Rozdział 15: Wolne Miasto Gdańsk (1920-1939)
Rozdział 15: Wolne Miasto Gdańsk (1920-1939)
Nowy twór geopolityczny
Traktat wersalski z 28 czerwca 1919 roku stworzył twór geopolityczny bez precedensu w nowożytnej historii Europy: Wolne Miasto Gdańsk (Freie Stadt Danzig) — formalnie niezależne państwo-miasto pod protektoratem Ligi Narodów, oddzielone od Niemiec, ale nieprzywłączone do Polski, z własnym rządem, parlamentem, walutą i flagą, ale z polską kontrolą nad portem, pocztą i reprezentacją dyplomatyczną. Był to twór niestabilny, pełen wewnętrznych sprzeczności, skazany — jak pokazała historia — na krótki żywot. Ale dla protestanckiego Kościoła w Gdańsku ta nowa sytuacja oznaczała wyzwanie organizacyjne o skali niespotykanej od czasów reformacji.
Dotychczasowe powiązania z pruskim — a od 1871 roku ogólnoniemieckim — systemem kościelnym zostały zerwane jednym pociągnięciem dyplomatycznego pióra. Gdańsk przestał być miastem prowincjonalnym w pruskim systemie administracyjnym — stał się stolicą suwerennego (przynajmniej na papierze) państwa. A Kościół ewangelicki, dotychczas podległy berlińskiemu konsystorzowi i berlińskiemu ministerstwu wyznań, musiał stworzyć własne struktury, własne prawo kościelne, własny system finansowania — wszystko od podstaw.
Landessynodalverband: autonomiczna struktura kościelna
Rozwiązaniem, które przyjęto, było utworzenie Krajowego Związku Synodalnego Wolnego Miasta Gdańska (Landessynodalverband der Freien Stadt Danzig), który formalnie pozostawał prowincją kościelną Ewangelickiego Kościoła Unii Staropruskiej (EKapU), ale w praktyce cieszył się daleko idącą autonomią. Senat gdański — rząd Wolnego Miasta — nie sprzeciwiał się utrzymaniu transgranicznych więzi kościelnych, rozumiejąc, że Kościół ewangelicki, skupiający przytłaczającą większość ludności, jest zbyt ważną instytucją, by ją antagonizować.
Na czele kościelnej administracji stał Konsystorz Ewangelicki w Gdańsku, a duchowym przywódcą Kościoła był superintendent generalny (Generalsuperintendent). Urząd ten w okresie Wolnego Miasta piastował przez trzynaście lat Paul Kalweit (1867-1944), mianowany 30 września 1921 roku. Kalweit — syn nauczyciela i kantora z wschodniopruskiego Domnau, absolwent teologii na Uniwersytecie Albrechta w Królewcu — był człowiekiem umiarkowanym, lojalnym wobec tradycji Kościoła unijnego, ale jednocześnie otwartym na wyzwania nowej sytuacji politycznej.
Za czasów Kalweita przeprowadzono gruntowną renowację kościoła Mariackiego — tego wspaniałego gotyckiego kolosu, który od XVI wieku stanowił serce protestanckiego Gdańska. Kalweit angażował się także w kształcenie duchownych, w rozwój nowego śpiewnika kościelnego dla Prus Wschodnich oraz w budowanie struktur ewangelickich w nowym państwie polskim, z którego wielu niemieckojęzycznych protestantów trafiło za granicę Wolnego Miasta.
Landessynodalverband obejmował kilka diecezji (później okręgów kościelnych) i skupiał około 220 000 wiernych — co stanowiło około 54,7% ludności Wolnego Miasta według spisu z 1924 roku. Katolicy stanowili 34,5% (140 797 osób), a żydzi — 2,4% (9 239 osób). Te proporcje — choć protestantyzm nadal dominował — były znacząco inne niż w XIX-wiecznych Prusach Zachodnich, co odzwierciedlało zarówno napływ katolickiej ludności polskiej, jak i zmianę granic terytorialnych.
