzmiankę. Wiatraki — zarówno te przeznaczone do mielenia zboża, jak i te służące do odwadniania polderów — stanowiły jeden z najbardziej charakterystycznych elementów żuławskiego krajobrazu i były ściśle związane z mennonicką obecnością. To mennonici przywieźli z Niderlandów zaawansowaną technologię wiatrakową — koźlaki i paltraki (typy wiatraków), które na Żuławach funkcjonowały aż do XX wieku. Mennoniccy młynarze byli specjalistami cenionymi w całym regionie — ich umiejętności budowy i obsługi wiatraków stanowiły ważny element mennonickiego wkładu w żuławską gospodarkę.

Mennoniccy rzemieślnicy cieszyli się dobrą reputacją ze względu na solidność wykonania i uczciwość w interesach — cechy, które wynikały zarówno z tradycji kulturowej, jak i z kontroli społecznej wspólnoty, która surowo traktowała nieuczciwość.

Mennonici w dokumentach i aktach prawnych

Historia mennonitów na Żuławach jest niezwykle dobrze udokumentowana — paradoksalnie, lepiej niż historia wielu luterańskich parafii. Mennonici, jako wspólnota żyjąca na mocy specjalnych przywilejów (prawa olęderskiego), pozostawili po sobie bogaty materiał archiwalny: umowy dzierżawne, akty nadania ziemi, listy podatkowe, protokoły z zebrań wspólnotowych, korespondencję ze starszych gmin, a nawet rejestry chrztów (dorosłych) i pogrzebów.

Najważniejsze źródła do historii mennonitów żuławskich przechowywane są w Archiwum Państwowym w Gdańsku (akta miasta Gdańska dotyczące osadnictwa olęderskiego na terytorium gdańskim), w Archiwum Państwowym w Elblągu (akta starostwa malborskiego i elbląskiego), a także — i to jest fascynujące — w archiwach mennonickich w Ameryce Północnej: w Mennonite Heritage Centre w Winnipegu, w Bethel College w North Newton (Kansas) i w Mennonite Historical Library w Goshen (Indiana). Te ostatnie archiwa — zbudowane przez potomków emigrantów — zawierają dokumenty, które mennonici zabrali ze sobą, opuszczając Żuławy: rodzinne Biblie z wpisanymi datami chrztów, ślubów i zgonów, listy z żuławskich gmin, fotografie (te późniejsze, z końca XIX i początku XX wieku), a nawet fragmenty rzeźbionych słupów z domów podcieniowych.

Badacze — Klassen, Penner, Dyck, Ratzlaff, a z polskich historyków Marchlewski i Kubicki — korzystali z tych archiwów, tworząc na ich podstawie obraz żuławskiej wspólnoty mennonickiej, który — choć z konieczności niepełny — jest jednym z najlepiej udokumentowanych opisów mniejszości religijnej w historii Europy Środkowej.

Nabożeństwo mennonickie: liturgia ciszy

Mennonickie nabożeństwo stanowiło — z perspektywy luterańskiego obserwatora — doświadczenie szokujące swoją surowością. Tam, gdzie luteranin był przyzwyczajony do organów, chóru, szat liturgicznych, świec i ceremoniału, mennonita spotykał jedynie gołe ściany, drewniane ławki, mównicę i ciszę. Ta cisza — przerywana jedynie ludzkim głosem modlącego się starszego, jednogłosowym śpiewem wspólnoty i szeptem dzieci — stanowiła być może najgłębszy wyraz mennonickiej teologii: przekonania, że Bóg nie potrzebuje wspaniałych budynków ani pięknej muzyki, lecz jedynie otwartego serca.

Typowe niedzielne nabożeństwo mennonickie obejmowało: modlitwę wstępną (odmawianą przez starszego, klęcząc), czytanie Pisma Świętego (często obszerne fragmenty, czytane wolno i wyraźnie), kazanie (proste, biblijne, pozbawione retorycznej ozdobności — mennoniccy kaznodzieje nie byli wykształconymi teologami, lecz rolnikami i rzemieślnikami, którzy mówili językiem swoich sąsiadów), śpiew (chorały mennonickie, śpiewane a cappella, jednogłosowo, w wolnym tempie — każde słowo wyraźne, każda fraza przemyślana), modlitwę końcową i błogosławieństwo.

Komunia Święta (Abendmahl) — sprawowana rzadko, zazwyczaj dwa razy do roku — miała charakter głęboko intymny i wspólnotowy. Wierni siedzieli wokół stołu (nie klęczeli przy ołtarzu, jak luteranie), łamiąc chleb i podając sobie kielich z wina. Przed Komunią odbywało się umywanie nóg (Fußwaschung) — praktyka oparta na Ewangelii Jana (J 13, 1-17), w której wierni wzajemnie umywali sobie nogi, manifestując pokorę i gotowość do służby. Ta praktyka — unikalna wśród europejskich wspólnot chrześcijańskich tamtego okresu — stanowiła potężny gest symboliczny: bogaty gospodarz umywał nogi biednemu, starszy — młodszemu, co zacierało na moment społeczne hierarchie i realizowało mennonicką wizję wspólnoty jako braterstwa.

Istotnym elementem mennonickiego życia religijnego były zebrania wspólnoty (Gemeindeversammlung) — zgromadzenia, na których omawiano sprawy wewnętrzne wspólnoty: finanse, dyscyplinę kościelną, konflikty sąsiedzkie, kwestie małżeńskie. Te zebrania — demokratyczne, niekiedy burzliwe — stanowiły forum, na którym każdy dorosły członek wspólnoty (a w późniejszym okresie także kobiety) mógł zabrać głos.

