5.11. Reakcja Zygmunta I Starego: surowy sąd na Długim Targu
5.11. Reakcja Zygmunta I Starego: surowy sąd na Długim Targu
Król Zygmunt I Stary zareagował na gdańskie wydarzenia z szybkością i stanowczością, które świadczyły o tym, jak poważnie traktował zagrożenie. Gdańsk był dla Korony miastem strategicznym — największym portem, przez który eksportowano polskie zboże na rynki zachodnioeuropejskie, źródłem ogromnych dochodów celnych, symbolem potęgi Rzeczypospolitej na Bałtyku. Bunt religijny połączony z rewolucją społeczną w takim mieście nie mógł pozostać bez odpowiedzi.
17 kwietnia 1526 roku Zygmunt I przybył do Gdańska na czele ośmiotysięcznej armii, wspierany przez księcia pomorskiego Jerzego I. Jego sąd był bezwzględny. Ogłoszone przez króla Statuta Sigismundi nakazywały:
- Wyznawcom reformacji opuszczenie miasta w ciągu czternastu dni.
- Duchownym popierającym nową religię — opuszczenie miasta w ciągu dwudziestu czterech godzin.
- Przywrócenie katolickiej liturgii we wszystkich kościołach.
- Zwrot majątków kościelnych.
- Rozwiązanie nowej rady i przywrócenie dawnego porządku politycznego.
Najstraszniejszą częścią królewskiego sądu były egzekucje. 13 czerwca i 19 lipca 1526 roku na Długim Targu — w samym sercu miasta, na oczach tysięcy gdańszczan — ścięto czternastu przywódców rewolty. Wśród straconych byli Jan Wendland, prawnik, który formułował artykuły pospólstwa, oraz Piotr Koenig, kowal, który stał na czele ruchu. Stracono także szypra Jana Schultza, złotnika Jana Brunskorna, piwowarów Joachima Netacka i Laurentiusa Bolhagena — ludzi z różnych warstw społecznych, których połączyło wspólne marzenie o nowym Gdańsku¹³.
Widok głów spadających z pnia na Długim Targu musiał wywrzeć na gdańszczanach wstrząsające wrażenie. Zygmunt I doskonale wiedział, co robi — egzekucja publiczna w centrum miasta była nie tylko karą, ale przede wszystkim ostrzeżeniem. Przekaz był jasny: bunt przeciwko ustalonemu porządkowi — religijnemu czy politycznemu — spotyka się z najsurowszą karą.
Jednak — i tu leży paradoks królewskiej interwencji — Zygmunt I, mimo całej swojej surowości, nie zdołał wykorzenić reformacji z Gdańska. Mógł stracić przywódców, mógł przywrócić formalny porządek, mógł wygnać kaznodziejów — ale nie mógł zmienić tego, co wydarzyło się w sercach i umysłach tysięcy gdańszczan. Reformacja nie umarła — jedynie zeszła do podziemia, by powrócić w formie bardziej uporządkowanej, mniej gwałtownej i — ostatecznie — trwałej.
Cieślak celnie podsumowywał ten okres, pisząc, że rok 1525 stanowił w dziejach gdańskiej reformacji zarówno punkt kulminacyjny, jak i punkt zwrotny. Gwałtowna faza się zakończyła, ale proces, który za nią stał, był nieodwracalny. Pytanie brzmiało już nie „czy”, lecz „kiedy” i „w jakiej formie” Gdańsk stanie się miastem protestanckim¹⁴.