Diakonaty i instytucje charytatywne Wolnego Miasta
Kościół ewangelicki w Wolnym Mieście Gdańsku utrzymywał rozbudowaną sieć instytucji charytatywnych i diakonackich, odziedziczoną po epoce pruskiej i rozbudowywaną w nowych warunkach. Instytucje te — szpitale diakonalne, domy opieki, przedszkola kościelne, noclegownie, kuchnie dla ubogich — stanowiły integralną część protestanckiego „systemu socjalnego”, który funkcjonował równolegle do instytucji państwowych i niekiedy przewyższał je jakością opieki.
Dom diakonisek (Diakonissenhaus) w Gdańsku — prowadzony przez siostry diakonise, kobiety konsekrowane do służby charytatywnej — był jedną z najważniejszych instytucji protestanckich w mieście. Diakonise prowadziły szpital (Diakonissenkrankenhaus), przedszkole, dom starców i szkołę pielęgniarską. W szarych lub granatowych habitach, z białymi czepkami, diakonise były stałym elementem gdańskiego krajobrazu miejskiego — symbolem protestanckiej praktycznej miłości bliźniego, „wiary, która się realizuje w uczynkach” (jak luteranie interpretowali List Jakuba).
Innere Mission (Misja Wewnętrzna) — ogólnoniemiecka organizacja protestanckiej pracy socjalnej, założona przez Johanna Hinricha Wicherna w 1848 roku — miała w Gdańsku swoje oddziały prowadzące działalność na wielu polach: pomoc bezrobotnym (szczególnie w latach Wielkiego Kryzysu, gdy bezrobocie w Gdańsku sięgało dwudziestu procent), opieka nad alkoholikami, praca z więźniami, pomoc dla samotnych matek, doradztwo rodzinne. Działalność ta — prowadzona z motywacji religijnej, ale skierowana do wszystkich potrzebujących niezależnie od wyznania — stanowiła jeden z najbardziej chwalebnych aspektów gdańskiego protestantyzmu: praktyczną realizację ewangelicznego nakazu miłości.
Gustav-Adolf-Verein — stowarzyszenie wspierające protestanckie mniejszości wyznaniowe w krajach katolickich — działało w Gdańsku, choć w Wolnym Mieście protestanci stanowili większość. Stowarzyszenie to zbierało fundusze na budowę kościołów i utrzymanie pastorów w diasporze — w tym w Polsce, gdzie polscy ewangelicy byli szczególnie potrzebujący. Te kontakty — między gdańskimi protestantami a ich polskojęzycznymi współwyznawcami w Polsce — stanowiły cienki, ale realny most, który łączył dwa światy, na pozór od siebie oddzielone.
Ewangelicki Jugendwerk (Dzieło Młodzieżowe) organizowało aktywności dla protestanckiej młodzieży: obozy letnie nad Bałtykiem, wycieczki po Kaszubach, wieczory śpiewu i dyskusji, grupy sportowe. Te aktywności — pozornie „świeckie” w formie — miały w istocie cel religijny: kształtowanie młodych ludzi w duchu ewangelickiej wiary i niemieckiej tożsamości kulturowej. W latach trzydziestych — gdy nazistowska Hitlerjugend zaczęła konkurować z kościelnymi organizacjami młodzieżowymi, oferując „atrakcyjniejszą” (bo bardziej militarną, bardziej „dynamiczną”, bardziej nacjonalistyczną) propozycję — ta konkurencja stała się jednym z pól konfliktu między Kościołem a reżimem.
Kościół ewangelicki jako strażnik niemieckiej tożsamości
W warunkach politycznej niepewności Wolnego Miasta — odciętego od macierzy, otoczonego polskim terytorium, poddanego presji zarówno ze strony Niemiec, jak i Polski — Kościół ewangelicki pełnił funkcję nie tylko religijną, ale także kulturową i tożsamościową. Był strażnikiem niemieckiej tożsamości, niemieckiego języka, niemieckiej tradycji. Nabożeństwo niedzielne nie było tylko aktem religijnym — było potwierdzeniem przynależności do wspólnoty, manifestem „my jesteśmy Niemcami, tu jest nasz dom, tu pozostaniemy”.
