Czas Wielkanocy · tydzień 7 · kolor: bial

4.2. Klasztory i zakony — stary porządek u schyłku

2 min czytania

4.2. Klasztory i zakony — stary porządek u schyłku

Aby w pełni zrozumieć, co reformacja zniszczyła — i dlaczego to zniszczenie spotkało się z tak szerokim poparciem społecznym — trzeba przyjrzeć się instytucjom kościelnym, które funkcjonowały w Gdańsku w przededniu reformacji.

Gdańsk przedreformacyjny był miastem gęsto pokrytym siecią instytucji kościelnych. Działały w nim klasztory dominikanów (założony w 1227 roku na Starym Mieście — jeden z najstarszych na Pomorzu), franciszkanów (od ok. 1419 roku), karmelitów, brygidek oraz liczne kaplice brackie i szpitale prowadzone przez zakony. Do tego dochodziły kościoły parafialne — Mariacki, św. Jana, św. Katarzyny, św. Piotra i Pawła, św. Bartłomieja, Bożego Ciała — z których każdy miał własnych kapłanów, wikariuszy, altarystów i kapelanów.

System beneficjalny — w którym stanowiska kościelne traktowano jako źródło dochodu, a nie jako obowiązek duszpasterski — osiągnął w Gdańsku formy, które musiały budzić zgorszenie nawet u ludzi umiarkowanych. Jeden proboszcz mógł posiadać prebendę w kilku kościołach jednocześnie, pobierając dochody ze wszystkich, a obsługując żadnej — lub w najlepszym razie jedną, za pośrednictwem nisko opłacanego zastępcy. Bogucka podkreślała, że gdański kler przedreformacyjny stanowił niezwykle zróżnicowaną grupę: obok wykształconych i pobożnych duchownych, którzy sumiennie pełnili swoje obowiązki, znajdowali się duchowni ignoranccy, zepsuti, zachłanni — ludzie, którzy nosili habit, ale nie mieli powołania, i którzy swoim postępowaniem dyskredytowali instytucję, którą mieli reprezentować.

Klasztory gdańskie — zwłaszcza dominikański i franciszkański — posiadały rozległe majątki: ziemie, nieruchomości, czynsze, fundacje. Bogactwo to, choć służyło także celom charytatywnym (klasztory prowadziły szpitale, przytułki, rozdawały jałmużnę), było postrzegane przez wielu gdańszczan jako sprzeczne z ewangelicznym ideałem ubóstwa. „Dlaczego mnisi żyją w pałacach, skoro Chrystus nie miał gdzie głowy skłonić?” — to pytanie, które w różnych formach pojawiało się w kazaniach reformatorów, trafiało na podatny grunt społecznego niezadowolenia.

Kizik w swoich pracach o obyczajowości gdańskiej zwracał uwagę na jeszcze jeden aspekt: fiskalny charakter duszpasterstwa. Każdy sakrament — chrzest, ślub, pogrzeb, spowiedź, komunia — wiązał się z opłatą. System odpustów, choć w Gdańsku nie przybrał tak skrajnych form jak w niektórych częściach Rzeszy (gdzie Johan Tetzel prowadził swój słynny handel), był obecny i budził niechęć. Dla biednego rzemieślnika, który musiał płacić za każdą posługę duszpasterską — a którego żona rodziła średnio co dwa lata i który co kilka lat chował dziecko, które nie przeżyło — koszty „religijności” były realnym obciążeniem budżetu domowego.

Ta kombinacja czynników — bogactwo instytucji kościelnych przy ubóstwie wielu wiernych, kumulacja prebend, niski poziom intelektualny części kleru, fiskalny charakter duszpasterstwa, absenteizm proboszczów, podleganie odległej jurysdykcji biskupiej — tworzyła mieszankę wybuchową. Reformacja, gdy nadeszła, nie spotkała się ze ścianą oporu, lecz z otwartymi drzwiami.

✦ Zapytaj luteranów