Rozdział 13: Pruskie państwo wyznaniowe (1772-1815)
Rozdział 13: Pruskie państwo wyznaniowe (1772-1815)
Nowy porządek: Prusy Królewskie stają się Prusy Zachodnie
Pierwszy rozbiór Polski, dokonany w 1772 roku, zmienił bieg dziejów Pomorza Gdańskiego w sposób fundamentalny i nieodwracalny. Terytorium, które przez trzy stulecia stanowiło integralną część Rzeczypospolitej Obojga Narodów — wielonarodowego, wielowyznaniowego i zdecentralizowanego państwa, w którym Kościoły protestanckie cieszyły się szeroką autonomią pod warunkiem lojalności wobec katolickiego monarchy — zostało wcielone do Królestwa Prus, państwa o zupełnie innym charakterze: centralistycznego, biurokratycznego, militarystycznego, w którym luterański protestantyzm pełnił funkcję quasi-religii państwowej, a król pruski był jednocześnie najwyższym zwierzchnikiem Kościoła ewangelickiego.
Trzeba podkreślić, że sam Gdańsk nie został włączony do Prus w wyniku pierwszego rozbioru — miasto zachowało formalną niezależność aż do drugiego rozbioru w 1793 roku. Ale okoliczne tereny — Żuławy, Powiśle, znaczna część Kaszub — znalazły się pod pruskim panowaniem już w 1772 roku, tworząc nową prowincję: Prusy Zachodnie (Westpreußen), ze stolicą w Kwidzynie (Marienwerder). Dla protestanckich mieszkańców tych ziem zmiana ta przyniosła pozorną korzyść: po raz pierwszy w historii należeli do państwa, którego władca i większość mieszkańców wyznawali tę samą wiarę co oni. Ale rzeczywistość okazała się znacznie bardziej skomplikowana, niż mogły sugerować proste konfesyjne kalkulacje.
Edmund Cieślak, najwybitniejszy historyk dziejów Gdańska w XX wieku, celnie pisał o „paradoksie pruskim”: protestanci pomorscy, którzy pod polskim panowaniem cieszyli się daleko idącą autonomią kościelną — sami wybierali pastorów, sami zarządzali majątkiem kościelnym, sami kształtowali liturgię — pod panowaniem protestanckiego króla pruskiego tę autonomię w znacznej mierze utracili. Pruskie państwo nie zamierzało bowiem pozostawić Kościołom protestanckim swobody, do której przywykły w warunkach polskiej tolerancji. Przeciwnie — dążyło do pełnej kontroli nad życiem kościelnym, widząc w Kościele nie autonomiczną wspólnotę wiernych, lecz narzędzie budowania lojalności wobec państwa i dynastii Hohenzollernów.
Inkorporacja kościelna: konsystorz i superintendent generalny
Najważniejszą zmianą instytucjonalną było zastąpienie dotychczasowych, samorządnych struktur kościelnych — w Gdańsku superintendent odpowiedzialny przed radą miejską, na wsi patronat ziemski powiązany z polskim systemem prawnym — pruskim aparatem administracji kościelnej. Dekretem z 10 lipca 1816 roku powołano Królewski Konsystorz Ewangelicki w Gdańsku (Königliches Konsistorium zu Danzig), państwowy urząd do spraw kościelnych, bezpośrednio podlegający ministerstwu wyznań w Berlinie. Konsystorz mianował superintendentów, zatwierdzał pastorów, kontrolował programy nauczania w szkołach parafialnych, nadzorował finanse kościelne, wizytował parafie — jednym słowem, sprawował nad Kościołem protestanckim kontrolę, o jakiej polscy królowie nigdy nawet nie marzyli.
Co charakterystyczne, przewodniczącym konsystorza nie był duchowny, lecz urzędnik świecki — prezydent rejencji gdańskiej, który jednocześnie sprawował nadzór nad szkolnictwem. Ta symbioza władzy kościelnej i administracyjnej była typowa dla pruskiego modelu relacji państwo-Kościół: Kościół ewangelicki nie był partnerem państwa, lecz jego instrumentem, departamentem wychowania moralnego obywateli, który miał kształtować poddanych lojalnych, pracowitych i posłusznych.