Ta identyfikacja Kościoła z niemiecką tożsamością narodową — zrozumiała w kontekście geopolitycznym, ludzka w swoim lęku przed marginalizacją i utratą ojczyzny — miała jednak konsekwencje dalekosiężne i nie wszystkie były pozytywne. Im silniej Kościół utożsamiał się z niemieckością, tym bardziej stawał się instytucją etniczną, a nie uniwersalną — kościołem dla Niemców, a nie kościołem dla wszystkich. I tym bardziej stawał się podatny na ideologię, która obiecywała przywrócenie Niemcom ich należnego miejsca, odbudowę wielkości, zemstę za upokorzenie Wersalu.
Polscy ewangelicy w Wolnym Mieście
Na marginesie niemieckojęzycznej wspólnoty protestanckiej istniała niewielka, ale symbolicznie ważna społeczność polskich ewangelików. Stanowili ją głównie Polacy napływowi — urzędnicy polskiej administracji portowej i pocztowej, pracownicy polskich instytucji, drobni przedsiębiorcy — ale także potomkowie tych polskojęzycznych gdańszczan, którzy od XVII wieku uczęszczali na polskie nabożeństwa w kościele św. Katarzyny i kościele św. Trójcy.
W 1929 roku powstała polska parafia ewangelicka w Gdańsku, afiliowana przy Kościele Ewangelicko-Augsburskim w Polsce. Nabożeństwa odprawiano po polsku, utrzymywano kontakty z centralą kościelną w Warszawie. Parafia ta była mała — liczyła zapewne kilkadziesiąt, może kilkaset osób — ale jej istnienie miało znaczenie symboliczne: stanowiła żywy dowód na to, że luteranizm nie jest wyłącznie religią niemiecką, że można być protestantem i Polakiem, że reformacyjne dziedzictwo Gdańska należy nie tylko do Niemców, ale do wszystkich, którzy je wspólnie tworzyli.
Sytuacja polskich ewangelików w Wolnym Mieście była trudna. Ze strony niemieckiej społeczności protestantów spotykali się z podejrzliwością — jako „piąta kolumna” polskiego państwa, jako ludzie, którzy w luterańskim kościele modlili się za Polskę, a nie za Niemcy. Ze strony polskiej wspólnoty katolickiej — dominującej wśród gdańskich Polaków — spotykali się z niezrozumieniem: „Jak to, Polak i ewangelik? Czy to nie sprzeczność?” To pytanie — ciągnące się od XVI wieku, od czasów polskich nabożeństw w kościele św. Katarzyny — powracało z uporczywością, której nie mogły przezwyciężyć żadne argumenty historyczne.
Konstytucja Wolnego Miasta a Kościoły
Konstytucja Wolnego Miasta Gdańska z 1922 roku — dokument wzorowany na konstytucji weimarskiej — regulowała status prawny Kościołów w nowym tworze państwowym. Artykuły dotyczące wolności wyznania i relacji państwo-Kościół były liberalne: gwarantowały wolność sumienia i wyznania, zakazywały dyskryminacji ze względów religijnych, przyznawały związkom wyznaniowym status korporacji prawa publicznego. Kościół Ewangelicki — jako wyznanie dominujące, z którym identyfikowała się ponad połowa ludności — cieszył się pozycją uprzywilejowaną de facto, choć nie de iure.
System finansowania Kościoła opierał się na podatku kościelnym (Kirchensteuer), pobieranym przez państwo od wszystkich członków Kościoła — rozwiązaniu typowym dla niemieckiego modelu relacji państwo-Kościół, nieznanym w polskiej tradycji prawnej. Podatek kościelny zapewniał Kościołowi stabilne dochody, niezależne od dobrowolnych ofiar wiernych, i umożliwiał utrzymanie rozbudowanej infrastruktury: kościołów, szkół, szpitali, domów diakonisek, instytucji charytatywnych.