Życie religijne

Chrzest dorosłych

Chrzest dorosłychTaufe, dosłownie „zanurzenie” — stanowił centralny sakrament mennonickiej wiary i najważniejszy element odróżniający mennonitów od wszystkich innych wyznań chrześcijańskich (z wyjątkiem baptystów, którzy pojawili się później). Mennonici chrzcili wyłącznie dorosłych — osoby, które osiągnęły wiek rozeznania (zazwyczaj 16-18 lat), przeszły okres przygotowania katechetycznego i publicznie wyznały wiarę w Chrystusa.

Chrzest udzielany był przez starszego (Ältester) wspólnoty, zazwyczaj przez polanie wodą (nie przez zanurzenie, jak u baptystów). Ceremonia odbywała się w domu modlitwy, w obecności całej wspólnoty, i stanowiła akt nie tylko religijny, ale także społeczny: chrzczony stawał się pełnoprawnym członkiem Gemeinde, z prawem głosu w sprawach wspólnoty, ale też z obowiązkiem przestrzegania jej zasad pod groźbą banu (ekskomuniki).

Pacyfizm

Pacyfizm mennonitów — bezwarunkowa odmowa noszenia broni i udziału w jakichkolwiek działaniach wojennych — stanowił jeden z najbardziej radykalnych i najbardziej konsekwentnie realizowanych elementów ich wiary. W epoce, w której każdy poddany był zobowiązany do obrony swojego pana i swojego kraju, odmowa służby wojskowej postrzegana była jako zdrada lub co najmniej tchórzostwo.

Mennonici radzili sobie z tym problemem, płacąc specjalny podatek zastępczy — dodatkową opłatę, która zwalniała ich z obowiązku wojskowego. Rozwiązanie to funkcjonowało przez stulecia, ale nigdy nie wyeliminowało podejrzeń sąsiadów. W czasach wojen — a Żuławy przeżyły ich wiele, od wojen polsko-szwedzkich XVII wieku po wojny napoleońskie — mennoniccy pacyfiści budzili gniew patriotycznie nastawionych luteranów, którzy pytali: „Dlaczego my mamy walczyć i ginąć, a oni siedzą bezpiecznie na swoich bogatych gospodarstwach?”

Odmowa przysięgi

Odmowa składania przysiąg — wynikająca z dosłownej interpretacji Kazania na Górze (Mt 5, 34-37: „Nie przysięgajcie wcale […] Niech wasza mowa będzie: tak, tak; nie, nie”) — miała daleko idące konsekwencje prawne. Mennonici nie mogli zeznawać pod przysięgą w sądzie, nie mogli obejmować urzędów publicznych wymagających zaprzysiężenia, nie mogli składać przysięgi wierności władcom. To ograniczenie wykluczało ich z życia publicznego i wzmacniało ich izolację — ale jednocześnie wzmacniało wewnętrzną spoistość wspólnoty, która musiała rozwiązywać swoje problemy we własnym zakresie, bez odwoływania się do instytucji państwowych.

Wspólnota i kontrola społeczna: ban (ekskomunika)

Gemeinde — wspólnota wiernych — sprawowała nad swoimi członkami daleko idącą kontrolę społeczną. Narzędziem tej kontroli był ban — ekskomunika, czyli wykluczenie ze wspólnoty. Ban stosowano wobec tych, którzy łamali zasady wiary lub moralności: wobec tych, którzy złożyli przysięgę, podjęli służbę wojskową, weszli w związek małżeński z osobą spoza wspólnoty, dopuścili się oszustwa lub niemoralności.

Ban był narzędziem potężnym, bo wyrzucenie ze wspólnoty oznaczało utratę nie tylko duchowej wspólnoty, ale także całej sieci ekonomicznej i społecznej, na której opierało się codzienne życie. Ekskomunikowany mennonita tracił dostęp do systemu wzajemnej pomocy, do sieci handlowych, do towarzystwa sąsiadów — w społeczeństwie tak ściśle powiązanym jak mennonicka Gemeinde oznaczało to praktycznie społeczną śmierć.

Kwestia banu dzieliła samych mennonitów. Fryzyjczycy praktykowali ban w formie łagodniejszej — ekskomunikowany mógł utrzymywać kontakty towarzyskie z członkami wspólnoty, choć nie mógł uczestniczyć w nabożeństwach i sakramentach. Flamandczycy stosowali surowszą formę — tak zwane Meidung (unikanie), które wymagało od członków wspólnoty całkowitego zerwania kontaktów z ekskomunikowanym, włącznie z kontaktami rodzinnymi. Ten spór — pozornie drobny — dzielił mennonicką społeczność na Żuławach przez stulecia i stanowił główną przyczynę podziału na gminy fryzyjskie i flamandzkie.

Mennonici a inne wyznania na Żuławach: konfrontacja i koegzystencja

Życie mennonitów na Żuławach nie toczyło się w izolacji — współistnienie z luteranami (dominującymi demograficznie), katolikami (obecnymi zwłaszcza na pograniczu kaszubskim) i — w mniejszym stopniu — kalwinistami stanowiło codzienność mennonickiego doświadczenia.