Urząd superintendenta generalnego (Generalsuperintendent) dla Prus Zachodnich nie powstał od razu — dopiero w 1883 roku powołano odrębnego superintendenta generalnego dla prowincji zachodniopruskiej, a do tego czasu sprawy duchowe Pomorza podlegały superintendentowi generalnemu rezydującemu w Królewcu. To opóźnienie samo w sobie było symptomatyczne: Berlin postrzegał Prusy Zachodnie nie jako odrębny region o własnej tradycji kościelnej, lecz jako peryferie, które należy administracyjnie przyłączyć do istniejących struktur. Dopiero w 1886 roku, gdy reaktywowano prowincję kościelną Prus Zachodnich i przywrócono Królewski Konsystorz w Gdańsku, region zyskał pełną autonomię administracyjną w ramach Ewangelickiego Kościoła Unii Staropruskiej.
Dla gdańskich luteranów, przyzwyczajonych do szerokiej autonomii, zmiana ta była bolesna. Cieślak podkreślał, że utrata kościelnej samorządności była odczuwana przez gdańszczan niemal równie dotkliwie jak utrata autonomii politycznej — bo obie te sfery były ze sobą ściśle powiązane od czasu Ordinatio Ecclesiastica z 1557 roku. Pastor gdański, który dotychczas był mianowany przez radę miejską i odpowiadał przed nią, teraz podlegał urzędnikowi w Berlinie, który nigdy nie postawił nogi w Gdańsku. Superintendent, który dotychczas był „pierwszym wśród równych” — wybierany przez kolegium pastorów — teraz był mianowańcem pruskiego ministra, odpowiedzialnym nie przed wiernymi, lecz przed królem.
Duchowy i kulturalny wymiar zmiany
Zmiana suwerena miała jednak konsekwencje wykraczające daleko poza sferę instytucjonalną. Pruskie panowanie przyniosło protestantom Pomorza Gdańskiego nową tożsamość — tożsamość obywateli państwa, które definiowało się przez protestantyzm. W Rzeczypospolitej bycie protestantem oznaczało bycie mniejszością — wprawdzie tolerowaną, chronioną prawem, ale mimo wszystko mniejszością w katolickim otoczeniu. W Prusach protestantyzm stawał się wyznaniem dominującym, wyznaniem władcy i elity, wyznaniem, które nadawało ton kulturze publicznej.
Ta zmiana miała głębokie konsekwencje psychologiczne. Protestanci pomorscy — którzy przez wieki musieli negocjować swoje prawa, bronić swoich kościołów, uzasadniać swoją obecność w katolickim państwie — mogli teraz odetchnąć z ulgą. Ale ta ulga miała swoją cenę: w miarę jak protestantyzm stawał się religią władzy, tracił coś z tej oddolnej energii, z tego ducha samorządności i niezależności, który charakteryzował go w warunkach polskiej Rzeczypospolitej.
Kulturalnie zmiana była nie mniej istotna. Pruskie państwo promowało język niemiecki jako jedyny język administracji, sądownictwa i — stopniowo — Kościoła. Dla niemieckojęzycznych luteranów Gdańska i Żuław nie stanowiło to problemu. Ale dla Kaszubów ewangelickich — tej specyficznej, małej grupy protestantów posługujących się językiem słowiańskim — pruska polityka językowa oznaczała początek końca. Nabożeństwa, które dotychczas odprawiano po kaszubsku lub po polsku, miały być teraz prowadzone wyłącznie po niemiecku. Kaszubski katechizm, kaszubskie pieśni kościelne, kaszubska tradycja religijna — wszystko to pruskie władze traktowały jako anachronizm, który należy jak najszybciej wyeliminować w imię postępu i unifikacji.
Tadeusz Nowak, badacz dziejów reformacji na Pomorzu, zwracał uwagę na jeszcze jeden aspekt zmiany: edukacyjny. Pruskie państwo wprowadzało obowiązkowe szkolnictwo powszechne — co z jednej strony eliminowało analfabetyzm, ale z drugiej strony służyło jako potężne narzędzie germanizacji. Szkoły parafialne, dotychczas prowadzone przez pastorów z pewną swobodą programową, teraz podlegały ścisłemu nadzorowi państwowemu. Podręczniki, programy nauczania, język instrukcji — wszystko było regulowane z Berlina. Pastor wiejski, który dotychczas był jednocześnie nauczycielem i kimś w rodzaju lokalnego intelektualisty, teraz stawał się jedynie wykonawcą dyrektyw ministerialnych.