Jednocześnie konstytucja Wolnego Miasta tworzyła ramy dla wielowyznaniowego współżycia — co w kontekście gdańskim oznaczało przede wszystkim relacje między protestantami a katolikami, ale także — w mniejszym stopniu — relacje z niewielką społecznością żydowską. Kościół katolicki w Wolnym Mieście — reprezentujący głównie ludność polskojęzyczną — cieszył się tymi samymi prawami co Kościół ewangelicki, ale dysponował mniejszymi zasobami i mniejszym prestiżem społecznym. Ten nierówny układ sił — formalnie równouprawniony, faktycznie niesymetryczny — odzwierciedlał szerszą asymetrię między dominującą większością niemiecką a polską i kaszubską mniejszością.
Architektura i sztuka kościelna lat międzywojennych
Okres Wolnego Miasta Gdańska nie był epoką wielkich realizacji architektonicznych w dziedzinie budownictwa sakralnego — gęsta sieć kościołów odziedziczona po XIX wieku zaspokajała potrzeby mieszkańców. Ale był to okres intensywnej pracy konserwatorskiej i restauracyjnej, która — paradoksalnie — uratowała wiele zabytków przed zapomnieniem, choć nie przed zniszczeniem wojennym.
Renowacja kościoła Mariackiego, przeprowadzona za czasów superintendenta generalnego Kalweita, była przedsięwzięciem na wielką skalę. Obejmowała wzmocnienie konstrukcji, restaurację średniowiecznych malowideł ściennych, konserwację zegara astronomicznego — tego cudu techniki i sztuki z XV wieku, który do dziś zachwyca turystów — oraz reorganizację wnętrza. Prace te, prowadzone przez wykwalifikowanych konserwatorów, dokumentowano z pruską skrupulatnością — i ta dokumentacja, zachowana w archiwach, okazała się bezcenna, gdy po 1945 roku przystąpiono do odbudowy zniszczonego kościoła.
W mniejszych kościołach — św. Jana, św. Katarzyny, św. Piotra i Pawła — również prowadzono prace konserwatorskie, choć na mniejszą skalę. Inwentaryzowano i katalogowano wyposażenie: ołtarze, ambony, chrzcielnice, organy, epitafia — tworząc dokumentację, która dziś stanowi jedyne świadectwo o przedmiotach zniszczonych w 1945 roku.
Sztuka kościelna lat dwudziestych i trzydziestych — witraże, rzeźby, tkaniny liturgiczne — odzwierciedlała napięcie między tradycją a modernizmem, które charakteryzowało całą niemiecką kulturę tego okresu. W gdańskich kościołach obok średniowiecznych ołtarzy pojawiały się nowe witraże w stylu art déco, obok barokowych organów — nowoczesne instrumenty o romantycznym brzmieniu. To współistnienie starego i nowego — harmonijne lub napięte, zależnie od wrażliwości pastora i gustu parafian — tworzyło specyficzną atmosferę gdańskich kościołów w ostatnich dekadach ich protestanckiego żywota.
Teologia i duszpasterstwo lat dwudziestych
W sferze teologicznej i duszpasterskiej okres Wolnego Miasta był czasem głębokich przemian. Trauma I wojny światowej — która przyniosła Niemcom nie tylko klęskę militarną, ale także kryzys wartości i wiary — zmuszała teologów i pastorów do nowego myślenia o roli Kościoła i sensie chrześcijańskiego przesłania w świecie, który okazał się zdolny do bezprecedensowej destrukcji.
W akademickiej teologii dominowała nowa szkoła „teologii dialektycznej” (dialektische Theologie), reprezentowana przez Karla Bartha, Emila Brunnera i Rudolfa Bultmanna. Barth — w swoim rewolucyjnym komentarzu do Listu do Rzymian z 1919 roku — ogłosił, że Bóg jest „całkowicie Inny” (ganz Andere), niemożliwy do ujęcia w ludzkich kategoriach i nieredukowalny do ludzkiego doświadczenia. Ta teologia — radykalna w swojej wierności reformacyjnemu „sola fide” i „sola Scriptura” — stanowiła wyzwanie zarówno dla liberalnej teologii XIX wieku, jak i dla nacjonalistycznej teologii „volkisch”, która żywiła ruch Deutsche Christen.