Relacje mennonicko-luterańskie były najbardziej złożone. Luterańscy pastorzy traktowali mennonitów z mieszanką szacunku i podejrzliwości. Szacunek — dla ich pracowitości, uczciwości i pobożności. Podejrzliwość — wobec ich „heretyckich” poglądów: odrzucenia chrztu niemowląt (co w oczach luteranów oznaczało, że mennonickie dzieci umierają bez chrztu, a więc bez zbawienia), odmowy przysięgi (co luteranie postrzegali jako nielojalność wobec porządku społecznego) i pacyfizmu (co w oczach patriotycznie nastawionych luteranów było tchórzostwem).

Z drugiej strony mennonici — w swoich pismach i kazaniach — traktowali luteranów z dystansem: jako ludzi, którzy wprawdzie odrzucili papiestwo, ale nie poszli wystarczająco daleko w reformowaniu Kościoła. Luterański chrzest niemowląt, luterańskie szaty liturgiczne, luterańskie organy — to wszystko mennonici postrzegali jako relikty „babilońskiej niewoli Kościoła”, które prawdziwy chrześcijanin powinien odrzucić.

Mimo tych teologicznych napięć codzienna koegzystencja mennonitów i luteranów na Żuławach przebiegała — przez większość czasu — pokojowo. Sąsiedzi pomagali sobie przy żniwach, przy odbudowie po powodziach, przy gaszeniu pożarów. Wspólna odpowiedzialność za system hydrotechniczny — niezależna od wyznania — tworzyła więzi, które okazywały się silniejsze niż teologiczne podziały. Klassen przytaczał liczne przykłady luterańsko-mennonickiej współpracy: wspólne budowanie grobli, wspólne utrzymywanie dróg, wspólne apele do władz o pomoc po klęskach żywiołowych.

Podziały wewnętrzne: fryzyjczycy i flamandczycy

Podział mennonitów żuławskich na fryzyjczyków i flamandczyków — sięgający jeszcze niderlandzkich korzeni ruchu — stanowił jedną z najbardziej trwałych linii podziału wewnątrz wspólnoty. Oba odłamy wyznawały tę samą wiarę, praktykowały te same sakramenty, żyły na tych samych Żuławach — ale tworzyły odrębne gminy, z odrębnymi domami modlitwy, odrębnymi starszymi i kaznodziejami, a nawet odrębnymi cmentarzami.

Fryzyjczycy — w tradycji związani z Fryzją, północną prowincją Niderlandów — byli zazwyczaj bardziej liberalni: bardziej otwarci na kontakty ze światem zewnętrznym, bardziej skłonni do kompromisu w kwestiach dyscypliny kościelnej, bardziej tolerancyjni wobec indywidualnych odchyleń. Flamandczycy — w tradycji związani z Flandrią — byli surowsi, bardziej konserwatywni, bardziej przywiązani do litery mennonickiego prawa.

Z czasem — zwłaszcza w XIX wieku — podział ten tracił ostrość. Młode pokolenia, wychowane już na Żuławach, nie rozumiały niderlandzkich korzeni konfliktu. Małżeństwa mieszane (między fryzyjczykami a flamandczykami) stawały się coraz częstsze. W Markusach — gdzie obie frakcje współistniały — doszło w końcu do zbliżenia, czego symbolem była budowa wspólnego, murowanego kościoła w pobliskim Jezioro (Lake) w 1865 roku.

Małżeństwo i rodzina w tradycji mennonickiej

Mennonickie podejście do małżeństwa i rodziny stanowiło jeszcze jedno pole, na którym wspólnota wyraźnie odróżniała się od otoczenia. Małżeństwo mennonickie było sakramentem — choć mennonici formalnie nie używali tego terminu, preferując słowo „przymierze” (Bund) — i podlegało surowej kontroli wspólnoty.

Endogamia — zawieranie małżeństw wyłącznie wewnątrz wspólnoty — stanowiła jedną z fundamentalnych zasad. Mennonita, który ożenił się z luteranką lub katoliczką, narażał się na ban — wykluczenie ze wspólnoty. Ta zasada — racjonalna z punktu widzenia zachowania tożsamości grupy, ale bolesna z punktu widzenia jednostki — prowadziła niekiedy do dramatów: młodzi ludzie, którzy pokochali kogoś spoza wspólnoty, musieli wybierać między miłością a wiarą, między uczuciem a przynależnością.

Endogamia miała też konsekwencje demograficzne: w stosunkowo małej wspólnocie, jaką byli mennonici żuławscy, ograniczony „rynek małżeński” prowadził do pokrewieństwa między rodzinami. Penner odnotowywał, że w XVIII wieku niektóre mennonickie wsie na Żuławach przypominały rozbudowane rodziny — niemal wszyscy mieszkańcy byli ze sobą spokrewnieni lub spowinowaceni.

Rodzina mennonicka była patriarchalna — ojciec sprawował władzę nad żoną, dziećmi i domownikami — ale patriarchat ten był łagodzony przez mennonicką naukę o pokorze i służbie. Kobiety mennonickie — choć formalnie podporządkowane mężom — odgrywały istotną rolę w życiu wspólnoty: prowadziły gospodarstwo domowe, wychowywały dzieci w wierze, a w niektórych gminach uczestniczyły w zebraniach wspólnotowych i miały głos — choć nie prawo głosu — w sprawach parafialnych.

