6.1. Trzydzieści lat w cieniu kompromisu
6.1. Trzydzieści lat w cieniu kompromisu
Trzy dekady dzielące klęskę Pfaffensturmu od oficjalnego wprowadzenia ustroju luterańskiego w Gdańsku były okresem, który wymyka się prostym opisom. Nie był to ani triumf katolicyzmu — bo katolicyzm formalnie przywrócony przez Zygmunta I stawał się coraz bardziej pustą fasadą — ani triumf reformacji — bo reformacja działała w warunkach ograniczonej legalności, w cieniu królewskiego gniewu. Był to okres swoistego zawieszenia, w którym to, co oficjalne, coraz bardziej rozmijało się z tym, co rzeczywiste — i w którym powolna, cierpliwa praca oddolna przygotowywała grunt pod ostateczne zwycięstwo.
Po pacyfikacji z 1526 roku rada miejska oficjalnie podtrzymywała wierność katolicyzmowi. W kościołach odprawiano msze łacińskie — przynajmniej w teorii — duchowieństwo katolickie zachowywało swoje beneficja, a oficjał biskupi sprawował jurysdykcję kościelną. Jednak pod fasadą katolickiego porządku toczyło się intensywne życie reformacyjne. Cieślak podkreślał, że reforma „weszła w podziemie” w sensie instytucjonalnym, ale nie w sensie społecznym: gdańszczanie nadal czytali Biblię po niemiecku, nadal uczestniczyli w prywatnych nabożeństwach luterańskich odprawianych w domach kupieckich i w izbach cechowych, nadal wysyłali swoich synów na studia do Wittenbergi i Królewca¹⁵.
Kluczową rolę w podtrzymywaniu reformacyjnego żaru odgrywały cechy rzemieślnicze. Ich domy cechowe stały się nieformalnymi kaplicami, w których odprawiano nabożeństwa luterańskie — poza zasięgiem oficjalnego nadzoru kościelnego. Mistrzowie cechowi, którzy potrafili czytać i pisać, stawali się liderami lokalnych wspólnot luterańskich, prowadzącymi studia biblijne, organizującymi nauczanie katechizmowe i utrzymującymi kontakty z ośrodkami reformacyjnymi w Rzeszy i Prusach Książęcych.