Czas Wielkanocy · tydzień 7 · kolor: bial

4.1. Gdańsk u progu przełomu: miasto między tradycją a nowoczesnością

2 min czytania

4.1. Gdańsk u progu przełomu: miasto między tradycją a nowoczesnością

Gdańsk drugiej dekady XVI stulecia był miastem, które — gdyby posłużyć się współczesną metaforą — stało na tektonicznym uskoku historii. Na powierzchni wszystko wyglądało tak, jak wyglądało od dziesięcioleci: potężne mury obronne otaczały trzy organizmy miejskie (Główne Miasto, Stare Miasto i Stare Przedmieście), w porcie cumowały kogi i hulki załadowane zbożem, drewnem i popiołem, a nad dachami kamienic górowały wieże kilkunastu kościołów, z których najwyższa — wieża kościoła Najświętszej Marii Panny — sięgała osiemdziesięciu metrów, przypominając każdemu, kto podnosił wzrok, o potędze Boga i bogactwie gdańskich patrycjuszy, którzy ten kościół wznieśli. Pod powierzchnią jednak narastały siły, które miały wkrótce rozsadzić dotychczasowy porządek — religijny, społeczny i polityczny zarazem.

Edmund Cieślak, autor monumentalnej Historii Gdańska, podkreślał, że aby zrozumieć gdańską reformację, trzeba najpierw zrozumieć strukturę społeczną miasta. Gdańsk pierwszej ćwierci XVI wieku liczył około trzydziestu tysięcy mieszkańców — co czyniło go jednym z największych miast w regionie Morza Bałtyckiego i jednym z najważniejszych ośrodków handlowych w całej Europie Północnej. Rządy sprawowała Rada Miejska złożona z patrycjuszy — bogatych kupców i właścicieli nieruchomości, którzy tworzyli zamkniętą oligarchię, niechętną dzieleniu się władzą z kimkolwiek. Poniżej patrycjatu sytuowało się bogate mieszczaństwo kupieckie, które aspirowało do udziału we władzy, ale było od niej systematycznie odsuwane. Jeszcze niżej — cechy rzemieślnicze, organizujące życie zawodowe kilku tysięcy mistrzów, czeladników i uczniów, a na samym dole drabiny społecznej — biedota miejska: wyrobnicy portowi, służba domowa, żebracy i ludzie marginesu¹.

Ta piramida społeczna nakładała się na piramidę kościelną. Patrycjat, który fundował ołtarze i kaplice, zasiadał w ławkach kościelnych według ściśle określonego porządku precedencji, który odzwierciedlał hierarchię świecką. Kościół Mariacki był świątynią patrycjatu; kościół św. Jana — świątynią zamożniejszych rzemieślników; kościół św. Katarzyny na Starym Mieście — świątynią ludu; a kościół św. Piotra i Pawła — świątynią przedmieścia. Każda z tych świątyń miała swoich wiernych, swoich fundatorów, swoje bractwa — i każda z nich stała się areną, na której rozgrywał się dramat reformacji.

Maria Bogucka w swoich pracach o społeczeństwie gdańskim zwracała uwagę na jeszcze jeden aspekt przedreformacyjnego Gdańska: rosnące niezadowolenie z duchowieństwa. Zjawisko to nie było bynajmniej specyficznie gdańskie — w całej Europie narastała krytyka Kościoła — ale w Gdańsku przybierało ono szczególnie ostre formy ze względu na specyficzną sytuację prawną. Duchowieństwo gdańskie podlegało jurysdykcji biskupa włocławskiego (kujawskiego), którego siedziba znajdowała się setki kilometrów od Gdańska, a jego oficjał — wikariusz generalny sprawujący bieżącą jurysdykcję — był postrzegany przez gdańszczan jako ciało obce, narzucone z zewnątrz, służące interesom odległej hierarchii, a nie potrzebom lokalnej wspólnoty. Kumulacja prebend, absenteizm proboszczów, niski poziom intelektualny wielu księży — wszystko to stanowiło pożywkę dla nastrojów antyklerykalnych, które czekały tylko na katalizator².

Tym katalizatorem stał się Marcin Luter.

✦ Zapytaj luteranów