Na gdańskich ambonach echa tych debat docierały z pewnym opóźnieniem i w stłumionej formie. Pastorzy gdańscy — w większości absolwenci pruskich fakultetów teologicznych — znali nowe prądy, ale ich kazania pozostawały z reguły tradycyjne: egzegeza biblijnego tekstu, moralna nauka, wezwanie do pobożności i posłuszeństwa. Wyjątki istniały — młodsi pastorzy, zafascynowani Barthem, próbowali nowego języka teologicznego — ale były to zjawiska marginalne.
Duszpasterstwo lat dwudziestych stawiało czoła nowym wyzwaniom: bezrobociu (Wielki Kryzys uderzył w Gdańsk z pełną siłą), rozkładowi tradycyjnych struktur społecznych, sekularyzacji, rozpowszechnieniu się politycznych radykalizmów — komunizmu i nacjonalizmu — które obiecywały zbawienie bez Boga. Kościelna praca socjalna — noclegownie, kuchnie dla ubogich, doradztwo rodzinne — próbowała odpowiedzieć na materialne potrzeby wiernych, ale nie mogła konkurować z potężnymi ideologiami, które obiecywały zbawienie zbiorowe, narodowe, rasowe.
Życie parafialne lat dwudziestych i trzydziestych
Życie parafialne w Wolnym Mieście Gdańsku lat dwudziestych — przed nastaniem nazizmu — zachowywało w dużej mierze kształty odziedziczone po epoce wilhelmińskiej. Niedzielne nabożeństwo z kazaniem było centralnym wydarzeniem tygodnia. Konfirmacja — uroczyste potwierdzenie wiary przez młodzież w wieku 13-14 lat — stanowiła najważniejszy rytuał przejścia, traktowany z powagą porównywalną z katolickim bierzmowaniem. Chóry kościelne, grupy biblijne, stowarzyszenia młodzieżowe, koła misyjne — cały ten gęsty splot instytucji parakościelnych, charakterystyczny dla niemieckiego protestantyzmu, funkcjonował w Gdańsku tak jak w każdym innym niemieckim mieście.
Kościoły gdańskie — te średniowieczne gotyckie kolosy i te XIX-wieczne neogotyckie budowle — tętniły życiem. W kościele Mariackim, największej ceglanej świątyni na świecie, niedzielne nabożeństwa gromadziły tłumy. W mniejszych kościołach — św. Katarzyny, św. Jana, św. Piotra i Pawła — pastorzy prowadzili bardziej kameralne, ale nie mniej intensywne życie parafialne: odwiedzali chorych, przygotowywali młodzież do konfirmacji, rozstrzygali spory sąsiedzkie, chrzcili, żenili i grzebali swoich parafian — tak jak ich poprzednicy czynili to przez cztery stulecia.
Kościoły gdańskie były w tym okresie nie tylko miejscami kultu, ale także ośrodkami życia kulturalnego. Koncerty organowe w kościele Mariackim — z jego wspaniałymi organami, jednymi z największych w Europie Północnej — przyciągały melomanów z całego regionu. Wieczory pieśni w mniejszych kościołach, odczyty teologiczne, dyskusje filozoficzne w salach parafialnych — wszystko to tworzyło intelektualną tkankę, w której religia splatała się z kulturą, a kultura z tożsamością. Być ewangelikiem w Gdańsku lat dwudziestych oznaczało nie tylko chodzić w niedzielę do kościoła — oznaczało przynależeć do wspólnoty, która definiowała się nie tylko przez wiarę, ale także przez kulturę, język, tradycję, pamięć.
Cmentarze gdańskie — te rozległe nekropolie przy Wielkiej Alei, przy drodze do Emaus, w Oliwie i Wrzeszczu — stanowiły szczególne miejsca protestanckiej pamięci. W przeciwieństwie do katolickich cmentarzy z ich kolorowymi kwiatami, świecami i zniczami, cmentarze protestanckie były surowe i uporządkowane: równe rzędy nagrobków, niekiedy ozdobione niskim bukszpanem, z napisami w języku niemieckim wyrażającymi nadzieję zmartwychwstania. Dzień Zmarłych — Ewangelicki Dzień Pamięci Umarłych (Totensonntag), obchodzony w ostatnią niedzielę roku kościelnego — był okazją do odwiedzin grobów przodków, do zadumy nad przemijalnością i wiecznością. Tych cmentarzy — i tych chwil zadumy — nie będzie już nigdy.