Gdańsk pod pruskim panowaniem (1793-1807)
Gdy w 1793 roku, w wyniku drugiego rozbioru, sam Gdańsk został wcielony do Prus, szok był jeszcze większy niż na terenach przyłączonych dwadzieścia lat wcześniej. Gdańsk — miasto, które przez wieki cieszyło się autonomią porównywalną z wolnymi miastami Rzeszy, miasto, które miało własne prawo, własną monetę, własną politykę zagraniczną — stało się teraz zwykłym miastem prowincjonalnym w pruskim systemie administracyjnym. Rada miejska — od wieków najwyższa władza w mieście, patron kościołów, opiekun szkolnictwa, gwarant porządku religijnego — została zredukowana do roli samorządu lokalnego z ograniczonymi kompetencjami.
Kościoły gdańskie — te wspaniałe gotyckie świątynie, które przez dwa i pół stulecia były symbolami luterańskiej tożsamości miasta — zostały włączone do pruskiego systemu kościelnego. Superintendent gdański, dotychczas wybierany przez kolegium pastorów i zatwierdzany przez radę miejską, teraz był mianowany przez króla. Majątek kościelny — fundacje, legaty, nieruchomości gromadzone przez pokolenia gdańskich patrycjuszy — został objęty państwowym nadzorem.
Krótkotrwałym epizodem było istnienie Wolnego Miasta Gdańska w latach 1807-1814, utworzonego na mocy traktatu z Tylży pod protektoratem Napoleona. W tym okresie Kościoły gdańskie odzyskały na chwilę pewną autonomię — ale był to okres wojen, epidemii i ekonomicznej ruiny, który nie sprzyjał rozkwitowi życia kościelnego. Po upadku Napoleona Gdańsk wrócił pod pruskie panowanie, tym razem ostatecznie.
Epoka oświecenia a protestantyzm pomorski
Przełom XVIII i XIX wieku był dla protestantyzmu pomorskiego nie tylko okresem zmian politycznych, ale także głębokiej transformacji intelektualnej. Oświecenie — z jego racjonalizmem, krytycyzmem wobec tradycji i wiarą w postęp — przenikało do Kościołów protestanckich, zmieniając oblicze teologii, kazań i pobożności. Kaznodzieje gdańscy, kształceni na uniwersytetach pruskich i niemieckich, coraz częściej głosili „rozsądną religię” (vernünftige Religion), daleko odbiegającą od gorliwego luteranizmu XVII-wiecznych ortodoksów.
Racjonalistyczna teologia oświeceniowa — z jej sceptycyzmem wobec cudów, dosłownego rozumienia Biblii i tradycyjnej dogmatyki — budziła jednak opór wśród prostych wiernych, zwłaszcza na wsi. Żuławski chłop, którego pobożność kształtowały pokolenia luterańskiej ortodoksji — Katechizm Mały Lutra, pieśni kościelne Pawła Gerhardta, wiara w realną obecność Chrystusa w Eucharystii — słuchał z niepokojem, gdy jego pastor zaczynał mówić o Biblii jako „zbiorze mądrości moralnych” i o Jezusie jako „nauczycielu cnoty”. Ten rozziew między oświeconą teologią pastorów a tradycyjną pobożnością wiernych miał się ujawnić z całą mocą w czasie kontrowersji wokół Unii Pruskiej.
Unia Pruska 1817: przymusowe połączenie luteran i kalwinistów
Najbardziej kontrowersyjną i najbardziej brzemienną w skutki decyzją w dziejach pruskiego protestantyzmu była Unia Pruska (Preußische Union), ogłoszona 27 września 1817 roku przez króla Fryderyka Wilhelma III. W trzechsetną rocznicę wystąpienia Marcina Lutra — 31 października 1817 roku — odprawiono pierwsze wspólne nabożeństwo luteranów i kalwinistów, symbolicznie inaugurujące nowy Ewangelicki Kościół Unii (Evangelische Kirche der altpreußischen Union).
Motywacje króla były złożone. Częściowo religijne — Fryderyk Wilhelm III, sam wychowany w tradycji reformowanej (kalwińskiej), szczerze wierzył, że podział protestantyzmu na zwalczające się konfesje jest skandalem, który trzeba przezwyciężyć. Częściowo osobiste — małżeństwo króla z luterańską księżniczką Luizą Meklemburską uwrażliwiło go na różnice między wyznaniami. Ale w głównej mierze motywacje były polityczne: zjednoczone Prusy potrzebowały zjednoczonego Kościoła, który byłby instrumentem integracji państwowej, a nie źródłem podziałów.