Relacje z otoczeniem

Stosunek otaczającej społeczności do mennonitów był głęboko ambiwalentny. Z jednej strony doceniano ich pracowitość, umiejętności hydrotechniczne i bogactwo, które podnosiło dobrobyt całego regionu. Z drugiej — mennonici byli obcy kulturowo: mówili początkowo dialektem niderlandzkim (później przyjęli dolnoniemiecki — Plautdietsch), ubierali się odmiennie, odmawiali udziału w życiu publicznym, nie chodzili do luterańskich kościołów, nie służyli w wojsku, nie składali przysiąg. Ta odmienność budziła podejrzliwość.

Dyskryminacja mennonitów przybierała różne formy: ograniczenia w nabywaniu ziemi (mennonici mogli kupować ziemię tylko od innych mennonitów), dodatkowe podatki, zakaz osiedlania się w miastach (Gdańsk — z wyjątkiem przedmieść jak Stogi — był dla mennonitów zasadniczo zamknięty), zakaz propagowania swojej wiary (zakaz prozelityzmu). Jednocześnie jednak — i to fascynujące — mennonici nigdy nie zostali wypędzeni z Żuław tak, jak zostali wypędzeni z wielu krajów Europy Zachodniej. Polska tradycja tolerancji religijnej — choć niedoskonała i niekonsekwentna — zapewniała im minimum bezpieczeństwa, którego nie znajdowali gdzie indziej.

Klassen podkreślał, że sukces ekonomiczny mennonitów budził zazdrość i był jednym z głównych źródeł antymennonickich nastrojów. Luterańscy sąsiedzi pytali: „Dlaczego oni są bogatsi od nas?” — i odpowiedzi szukali nie w mennonickiej pracowitości i systemie wzajemnej pomocy, lecz w podejrzeniach o oszustwo, wyzysk i potajemny skup ziemi.

Mennonici a wielkie wydarzenia historyczne

Historia mennonitów na Żuławach nie toczyła się w próżni — wielkie wydarzenia historyczne, które wstrząsały regionem, dotykały również mennonicką wspólnotę, mimo jej deklarowanej separacji od świata.

Wojny polsko-szwedzkie XVII wieku (zwłaszcza „potop” z lat 1655-1660) przyniosły Żuławom olbrzymie zniszczenia. Mennonickie wsie — bogate, dobrze zaopatrzone — stanowiły łakomy cel zarówno dla szwedzkich, jak i polskich oddziałów. Mennonici — wierni zasadzie pacyfizmu — nie stawiali oporu, co paradoksalnie ratowało im życie (nie ginęli w walce), ale narażało na rabunek i kontrybucje. Po zakończeniu wojen mennoniccy osadnicy musieli odbudować zniszczone groble, odtworzyć system odwadniający i rozpocząć uprawę na polach zdewastowanych przez przemarsze armii.

Wielkie powodzie — regularnie nawiedzające Żuławy, szczególnie katastrofalne w latach 1540, 1645, 1829 i 1888 — stanowiły dla mennonitów egzystencjalne wyzwanie. Powódź oznaczała nie tylko zniszczenie zbiorów i domów, ale przede wszystkim uszkodzenie systemu grobli i kanałów — efektu wieloletniej zbiorowej pracy, który mógł zostać zniweczony w ciągu jednej nocy. Po każdej powodzi mennonicka wspólnota musiała zmobilizować się do odbudowy — i to właśnie te momenty kryzysu najwyraźniej ujawniały siłę mennonickiej solidarności. Dyck opisywał, jak po powodzi z 1888 roku mennonickie gminy z terenów niezalaanych natychmiast wysłały pomoc — żywność, materiały budowlane, pieniądze — gminom dotkniętym katastrofą, demonstrując solidarność, która stanowiła realną, namacalną konsekwencję teologicznej nauki o wzajemnej miłości.

Epidemie — dżumy z XVII wieku, cholery z XIX — dotykały mennonitów tak samo jak ich luterańskich sąsiadów. W czasach zarazy mennonickie wspólnoty zwracały się ku wierze z intensywnością graniczącą z desperacją: nabożeństwa trwały dłużej, modlitwy były gorętsze, a stare pytanie — „Czy Bóg nas karze, i jeśli tak, to za co?” — nabierało przerażającej konkretności.

Losy w XIX wieku: germanizacja i emigracja

Presja pruska

Przejście Żuław pod panowanie pruskie po rozbiorach Polski przyniosło mennonitom paradoksalną zmianę: z jednej strony jako protestanci znaleźli się w protestanckim państwie, z drugiej — pruski militaryzm stanowił śmiertelne zagrożenie dla ich pacyfistycznej tożsamości.

Już Fryderyk Wielki (panujący 1740-1786) wprowadził ograniczenia: mennonici mogli kupować ziemię wyłącznie od innych mennonitów, nie mogli rozszerzać swoich posiadłości, byli obciążeni dodatkowymi podatkami. Te restrykcje — motywowane zarówno niechęcią do pacyfistów w militarystycznym państwie, jak i presją luterańskich sąsiadów zazdrosnych o mennonickie bogactwo — zaczęły powoli dusić mennonicką ekonomię.

Ostateczny cios przyszedł w 1868 roku, kiedy wprowadzono powszechny obowiązek służby wojskowej bez wyjątków dla pacyfistów. Mennonici stanęli przed alternatywą: służyć w armii (co oznaczało zdradę fundamentalnej zasady wiary) lub emigrować.