Ale pod powierzchnią tej ustalonej rutyny narastały napięcia. Inflacja lat dwudziestych, Wielki Kryzys lat trzydziestych, bezrobocie, bieda — wszystko to podkopywało tradycyjne struktury społeczne, w tym kościelne. Kościoły traciły wiernych — nie tyle na rzecz innych wyznań, ile na rzecz politycznych ideologii, które obiecywały zbawienie nie w zaświatach, lecz tu i teraz: komunizmu, nacjonalizmu, a wkrótce — nazizmu.
Kościoły protestanckie na wsi Wolnego Miasta
Terytorialnie Wolne Miasto Gdańsk obejmowało nie tylko samo miasto z jego dzielnicami, ale także rozległy pas terenów wiejskich: część Żuław (Werder), półwysep Mierzei Wiślanej, okolice Oliwy i Sopotu. Na tych terenach funkcjonowały dziesiątki wiejskich parafii protestanckich, które — choć formalnie podlegały temu samemu Landessynodalverband co parafie miejskie — żyły zupełnie innym rytmem.
Wiejska parafia protestancka Wolnego Miasta Gdańska lat dwudziestych i trzydziestych zachowywała w dużej mierze kształty odziedziczone po wiekach: pastor jako centralną postać wsi, kościół jako centrum życia społecznego, szkołę parafialną jako miejsce kształtowania kolejnych pokoleń. Żuławski chłop luterański — zamożny, osiadły, pewny swojej ziemi i swojego Boga — żył w rytmie wyznaczonym przez rok kościelny i rok rolniczy, które w jego świadomości zlewały się w jedną całość: siew i Wielkanoc, żniwa i Dziękczynne Święto Żniwne (Erntedankfest), zima i Adwent.
Erntedankfest — Święto Dziękczynne za Żniwa — było na Żuławach jednym z najważniejszych świąt roku, obchodzonym z powagą porównywalną z Bożym Narodzeniem. Kościół ozdabiano snopami zboża, wieńcami z kłosów i kwiatów polnych, na ołtarzu ustawiano koszyki z owocami i warzywami. Pastor głosił kazanie o Bożej Opatrzności, która daje ziemię i plony, i o ludzkiej odpowiedzialności za powierzone dobra. Po nabożeństwie — uczta wspólnotowa, przy której cała wieś zasiadała do jednego stołu. Ten obrzęd — łączący religię z agraryzmem, wiarę z przywiązaniem do ziemi — był kwintesencją żuławskiego protestantyzmu: praktycznego, wspólnotowego, zakorzenionego w konkretnym krajobrazie.
Na Mierzei Wiślanej — wąskim pasie lądu między Zatokiem Gdańską a Zalewem Wiślanym — parafie protestanckie obsługiwały małe wspólnoty rybaków. Rybacy z Mierzei — luteranie, jak niemal wszyscy mieszkańcy — prowadzili życie nieco inne niż żuławscy rolnicy: bardziej niebezpieczne (morze zabierało co roku ofiary), bardziej niepewne (połowy zależały od pogody i szczęścia), bardziej samotne (długie tygodnie na wodzie, z dala od rodziny i kościoła). Pastorzy mierzyńscy — często jednocześnie jedynymi wykształconymi ludźmi w swoich wioskach — pełnili rolę nie tylko duszpasterską, ale także doradczą, mediacyjną, a niekiedy ratowniczą.
Narastanie nazizmu: Deutsche Christen kontra Bekennende Kirche
Przejęcie władzy w Wolnym Mieście przez nazistów — formalnie w 1933 roku, gdy NSDAP odniosła sukces w wyborach do Volkstagu, choć pełnię władzy uzyskała nieco później — postawiło Kościół ewangelicki przed najtrudniejszym testem w jego czterystu lat historii. Test ten Kościół — trzeba to powiedzieć z bólem, ale i z historyczną uczciwością — w znacznej mierze oblał.