Na pozór unia była gestem pojednania — przezwyciężeniem podziałów, które od XVI wieku dzieliły protestantyzm na zwalczające się frakcje. W praktyce jednak oznaczała narzucenie odgórnie nowej liturgii, nowego katechizmu i nowej tożsamości wyznaniowej wspólnotom, które przez trzysta lat kształtowały swoją odrębną tradycję. Dla luteranów szczególnie bolesne było to, co postrzegali jako „kalwinizację” liturgii — ograniczenie elementów ceremonialnych, które luteranizm zachował z tradycji katolickiej: szat liturgicznych, krucyfiksu na ołtarzu, elementów śpiewanej liturgii, na rzecz kalwińskiej prostoty i surowości.
Król narzucił zunifikowaną agendę (porządek nabożeństwa), wprowadzoną od 1822 roku, która zawierała nową liturgię i nowy ubiór duchownych. Dla luteranów, którzy wierzyli w realną obecność ciała i krwi Chrystusa w Eucharystii (a nie jedynie w symboliczne ich znaczenie, jak kalwiniści), wspólna komunia z reformowanymi była nie kwestią formy, lecz istoty wiary. Zmuszanie ich do rezygnacji z luterańskiej formuły konsekracyjnej na rzecz kompromisowej formuły unijnej było postrzegane jako gwałt na sumieniu.
Opór: staroluceranie (Altlutheraner)
Opór przeciwko Unii Pruskiej przyjął formę ruchu staroluterańskiego (Altlutheraner), który na Pomorzu Gdańskim — gdzie tradycja luterańska była szczególnie głęboko zakorzeniona, sięgając korzeniami Ordinatio Ecclesiastica z 1557 roku — znalazł wielu zwolenników. Staroluceranie odmawiali uczęszczania na nabożeństwa w kościołach unijnych, organizowali własne, nielegalne nabożeństwa w domach prywatnych, w stodołach, w lasach — i żądali od władz pruskich prawa do zachowania odrębnej tożsamości wyznaniowej.
Państwo pruskie reagowało represjami: pastorów aresztowano i więziono, zbory rozwiązywano siłą, uczestników tajnych nabożeństw karano grzywnami, a niekiedy konfiskowano im majątek. Represje te — paradoksalnie, jak to często bywa w dziejach prześladowań religijnych — wzmacniały opór i radykalizowały starolucerów, czyniąc z nich męczenników za wiarę w oczach współwyznawców.
Część starolucerów podjęła dramatyczną decyzję o emigracji. W latach trzydziestych i czterdziestych XIX wieku grupy starolucerów z Pomorza, Śląska i Brandenburgii wyemigrowały do Ameryki Północnej — głównie do stanu Missouri, gdzie w 1847 roku pastor C. F. W. Walther założył Synod Missouri (Lutheran Church — Missouri Synod), do dziś jedną z największych i najbardziej konserwatywnych denominacji luterańskich w Stanach Zjednoczonych, liczącą ponad dwa miliony członków. Inni emigrowali do Australii Południowej, gdzie założyli osady, które przetrwały do dnia dzisiejszego. Wśród emigrantów do Missouri znaczny odsetek stanowili przybysze z Prus Zachodnich, z okolic Gdańska i Elbląga — ludzie, którzy woleli opuścić ojczyznę, niż zrezygnować z luterańskiej liturgii swoich przodków.
Ci staroluceranie, którzy pozostali na Pomorzu, uzyskali w końcu w 1845 roku prawo do tworzenia odrębnych parafii staroluterańskich — ale za cenę całkowitej rezygnacji z majątku kościelnego, który przeszedł na Kościół unijny. Na Pomorzu Gdańskim powstało kilka takich parafii: niewielkich liczebnie, ale żarliwie przywiązanych do tradycji konfesyjnego luteranizmu, ze swoimi własnymi kościołami, swoimi pastorami, swoją tożsamością — wyspami ortodoksji luterańskiej w morzu pruskiego unizmu.
Mennonici wobec pruskiego porządku
Specyficzna sytuacja mennonitów żuławskich w nowym porządku pruskim zasługuje na osobne omówienie, bo ich doświadczenie radykalnie różniło się od doświadczenia luteranów i kalwinistów. Mennonici — ta zamknięta, samorządna wspólnota pacyfistów, która przez dwa wieki korzystała z polskiej tolerancji — stanęli wobec państwa, które tolerancji nie znało i nie rozumiało.
Pruskie państwo nie mogło zaakceptować społeczności, która odmawia służby wojskowej — a mennonici odmawiali bezwarunkowo, powołując się na Kazanie na Górze i na czterysta lat tradycji pacyfistycznej. W Rzeczypospolitej rozwiązywano ten problem pragmatycznie: mennonici płacili specjalny podatek zastępczy i zachowywali wolność sumienia. Prusy Fryderyka Wielkiego — państwo wojskowe par excellence, w którym każdy poddany był potencjalnym żołnierzem — traktowały odmowę służby wojskowej jako akt nielojalności graniczący z zdradą.