Liczebność i demografia

Precyzyjne dane demograficzne dotyczące mennonitów na Żuławach są trudne do ustalenia — mennonici, jako wspólnota niezwiązana z oficjalnym Kościołem, nie zawsze byli uwzględniani w statystykach państwowych. Szacunki historyków — zwłaszcza Penner — wskazują, że w szczytowym okresie (koniec XVIII wieku) na Żuławach Wiślanych mieszkało od 10 000 do 15 000 mennonitów, rozproszonych w kilkudziesięciu wsiach. Stanowili oni mniejszość — być może 5-10% ogółu ludności żuławskiej — ale mniejszość nieproporcjonalnie zamożną i wpływową, posiadającą najlepszą ziemię i najbardziej produktywne gospodarstwa.

Emigracja do Rosji i Ameryki w XIX wieku drastycznie zmniejszyła tę liczbę. Pod koniec XIX wieku na Żuławach pozostawało prawdopodobnie nie więcej niż 3 000-5 000 mennonitów — wspólnota kurczaca się demograficznie, asymilująca się kulturowo, tracąca wewnętrzną spoistość, która przez stulecia stanowiła jej siłę.

Emigracja do Rosji

Pierwsza fala emigracji nastąpiła jeszcze w końcu XVIII wieku — w latach 1789-1804 mennonici z Żuław, z okolic Gdańska i Prus Wschodnich, emigrowali do Rosji na zaproszenie carycy Katarzyny II, która oferowała im ziemię, wolność religijną i zwolnienie ze służby wojskowej.

Mennoniccy emigranci osiedlili się nad Dnieprem, na stepach Ukrainy, zakładając kolonie Chortitza (1789) i Molotschna (1804). Powtórzyli tam swój żuławski sukces: osuszyli mokradła, uprawili step, zbudowali zamożne wsie — i przez ponad sto lat cieszyli się przywilejami, których nie mieli już w Prusach.

Ale i w Rosji nie znaleźli trwałego spokoju. W 1874 roku Aleksander II zniósł przywileje mennonickie i wprowadził obowiązkową służbę wojskową, co spowodowało kolejną falę emigracji — tym razem do Kanady (Manitoba, Saskatchewan), Stanów Zjednoczonych (Kansas, Nebraska, Dakota Południowa) i nawet do Paragwaju (kolonia Filadelfia w Chaco).

Emigracja do Ameryki

Równolegle z emigracją do Rosji mennonici z Żuław emigrowali do Ameryki Północnej. Pierwsze grupy — zazwyczaj najbardziej konserwatywne, te, które odrzucały wszelkie kompromisy z pruskim państwem — udawały się do Stanów Zjednoczonych i Kanady, gdzie wolność religijna była konstytucyjnie zagwarantowana, a rozległe prerie czekały na osadników.

W Stanach Zjednoczonych mennonici z Żuław osiedlali się głównie w Kansas, Nebrasce i Dakocie Południowej, zakładając wspólnoty rolnicze, które do złudzenia przypominały ich żuławskie wsie — te same liniowe układy zabudowy, te same skromne domy modlitwy, te same chorały śpiewane a cappella. W Kanadzie — prowincje Manitoba i Saskatchewan stały się głównym celem migracji mennonickiej w drugiej połowie XIX i na początku XX wieku.

Emigranci zabierali ze sobą nie tylko dobra materialne, ale przede wszystkim swoją kulturę: język Plautdietsch, tradycje kulinarne (żuławski Zwieback — podwójny bułeczka — stał się symbolem mennonickiej kuchni w Ameryce), umiejętności rolnicze i — przede wszystkim — wiarę. Mennonickie gminy w Ameryce przez dekady zachowywały żywe kontakty ze wspólnotami na Żuławach, wymieniając listy, przesyłając pieniądze, dzieląc się wiadomościami o narodzinach, ślubach i śmierciach. Te transatlantyckie więzi — utrzymywane w epoce, gdy list z Kansas do Żuławek szedł tygodniami — stanowiły dowód na siłę mennonickiej solidarności.

Z czasem — zwłaszcza po 1945 roku, gdy żuławska strona tej korespondencji zamilkła — amerykańscy mennonici stali się strażnikami pamięci o żuławskim rozdziale swojej historii. To w bibliotekach i archiwach mennonickich w Winnipegu, Goshen (Indiana) i Fresno (Kalifornia) przechowywane są dokumenty, księgi parafialne i fotografie, które pozwalają historykom odtworzyć czterowiekową historię mennonitów na Żuławach.

Germanizacja

Mennonici, którzy pozostali na Żuławach — ci, którzy zaakceptowali służbę wojskową (choć niekiedy tylko w formie służby sanitarnej, bez noszenia broni) — podlegali stopniowej germanizacji. Niderlandzki rodowód wspólnoty zacierał się: język Plautdietsch ustępował standardowemu niemieckiemu, tradycyjne stroje zanikały, surowa prostota domów modlitwy ustępowała bardziej konwencjonalnym formom architektonicznym.

Pod koniec XIX wieku mennonici żuławscy byli już w dużej mierze zasymilowani kulturowo z otaczającym społeczeństwem niemieckim — choć wciąż zachowywali odrębną tożsamość wyznaniową i pamięć o swoich holenderskich korzeniach. Ich domy modlitwy zaczęły upodabniać się do luterańskich kościołów: pojawiły się wieże (choć skromne), organy (choć proste), a nawet elementy dekoracyjne we wnętrzach. Penner opisywał ten proces jako „ciche konanie” tradycyjnej mennonickiej tożsamości — konanie nie gwałtowne, nie dramatyczne, lecz powolne i nieodwracalne.