Ruch Deutsche Christen (Chrześcijanie Niemieccy) — pronazistowski nurt wewnątrz protestantyzmu niemieckiego, którego korzenie sięgały końca lat dwudziestych — znalazł w Gdańsku wyjątkowo podatny grunt. Deutsche Christen głosili teologię „pozytywnego chrześcijaństwa”, w której wiara w Chrystusa łączyła się z wiarą w naród, w rasę, w wodza. Odrzucali Stary Testament jako „żydowski”, propagowali ideał „aryjskiego Jezusa”, domagali się usunięcia z Kościoła duchownych żydowskiego pochodzenia i podporządkowania Kościoła zasadzie wodzowskiej (Führerprinzip).
Wybory kościelne z 23 lipca 1933 roku — przeprowadzone pod potężną presją NSDAP, z osobistym zaangażowaniem Hitlera, który w przededniu wyborów wygłosił radiowe przemówienie na rzecz Deutsche Christen — przyniosły ruchowi przytłaczające zwycięstwo w niemal wszystkich kościołach krajowych Rzeszy. W Gdańsku Deutsche Christen również zdobyli dominację w Synodzie Krajowym, doprowadzając do obalenia superintendenta generalnego Kalweita i mianowania na jego miejsce nowego przywódcy kościelnego z tytułem biskupa — zgodnie z Führerprinzip.
Paul Kalweit, który przez trzynaście lat kierował gdańskim Kościołem, został odsunięty w 1934 roku. Jego następcą jako faktyczny zwierzchnik kościoła — choć tytuły i struktury organizacyjne zmieniały się wielokrotnie w chaosie nazistowskiej reorganizacji — stał się człowiek bliższy nowemu porządkowi. Kalweit dożył końca wojny, umierając w 1944 roku, na krótko przed zniszczeniem miasta, któremu poświęcił życie.
Przeciwwagę dla Deutsche Christen stanowił Kościół Wyznający (Bekennende Kirche) — ruch oporu wewnątrz protestantyzmu, inspirowany deklaracją teologiczną z Barmen z maja 1934 roku. W Barmen teologowie Karl Barth i Dietrich Bonhoeffer — oraz ich współpracownicy — sformułowali fundamentalny sprzeciw wobec nazyfikacji Kościoła: „Jezus Chrystus, jak o Nim świadczy nam Pismo Święte, jest jedynym Słowem Bożym, którego mamy słuchać, któremu mamy ufać i być posłuszni w życiu i w śmierci”. Te słowa — pozornie oczywiste, w istocie rewolucyjne — były wymierzone w Deutsche Christen, którzy obok Chrystusa stawiali Hitlera, obok Ewangelii — rasową ideologię.
W Gdańsku Kościół Wyznający miał swoich zwolenników — pastorów, którzy odmawiali wprowadzania „paragrafu aryjskiego” do prawa kościelnego, którzy nadal kazali ze Starego Testamentu, którzy odmawiali pozdrowienia hitlerowskiego na ambonie. Ale byli oni mniejszością — odważną, godną szacunku, ale mniejszością, poddaną rosnącej presji ze strony władz, ze strony kolegów-Deutsche Christen, a niekiedy ze strony własnych parafian, którzy identyfikowali się z nowym porządkiem i nie chcieli „polityki w kościele”.
Nowak, badając ten okres, pisał o „szarej strefie” — o tych pastorach i wiernych, którzy nie przystąpili ani do Chrześcijan Niemieckich, ani do Kościoła Wyznającego, lecz po prostu starali się przetrwać. Nie podnosili ręki w pozdrowienia hitlerowskim, ale też nie protestowali. Nie głosili rasistowskich kazań, ale milczeli, gdy władze prześladowały Żydów. Nie donosili na kolegów z Kościoła Wyznającego, ale też nie stawali w ich obronie. To właśnie ta „szara strefa” stanowiła większość gdańskiego duchowieństwa i wiernych — i jej milczenie, jej przyzwolenie, jej bierność umożliwiały nazyfikację instytucji, która przez cztery wieki stanowiła moralny kompas gdańskiego społeczeństwa.