Początkowo — za Fryderyka II, który cenił mennonitów jako doskonałych rolników podnoszących wartość ziemi — stosowano rozwiązanie kompromisowe: mennonici płacili wysoki podatek zastępczy i byli zwolnieni ze służby osobistej. Ale z każdym pokoleniem presja rosła. Edykty z 1774 i 1789 roku zabraniały mennonitom nabywania nowej ziemi (by ograniczyć ekspansję społeczności, która nie dostarczała rekrutów), a z biegiem lat warunki stawały się coraz bardziej restrykcyjne.
Ten narastający nacisk doprowadził do pierwszej fali emigracji mennonitów żuławskich — paradoksalnie nie na zachód, lecz na wschód. W latach 1789-1804 kilkaset rodzin mennonickich z Żuław wyemigrowało do Rosji, na zaproszenie carycy Katarzyny II, która oferowała im wolną ziemię na Ukrainie, zwolnienie ze służby wojskowej i pełną autonomię wewnętrzną. Kolonie mennonickie na Ukrainie — Chortitza, Molotschna — stały się prosperującymi osadami, zachowującymi język, wiarę i obyczaje przywiezione z Żuław. Ich potomkowie żyją dziś w Kanadzie, Paragwaju i Niemczech — ale wielu z nich pamięta, że ich korzenie sięgają nad Wisłę, na Żuławy, do wsi o nazwach Tiegenhagen, Ladekopp i Orlofferfelde.
Peter Klassen, historyk mennonitów żuławskich, opisywał tę emigrację jako „drugie wygnanie” — po pierwszym, z Niderlandów w XVI wieku, przyszło drugie, z Żuław w XVIII. I w obu przypadkach przyczyną był ten sam fundamentalny konflikt: między pacyfistycznym sumieniem a wymogami militarystycznego państwa.
Szkoły pruskie a kwestia językowa w Kościele
Problem języka w Kościele protestanckim na Pomorzu pod pruskim panowaniem był jednym z najbardziej palących i najbardziej delikatnych zagadnień — bo dotykał kwestii tożsamości, a tożsamość to nie abstrakcja, lecz materia, z której utkane jest ludzkie poczucie przynależności.
W Gdańsku — mieście niemieckojęzycznym od wieków — problem nie istniał: nabożeństwa odprawiano po niemiecku, jak zawsze. Ale na wsi — zwłaszcza na terenach zamieszkanych przez ludność polskojęzyczną lub kaszubskojęzyczną — sytuacja była inna. Od XVI wieku w niektórych parafiach odprawiano nabożeństwa po polsku: w kościele św. Katarzyny w Gdańsku, w kościele św. Trójcy, a na wsiach — tam, gdzie wierni mówili po polsku lub po kaszubsku. Ta praktyka — naturalna w wielojęzycznej Rzeczypospolitej — stawała się problematyczna w jednojęzycznych Prusach.
Pruska administracja kościelna dążyła do uniformizacji językowej — co w praktyce oznaczało germanizację. Nabożeństwa polskie stopniowo ograniczano, a potem eliminowano. Szkoły parafialne — które pod polskim panowaniem uczyły niekiedy po polsku lub po kaszubsku — pod pruskim rządem nauczały wyłącznie po niemiecku. Katechizm Lutra, dotychczas dostępny po polsku i po kaszubsku, wypierany był przez niemieckie wydanie. Pieśni kościelne, dotychczas śpiewane w różnych językach, standaryzowano na język niemiecki.
Ten proces — celowy i systematyczny, choć nie zawsze brutalny — był jednym z najskuteczniejszych narzędzi germanizacji, bo dotykał sfery najintymniejszej: relacji człowieka z Bogiem. Gdy Kaszub ewangelicki nie mógł modlić się w swoim języku, nie mógł śpiewać kaszubskich pieśni w kościele, nie mógł słuchać kazania po kaszubsku — tracił więź nie tylko z językiem przodków, ale z samą ich wiarą, wyrażoną w tym języku. Germanizacja przez Kościół była tym bardziej skuteczna, że nie wymagała przymusu: wystarczyło, że kościół oferował wszystko po niemiecku, a nic po kaszubsku — i nowe pokolenie samo przyjmowało język, w którym oferowano mu Boga.