Mennonici i Anna German — nieoczekiwane dziedzictwo

Na marginesie wielkiej historii warto wspomnieć o drobnym, ale wzruszającym odkryciu genealogicznym. Badacze ustalili, że Anna German (1936-1982) — jedna z najsłynniejszych polskich piosenkarek XX wieku — miała mennonickie korzenie. Jej rodzina ze strony matki — Martensowie — pochodziła prawdopodobnie z okolic Kwidzyna, z mennonickiej wspólnoty nadwiślańskiej. Ten fakt — nieznany za życia German i odkryty dopiero po jej śmierci — stanowi nieoczekiwany most między mennonicką przeszłością Żuław a polską kulturą XX wieku.

Przykład Anny German ilustruje szerszy fenomen: mennonickie korzenie — zapomniane, zatarte, wyparte — ukryły się w genealogiach tysięcy rodzin rozproszonych po całym świecie. Potomkowie mennonitów żuławskich żyją dziś w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych, Paragwaju, Brazylii, Niemczech — i wielu z nich nie wie nic o żuławskim rozdziale swojej rodzinnej historii. Niektórzy jednak wiedzą — i wracają. Od lat dziewięćdziesiątych XX wieku na Żuławy przyjeżdżają potomkowie mennonickich emigrantów — z Winnipegu, z Kansas City, z Filadelphii — szukając grobów przodków, fotografując ruiny domów modlitwy, próbując zrozumieć miejsce, które ich pradziadkowie opuścili sto pięćdziesiąt lub siedemdziesiąt lat temu.

Losy w XX wieku: wojny i koniec

Mennonicka diaspora — globalna sieć

Emigracja mennonitów z Żuław w XIX i na początku XX wieku stworzyła rozległą diasporę — sieć wspólnot rozrzuconych po kilku kontynentach, ale połączonych wspólną pamięcią o żuławskim rozdziale swojej historii.

W Rosji mennonici z Żuław założyli dwie główne kolonie: Chortitza (1789, nad Dnieprem, w obecnej Ukrainie) i Molotschna (1804, również na Ukrainie). Obie kolonie — nazwane od rzek, nad którymi się znajdują — powieliły żuławski model: osadnictwo na terenach niezagospodarowanych, samorząd wewnętrzny, rolnictwo na najwyższym poziomie. Do końca XIX wieku mennonickie kolonie na Ukrainie liczyły ponad 100 000 mieszkańców i stanowiły jedne z najbogatszych wspólnot rolniczych w imperium rosyjskim.

Los tych koloni był tragiczny: rewolucja rosyjska, wojna domowa, kolektywizacja, terror stalinowski i II wojna światowa doprowadziły do niemal całkowitego zniszczenia mennonickiej obecności na Ukrainie. Ci, którzy przeżyli, uciekli do Niemiec, Kanady i Paragwaju.

W Kanadzie — prowincje Manitoba i Saskatchewan — mennonici z Żuław (przybyli zarówno bezpośrednio, jak i via Rosja) stworzyli jedne z największych wspólnot mennonickich na świecie. Winnipeg stał się nieformalną stolicą mennonickiej diaspory — tu działa Mennonite Heritage Centre, tu przechowywane są archiwa, tu prowadzone są badania genealogiczne, tu pamięć o Żuławach jest najbardziej żywa.

W Paragwaju — w surowym regionie Chaco — mennoniccy emigranci z Rosji (potomkowie mennonitów żuławskich) założyli w latach dwudziestych XX wieku kolonie, które do dziś funkcjonują jako odrębne wspólnoty, z własnym samorządem, szkołami, kościołami i — co niezwykłe — z żywym językiem Plautdietsch, którym mówi się tu na co dzień.

Ta globalna diaspora — od Żuław po Chaco, od Dniepru po Manitoba — stanowi jedno z najbardziej fascynujących zjawisk w dziejach europejskiej migracji religijnej. Mennonici — niewielka grupa kilkunastu tysięcy osadników, którzy w XVI wieku przybyli na bagniste niziny nad Wisłą — w ciągu czterech stuleci rozproszyli się po całym świecie, zachowując w wielu miejscach swoją tożsamość, język i wiarę. Jest to historia jednocześnie heroiczna i tragiczna — historia ludzi, którzy nigdzie nie mogli znaleźć trwałego domu, bo ich zasady (pacyfizm, odmowa przysięgi, separacja od świata) czyniły ich niechcianymi gośćmi w każdym państwie, którego władcy wymagali od poddanych bezwarunkowej lojalności.

I wojna światowa

I wojna światowa (1914-1918) stanowiła test mennonickiego pacyfizmu. Wielu młodych mennonitów z Żuław służyło w armii niemieckiej — zazwyczaj w jednostkach sanitarnych lub transportowych, choć zdarzali się i tacy, którzy walczyli na froncie z bronią w ręku. Wojna pogłębiła rozłam między „tradycjonalistami” (wiernymi pacyfizmowi) a „modernistami” (gotowymi do kompromisu z państwem) i przyspieszyła proces asymilacji.