Szkolnictwo ewangelickie w Wolnym Mieście
System szkolnictwa ewangelickiego w Wolnym Mieście Gdańsku kontynuował tradycje pruskiego Volksschulwesen, choć w zmodyfikowanej formie, dostosowanej do warunków nowego tworu państwowego. Szkoły ludowe (Volksschulen) — podstawowy poziom edukacji, finansowany przez państwo — były w zdecydowanej większości protestanckie, co odzwierciedlało strukturę wyznaniową ludności. Nauka religii stanowiła obowiązkowy element programu i była prowadzona zgodnie z wyznaniem: ewangelickie dzieci uczyły się katechizmu Lutra, historii biblijnej i pieśni kościelnych pod okiem pastora lub nauczyciela religii.
Gymnasium — gdańskie szkoły średnie, kontynuujące wielowiekową tradycję Gymnasium Academicum z 1558 roku — kształciły elitę intelektualną Wolnego Miasta. Program nauczania obejmował klasyczne humaniora: łacinę, grekę, historię, filozofię — obok nauk przyrodniczych i matematyki. Absolwenci gdańskiego Gymnasium zasilali pruskie i niemieckie uniwersytety, wracając potem jako pastorzy, prawnicy, lekarze, nauczyciele — tworząc tę warstwę wykształconej burżuazji, która stanowiła trzon protestanckiej społeczności Gdańska.
Szkoły wyznaniowe — prowadzone bezpośrednio przez Kościół ewangelicki — uzupełniały system szkolnictwa publicznego. Przedszkola ewangelickie (Kindergarten), prowadzone przez diakonise, szkoły niedzielne (Sonntagsschulen), kursy konfirmacyjne — wszystko to tworzyło gęstą sieć edukacyjną, w której dzieci protestanckie były wychowywane nie tylko w duchu ogólnego wykształcenia, ale także w duchu ewangelickiej wiary i tożsamości.
W warunkach Wolnego Miasta szkolnictwo ewangelickie zyskało dodatkowy wymiar: stało się bastionem niemieckiej tożsamości kulturowej. W sytuacji, gdy Wolne Miasto było odcięte od niemieckiej macierzy, a polska ludność — choć mniejszościowa — dysponowała własnymi szkołami i instytucjami kulturalnymi, szkoła ewangelicka pełniła funkcję nie tylko edukacyjną, ale także tożsamościową: uczyła być Niemcem, uczyła być protestantem, uczyła być gdańszczaninem — i łączyła te trzy tożsamości w jedną, nierozerwalną całość.
Kościoły ewangelickie a NSDAP: bilans
Bilans relacji gdańskiego Kościoła ewangelickiego z nazizmem jest ponury — choć nie pozbawiony jasnych punktów. Kościół jako instytucja nie stawił oporu, na jaki pozwalała jego tradycja i jego zasoby moralne. Nie bronił prześladowanych Żydów — choć wśród żydowskich mieszkańców Gdańska byli i tacy, którzy przyjęli chrzest w kościołach ewangelickich i na których nałożono „paragraf aryjski”. Nie protestował przeciwko likwidacji wolności politycznych, choć te wolności — wolność słowa, wolność zgromadzeń, wolność sumienia — były przecież fundamentem protestanckiej tradycji. Nie potępił agresji, choć nauczanie Chrystusa, na które się powoływał, jednoznacznie potępiało przemoc.
Ale byli indywidualni pastorzy, którzy zachowali przyzwoitość. Byli tacy, którzy odmawiali składania przysięgi na Hitlera. Byli tacy, którzy ukrywali prześladowanych lub pomagali im w ucieczce. Byli tacy, którzy z ambon głosili Ewangelię w jej pełni — ze Starym Testamentem, z wezwaniem do miłości bliźniego, z przypomnieniem, że przed Bogiem nie ma Żyda ani Greka, niewolnika ani wolnego. Ich imiona — w większości zapomniane, bo ich odwaga nie przyniosła im sławy, tylko niebezpieczeństwo — zasługują na pamięć, nawet jeśli nie potrafimy dziś wszystkich ich wymienić.