Odrodzenie pietystyczne i nowe ruchy religijne
Przełom XVIII i XIX wieku na Pomorzu Gdańskim nie był wyłącznie okresem instytucjonalnych zmian i politycznych wstrząsów. W życiu religijnym toczyły się procesy głębsze — procesy duchowe, które kształtowały pobożność i tożsamość protestantów pomorskich na pokolenia.
Pietyzm — ruch odnowy religijnej, który narodził się w XVII-wiecznych Niemczech z inicjatywy Filipa Jakoba Spenera i Augusta Hermanna Franckego — docierał na Pomorze Gdańskie z pewnym opóźnieniem, ale z dużą siłą oddziaływania. Pietyści podkreślali osobiste doświadczenie wiary, wewnętrzną pobożność, lekturę Biblii w gronie domowym, praktykowanie miłości bliźniego — w kontraście z formalizmem ortodoksyjnego luteranizmu i racjonalizmem oświeceniowej teologii. Na Pomorzu pietyzm znalazł podatny grunt zwłaszcza wśród wiernych niezadowolonych z oświeceniowego „ochłodzenia” wiary — tych, którzy tęsknili za ciepłem osobistej relacji z Bogiem, za emocjonalnym przeżywaniem nabożeństwa, za wspólnotą braci i sióstr w wierze.
Pietystyczne „godziny budowania” (Erbauungsstunden) — spotkania modlitewne w domach prywatnych, prowadzone nie przez pastorów, lecz przez świeckich — rozprzestrzeniały się po żuławskich wsiach i gdańskich kamienicach. Dla pruskich władz kościelnych, dążących do uniformizacji i kontroli, te nieformalne spotkania religijne były podejrzane — bo wymykały się kościelnej hierarchii, bo pozwalały na spontaniczność, bo dawały głos świeckim (a nawet kobietom!), bo tworzyły wspólnoty, które nie podlegały konsystorskiemu nadzorowi.
Na Pomorzu pietyzm przenikał się z ruchami herrnhuckim (braci morawskich) i ewangelizacyjnym, tworząc specyficzną mozaikę nurtów, które łączyła wspólna tęsknota za głębszą, bardziej osobistą wiarą. Horst Penner dokumentował, jak wśród mennonitów żuławskich — tradycyjnie zamkniętych wobec zewnętrznych wpływów — pietystyczne idee torują drogę nowym formom pobożności: intensywniejszemu czytaniu Biblii, regularnym modlitwom w kręgu domowym, większemu naciskowi na osobiste nawrócenie. Te wpływy miały z czasem przyczynić się do erozji tradycyjnej mennonickiej tożsamości i zbliżenia mennonitów do dominującego luteranizmu.
Nowe struktury, nowa pobożność
Mimo kontrowersji wokół Unii, pruski system kościelny miał również swoje zalety — zalety, których sprawiedliwość historyczna każe nie pomijać. Pruska administracja kościelna, ze swoją biurokratyczną skrupulatnością, wprowadziła porządek w dziedzinach, które dotychczas były zaniedbane. Regularne wizytacje parafialne — przeprowadzane przez superintendentów według jednolitych formularzy — ujawniały zaniedbania, wymuszały remonty kościołów, podnoszenie poziomu kazań, poprawę nauczania w szkołach parafialnych.
System kształcenia duchownych został zunifikowany i podniesiony na wyższy poziom. Kandydaci na pastorów musieli ukończyć studia teologiczne na jednym z pruskich uniwersytetów — w Berlinie, Królewcu, Halle, Wrocławiu — i zdać egzaminy państwowe. Pruski pastor drugiej ćwierci XIX wieku był z reguły lepiej wykształcony niż jego poprzednik z epoki polskiej — choć można dyskutować, czy to lepsze wykształcenie zawsze szło w parze z głębszą wiarą.
System opieki społecznej — tradycyjnie powiązany z Kościołem protestanckim — został rozwinięty i zinstytucjonalizowany. Diakonaty, szpitale, domy opieki, sierocińce — prowadzone przez kościelne fundacje, ale nadzorowane przez państwo — tworzyły sieć instytucji socjalnych, która na tle ówczesnej Europy była jedną z najbardziej rozwiniętych. W szczególności ruch diakonisek — kobiet, które poświęcały się pracy charytatywnej w ramach kościelnych — odgrywał na Pomorzu ważną rolę, prowadząc szpitale, przedszkola i domy starców.
Kobiety w Kościele protestanckim XIX wieku
Rola kobiet w protestanckim życiu kościelnym na Pomorzu Gdańskim XIX wieku zasługuje na osobne omówienie — tym bardziej, że jest to temat dotąd zaniedbany w literaturze naukowej. W luterańskiej tradycji kobieta nie mogła pełnić urzędu duchownego (ordynacja kobiet w polskim Kościele Ewangelicko-Augsburskim została wprowadzona dopiero w 2022 roku), ale jej rola w życiu parafialnym wykraczała daleko poza bierny udział w nabożeństwach.