Okres międzywojenny: mennonici między Gdańskiem a Berlinem

W okresie międzywojennym los mennonitów żuławskich komplikowała nowa granica polityczna. Traktat wersalski z 1919 roku podzielił Żuławy między trzy organizmy polityczne: Wolne Miasto Gdańsk (zachodnie Żuławy Gdańskie), Polskę (środkowe Żuławy Malborskie i częściowo wschodnie) i Rzeszę Niemiecką (Prusy Wschodnie). Mennonickie wspólnoty — rozproszone po tych trzech terytoriach — znalazły się nagle po różnych stronach granic, co utrudniło kontakty między gminami i osłabiło wewnętrzną spójność mennonickiego świata na Żuławach.

W okresie międzywojennym mennonici żuławscy żyli w granicach Wolnego Miasta Gdańska (ci na Żuławach Gdańskich) lub Rzeszy Niemieckiej (ci na Żuławach Malborskich i dalej na wschód). Ich wspólnoty — coraz mniej liczne, coraz bardziej zasymilowane — prowadziły spokojne życie, koncentrując się na rolnictwie i życiu religijnym. Niektóre gminy utrzymywały jeszcze tradycyjne formy kultu — nabożeństwa bez organów, surowe domy modlitwy — ale były to już relikty przeszłości.

Okres Wolnego Miasta Gdańska (1920-1939) stanowił dla mennonitów na zachodnich Żuławach czas relatywnego spokoju. Gminy mennonickie kontynuowały swoją działalność — odprawiano nabożeństwa, utrzymywano domy modlitwy, zarządzano cmentarzami. Ale był to spokój powierzchowny: pod nim narastała niepewność. Czy Wolne Miasto przetrwa? Czy Żuławy wrócą do Rzeszy? Co będzie z mennonickimi przwilejami? Te pytania towarzyszyły mennonickim gospodarzom, gdy wieczorami siadali w podcieniach swoich domów i patrzyli na płaski, bezkresny krajobraz, który ich przodkowie wyrwali morzu i rzece.

Nazizm postawił mennonitów przed kolejnym dylematem moralnym. Niektórzy — zwłaszcza młodsze pokolenie, wychowane w atmosferze niemieckiego nacjonalizmu — sympatyzowali z ruchem nazistowskim, widząc w nim gwarancję porządku i silnego państwa. Inni — wierni tradycji pacyfistycznej — zachowywali dystans. Nikt jednak nie protestował publicznie — jak zresztą niemal nikt w ówczesnych Niemczech.

1945: exodus

Zimą 1945 roku, gdy Armia Czerwona zbliżała się do Żuław, mennonicka ludność — podobnie jak cała niemieckojęzyczna populacja regionu — została zmuszona do ucieczki. Uciekano pieszo, wozami, barkami po zamarzniętych kanałach, w trzydziestostopniowym mrozie, pod ostrzałem sowieckich samolotów. Wielu nie dotarło do bezpiecznych stref na zachodzie — zginęli z zimna, z głodu, pod bombami, na zatopionych statkach (katastrofa Wilhelma Gustloffa z 30 stycznia 1945 roku, w której zginęło ponad 9000 osób, dotknęła także mennonickich uchodźców z Żuław).

Ci, którzy nie zdążyli uciec, zostali po wojnie wysiedleni na mocy decyzji poczdamskich. Cztery wieki mennonickiej obecności na Żuławach — cztery wieki osuszania bagnisk, budowania grobli, uprawiania ziemi, modlitwy w surowych domach zgromadzeń — zakończyły się w ciągu kilku miesięcy.

Mennonickie kobiety — te, które nie zdołały uciec — nierzadko padały ofiarą przemocy ze strony żołnierzy radzieckich. Mężczyźni — ci, którzy nie zginęli na froncie — byli internowani w obozach pracy. Domy podcieniowe — budowane przez pokolenia, starannie utrzymywane, pełne rodzinnych pamiątek — zostały splądrowane, podpalone lub zajęte przez nowych mieszkańców. Cmentarze — miejsca spoczynku przodków, kamienie niosące pamięć o pokoleniach — zostały zapomniane, zarośnięte, zniszczone.

Klassen — sam potomek mennonitów żuławskich — pisał o tym z bolesną precyzją historyka, który wie, że opisuje koniec własnego świata: „Żuławy były dla mennonitów tym, czym Ziemia Obiecana dla Izraelitów — miejscem, które Bóg im dał, by je uprawiali i strzegli. Ale w odróżnieniu od Izraelitów, mennonici nigdy nie wrócili.”

Żuławy po mennonitach: krajobraz bez ludzi

Po 1945 roku na Żuławy przybyła nowa ludność — Polacy przesiedleni z Kresów Wschodnich, z centralnej Polski, z terenów zniszczonych wojną. Ludzie ci nie znali żuławskiego krajobrazu, nie rozumieli systemu grobli i polderów, nie wiedzieli, jak zarządzać skomplikowaną infrastrukturą hydrotechniczną. W pierwszych powojennych latach system melioracyjny — budowany przez mennonitów przez cztery stulecia — uległ częściowemu zniszczeniu. Groble, pozbawione regularnej konserwacji, zaczęły się osuwać. Kanały zamulały się. Wiatraki-pompy stały nieruchomo.

Domy podcieniowe — opuszczone przez niemieckich właścicieli, zasiedlone przez polskich przesiedleńców, którzy nie rozumieli ich architektury i nie mieli środków na ich utrzymanie — popadały w ruinę. Niektóre rozebrano na cegłę i drewno. Inne przebudowano w sposób zniekształcający ich oryginalny charakter. Tylko nieliczne — te, które trafiły w ręce świadomych właścicieli lub zostały objęte ochroną konserwatorską — przetrwały w stanie zbliżonym do pierwotnego.

Cmentarze mennonickie — pozbawione opiekunów, zarośnięte, dewastowane — stały się symbolem zaniku mennonickiego świata. Kamienie nagrobne — z nazwiskami Pennerów, Klassenów, Ennssów, Wienssów — leżały w trawie, przewrócone przez korzenie drzew, niszczone przez mróz i deszcz. Nowi mieszkańcy — nierozmiejący niemieckich napisów, nieskojarzeni z mennonicką historią — traktowali te cmentarze w najlepszym wypadku z obojętnością, w najgorszym — jako źródło kamienia budowlanego.

Cmentarze mennonickie — stan zachowania

Cmentarze stanowią dziś najbardziej widoczny materialny ślad mennonickiej obecności na Żuławach — i jednocześnie najbardziej zagrożony. Zinwentaryzowano ponad 40 cmentarzy mennonickich na Żuławach Wiślanych — od dużych, kilkudziesięciogrobowych nekropolii po małe, kilkugrobowe cmentarze rodzinne.

Najbardziej wartościowe zachowały się w Markusach (z XVIII-wiecznymi stelami piaskowcowymi), Fiszewie i Tropiku — te cmentarze w rejonie Kanału Elbląskiego są szczególnie cenne ze względu na bogactwo form nagrobnych i czytelność inskrypcji.

Stan zachowania większości cmentarzy jest jednak alarmujący. Wiele z nich jest zarośniętych, zaniedbanych, zdewastowanych. Nagrobki — przewracane przez drzewa, niszczone przez wandali, kradzione przez zbieraczy kamienia — znikają z krajobrazu. Inskrypcje — w języku niemieckim, często w gotyckiej czcionce — stają się nieczytelne pod wpływem erozji.

Cmentarze mennonickie różniły się od luterańskich i katolickich kilkoma cechami. Po pierwsze — skromnością: nagrobki mennonickie były proste, pozbawione ornamentyki, wyrażające mennonickie przekonanie o marności wszelkiej ziemskiej chwały. Po drugie — jednolitością: na cmentarzu mennonickim nie było groźnych hierarchii między bogatszymi a biedniejszymi — kamień bogatego gospodarza był tego samego rozmiaru i kształtu co kamień biednego sąsiada. Po trzecie — izolacją: cmentarze mennonickie leżały zazwyczaj na obrzeżach wsi, z dala od dróg i domostw, co odzwierciedlało mennonickie podejście do śmierci — poważne, ciche, wolne od ostentacji.

Niektóre cmentarze zachowały nagrobki z inskrypcjami w języku niderlandzkim — najstarsze, z XVI i XVII wieku — co stanowi bezcenny ślad lingwistyczny niderlandzkich korzeni wspólnoty. Późniejsze nagrobki — z XVIII i XIX wieku — są już w języku niemieckim, co dokumentuje proces germanizacji mennonickiej społeczności.

W ostatnich latach pojawiły się inicjatywy ratunkowe — lokalne stowarzyszenia (jak Klub Nowodworski) we współpracy z organizacjami mennonickimi z Kanady i USA podejmują wysiłki na rzecz inwentaryzacji, ochrony i — tam, gdzie to możliwe — restauracji cmentarzy. Powstał Szlak Mennonitów — turystyczna trasa łącząca najważniejsze miejsca mennonickiej pamięci na Żuławach. W miejscowościach Nowy Dwór Gdański, Cedry Wielkie, Wiślina, Rybina i Cyganek ustawiono tablice informacyjne z mapami i opisami miejsc szczególnie wartych obejrzenia.

Szczególnego znaczenia nabiera inicjatywa Szlaku Mennonitów — turystycznego szlaku prowadzącego przez najważniejsze miejsca mennonickiej pamięci na Żuławach. Szlak ten — oznakowany tablicami informacyjnymi, opatrzony mapami i opisami — prowadzi od Nowego Dworu Gdańskiego przez Cedry Wielkie, Wislinę, Rybinę, Markusy, Cyganek aż po mniej znane miejscowości, w których mennonickie ślady są jeszcze czytelne. Tablice — dwujęzyczne, polsko-angielskie — zawierają zdjęcia archiwalne, fragmenty dokumentów i krótkie opisy historii mennonickiego osadnictwa w danej okolicy.

Inicjatywa ta — realizowana przy współudziale Klubu Nowodworskiego i organizacji mennonickich z Kanady i USA — stanowi ważny krok w kierunku zachowania pamięci o czterystu latach mennonickiej obecności na Żuławach. Jest też przykładem udanego dialogu między współczesnymi mieszkańcami Żuław a potomkami dawnych osadników — dialogu, który nie unika trudnych pytań o wypędzenie, utratę i winę, ale jednocześnie szuka tego, co łączy: szacunku dla ziemi, solidarności wobec żywiołów, pracy na rzecz wspólnego dobra.

Ale czas pracuje przeciwko pamięci. Z każdym rokiem kolejne nagrobki przewracają się, kolejne inskrypcje stają się nieczytelne, kolejne cmentarze znikają pod roślinnością. Jeśli nie podejmie się zdecydowanych działań konserwatorskich, za pokolenie cmentarze mennonickie na Żuławach będą już tylko nazwami na starych mapach — tak jak wsie, które je otoczyły, i ludzie, którzy w nich spoczywają.


✦ Zapytaj luteranów