Diakonise — kobiety konsekrowane do służby charytatywnej, żyjące we wspólnocie, poddane regule klasztornej, ale nie składające wieczystych ślubów — stanowiły najbardziej widoczną formę kobiecego zaangażowania w Kościele protestanckim. Na Pomorzu Gdańskim działały liczne domy diakonisek, prowadzące szpitale, przedszkola, domy starców, sierocińce. Diakonisa — w szarym lub granatowym habicie, z białym czepkiem — była postacią rozpoznawalną i szanowaną: łączyła w sobie powołanie religijne z profesjonalizmem medycznym lub pedagogicznym, stanowiąc swoistą „matkę” wspólnoty parafialnej.
Poza diakonisami, kobiety angażowały się w Kościele przez stowarzyszenia: Frauenverein (stowarzyszenie kobiet), Missionverein (stowarzyszenie misyjne), Bibelkreis (koło biblijne). Stowarzyszenia te organizowały bazary dobroczynne, wizyty u chorych, przygotowanie pogrzebów, zbiórki pieniędzy na cele misyjne, a także — co może mniej oczywiste — były miejscem socjalizacji: w społeczeństwie, w którym kobieta miała ograniczone możliwości działania poza domem, kościelne stowarzyszenie było jednym z nielicznych przestrzeni, gdzie mogła spotkać inne kobiety, porozmawiać, wymienić doświadczenia, poczuć się częścią wspólnoty większej niż rodzina.
Żona pastora (Pfarrfrau) pełniła specyficzną, nieformalną, ale niezwykle ważną rolę. Była „drugą połową” pastora nie tylko w sensie małżeńskim, ale także duszpasterskim: odwiedzała chore parafianki, pomagała w przygotowaniu nabożeństw, organizowała życie domu parafialnego, który na Pomorzu — zwłaszcza na wsi — pełnił funkcję swoistego centrum społecznego. Dobra Pfarrfrau mogła uczynić z parafii wspólnotę; zła — mogła ją rozbić. Wizytacje kościelne niekiedy odnotowywały rolę żony pastora — pozytywnie lub negatywnie — co świadczy o tym, że jej znaczenie było doceniane także oficjalnie.
Rewolucja 1848 roku a kwestia kościelna
Wiosna Ludów z 1848 roku — ta wielka fala rewolucyjna, która wstrząsnęła Europą od Paryża po Budapeszt — nie ominęła Pomorza Gdańskiego, choć jej przebieg był tu mniej dramatyczny niż w Berlinie czy Wiedniu. Dla protestantyzmu pomorskiego rewolucja miała znaczenie pośrednie, ale istotne: zakwestionowała bowiem cały dotychczasowy porządek, w tym porządek kościelny.
W Gdańsku — gdzie tradycje miejskiej samorządności były głęboko zakorzenione — pojawiły się głosy domagające się demokratyzacji Kościoła: wyboru pastorów przez wiernych, a nie przez konsystorz; synodu krajowego z realną władzą, a nie jedynie doradczą; prawa gmin parafialnych do samodzielnego zarządzania swoim majątkiem. Te postulaty — w gruncie rzeczy powrót do zasad Ordinatio Ecclesiastica z 1557 roku, zniszczonej przez pruski centralizm — zyskały poparcie znacznej części duchowieństwa i wiernych.
Konstytucja pruska z 5 grudnia 1848 roku (zrewidowana w 1850) zawierała artykuły gwarantujące wolność wyznania i autonomię wewnętrzną związków religijnych. W praktyce jednak te gwarancje pozostały w dużej mierze na papierze: po stłumieniu rewolucji pruska biurokracja powróciła do swoich nawyków, a kontrola państwa nad Kościołem — choć nieco osłabiona — nie została fundamentalnie podważona. Mimo to okres porewolucyjny przyniósł pewne zmiany: wzmocnienie organów synodalnych, większy udział świeckich w zarządzaniu parafiami, liberalizację prawa kościelnego. Były to zmiany ewolucyjne, nie rewolucyjne — ale ich znaczenie dla modernizacji protestantyzmu na Pomorzu trudno przecenić.
Żuławy pod pruskim zarządem: melioracja i przebudowa krajobrazu
Pruski zarząd nad Żuławami — rozpoczęty po pierwszym rozbiorze w 1772 roku — przyniósł temu regionowi przemiany, które zmieniły nie tylko strukturę administracyjną, ale dosłownie kształt krajobrazu. Prusacy — z ich inżynieryjnym podejściem do wszystkiego — podjęli wielkie prace melioracyjne: rozbudowę systemu grobli, budowę nowych kanałów odwadniających, instalację maszyn parowych do odpompowywania wody. Te prace — kontynuujące i rozwijające dzieło mennonickich osadników z XVI i XVII wieku — pozwoliły na zagospodarowanie nowych terenów, dotychczas zbyt podmokłych na uprawę.
Dla Kościoła protestanckiego konsekwencje tych prac były bezpośrednie: nowe osady wymagały nowych parafii, nowych kościołów, nowych pastorów. System patronatu kościelnego — powiązany z własnością ziemską — został zreorganizowany: państwo pruskie, jako właściciel domen królewskich na Żuławach, stawało się jednocześnie patronem dziesiątek parafii wiejskich, z obowiązkiem utrzymywania budynków kościelnych, płacenia pastorów i zapewniania nauczania religii w szkołach.
Nowe kościoły budowane na Żuławach w XIX wieku — w stylu klasycystycznym, potem neogotyku ceglanego — różniły się od swoich średniowiecznych poprzedników solidnością konstrukcji i uniformizacją planu. Pruski urząd budowlany (Bauamt) dostarczał typowe projekty, które powtarzały się z niewielkimi modyfikacjami w dziesiątkach miejscowości. Te „typowe” kościoły — prostokątna nawa, wieża na osi, galerja na trzech stronach, centralnie umieszczona ambona — stanowiły architektoniczny wyraz pruskiego porządku: racjonalnego, systematycznego, pozbawionego indywidualnych fantazji, ale solidnego i funkcjonalnego.
Życie muzyczne i artystyczne kościołów
Kościoły protestanckie na Pomorzu Gdańskim były w XIX wieku nie tylko instytucjami religijnymi, ale także — i to w stopniu większym niż kościoły katolickie — ośrodkami kultury muzycznej. Tradycja luterańskiej muzyki kościelnej — sięgająca samego Lutra, który pisał hymny i cenił muzykę jako „dar Boży, bliski teologii” — była na Pomorzu szczególnie żywa.
Organy kościelne — te wspaniałe instrumenty, budowane przez renomowanych organmistrzów z Rzeszy i z Gdańska — stanowiły centralny element protestanckiej liturgii. W XIX wieku wiele kościołów pomorskich zyskało nowe lub gruntownie przebudowane organy, odpowiadające ówczesnym standardom romantycznego brzmienia: pełniejsze, cieplejsze, bardziej złożone niż barokowe instrumenty poprzedniej epoki. Firmy organmistrzowskie z Gdańska i Elbląga — takie jak Wittek, Grüneberg, Sauer — budowały instrumenty, które do dziś (te, które przetrwały wojnę) zachwycają muzyków brzmieniem.
Chóry kościelne — „Kirchenchöre” — kultywowały tradycję wielogłosowego śpiewu sakralnego. Repertuar obejmował utwory od Bacha i Schütza po współczesnych kompozytorów romantycznych: Mendelssohna, Brahmsa, Rheinbergera. Wielkie oratoria — „Mesjasz” Händla, „Pasja wg św. Mateusza” Bacha, „Eliasz” Mendelssohna — wykonywano w gdańskich kościołach przy szczególnych okazjach: Bożego Narodzenia, Wielkanocy, Święta Reformacji. Te koncerty — łączące funkcję religijną z artystyczną — przyciągały tłumy, przekraczające granice wyznaniowe i społeczne.
Tradycja luterańskiego hymnu — pieśni kościelnej śpiewanej przez całe zgromadzenie, nie tylko przez chór — stanowiła najbardziej demokratyczny element protestanckiej liturgii. Śpiewnik kościelny (Gesangbuch) był — obok Biblii i Katechizmu Małego — najważniejszą księgą w domu każdego protestanta. Pieśni Pawła Gerhardta, Martina Rinkarta, Johanna Crügera — śpiewane przez pokolenia, przekazywane z rodziców na dzieci — kształtowały pobożność, wrażliwość i język pomorskich protestantów. Wiele z tych pieśni — w polskim tłumaczeniu — śpiewa się do dziś w polskich kościołach luterańskich: „Warownym grodem jest nasz Bóg”, „O Głowo pełna krwi i ran” — to dziedzictwo, które przekroczyło granice języka i narodu.