Po Trójcy Świętej · tydzień 15 · kolor: zielony
2025-02-23 · Niedziele przedpostne · Wiara jako dar Boży — droga głoszenia Ewangelii

Wiara jako dar Boży — droga głoszenia Ewangelii

Perykopa: Księga Dziejów Apostolskich 16,9-15

Niedziele przygotowujące do Wielkiego Postu (kolor zielony).

Wiara nie jest efektem ludzkiej zasługi ani moralności, tylko niezasłużonym darem Boga, który w nieprzenikniony sposób otwiera serca — tak jak Pan otworzył serce Lidii.

Czy zdarza ci się robić wszystko, co możesz, by przekonać kogoś bliskiego do wiary — i nic? Mówisz, tłumaczysz, dajesz przykład, a serce drugiego człowieka pozostaje zamknięte. Pytasz wtedy: czy to ja robię coś źle?

W Filippi Paweł spotyka nad rzeką Lidię, kupcową purpury. I pada zdanie pozornie drobne, a kluczowe: „Pan otworzył jej serce”. Nie Paweł ją przekonał — Bóg otworzył. Wiara jest darem w podwójnym sensie: przychodzi z zewnątrz przez zwiastowane Słowo i rodzi się wewnątrz, gdy Duch otwiera serce. A „nie my mamy zbawić świat, ale Jezus zbawia świat”.

Dlatego, jak padło w kazaniu, „Słowo Boże nigdy nie pada na marne” — choć jego skutek bywa wewnętrzny, odległy w czasie albo w przestrzeni, niewidoczny dla nas.

To kazanie jest o tym, że przekazywanie wiary nie zaczyna się od wielkich słów ani od widzialnych efektów, lecz od bycia w konkretnym miejscu, w konkretnym momencie, z konkretnym człowiekiem — a resztę czyni Bóg.

Tekst kazalny

Księga Dziejów Apostolskich 16,9-15

Biblia Ekumeniczna

9 W nocy Paweł miał widzenie. Jakiś Macedończyk stanął przed nim i prosił go: Przepraw się do Macedonii i pomóż nam!

10 Kiedy tylko zobaczył to widzenie, staraliśmy się zaraz wyruszyć do Macedonii w przekonaniu, że Bóg wezwał nas, abyśmy głosili im Dobrą Nowinę. Nawrócenie Lidii

11 Gdy wypłynęliśmy z Troady, popłynęliśmy wprost na Samotrakę, a następnego dnia do Neapolu.

12 Stamtąd natomiast do Filippi, które jest głównym miastem tej części Macedonii i kolonią rzymską. W tym mieście spędziliśmy kilka dni.

13 W dzień szabatu wyszliśmy za bramę nad rzekę, gdzie, jak sądziliśmy, zbierano się na modlitwę. Usiedliśmy i rozmawialiśmy z kobietami, które się zeszły.

14 Przysłuchiwała się nam też pewna czcząca Boga kobieta, o imieniu Lidia, sprzedawczyni purpury z miasta Tiatyry. Pan otworzył jej serce. Uważnie więc słuchała słów Pawła.

15 Kiedy została ochrzczona razem ze swoim domem, poprosiła nas: Jeżeli uważacie mnie za wierną Panu, to przyjdźcie do mego domu i zamieszkajcie w nim. I wymogła to na nas. Uwięzienie Pawła w Filippi

Główne myśli
  • Wiara pochodzi od Boga w podwójny sposób: przez dostęp do przesłania Ewangelii (które przychodzi z zewnątrz) i przez otwarcie serca przez Ducha Świętego (decyzja suwerenna Boga).
  • Głoszenie Ewangelii nie polega na naszej efektywności mierzonej ludzkimi kategoriami — Słowo Boże nigdy nie pada na marne, choć jego skutki mogą być wewnętrzne, oddalone w czasie lub przestrzeni.
  • Nie my mamy zbawić świat, ale Jezus — dlatego nie powinniśmy zadręczać się presją na widzialne efekty misyjne, lecz zaufać Bogu i realizować powołanie do głoszenia słowa.
Streszczenie

O czym mówił ksiądz

Druga niedziela przed Postem. Biblia przed ołtarzem otwarta jest na Dziejach Apostolskich, na szesnastym rozdziale, gdzie zaczyna się jedna z najdłuższych podróży wczesnego Kościoła. Na karcie widać słowa, które przesuwają całą opowieść z dalekiego Wschodu na nasz kontynent: „Przepraw się do Macedonii i pomóż nam”. Gdzieś za tym wersetem kryje się rzeka pod Filippi i kobieta, która jako pierwsza w Europie otworzyła serce na Ewangelię.

Zanim padnie główna myśl, kazanie wprowadza w geografię i historię tekstu. Trasa Pawła wiodła z Listry — dzisiejszej Konyi — przez Cylicję do Troady na północno-zachodnim wybrzeżu dzisiejszej Turcji, przez ponad siedemset kilometrów. Stamtąd Paweł żeglował koło wyspy Samotraki do Neapolu, a dalej do Filippi, miasta założonego przez Filipa II, ojca Aleksandra Wielkiego. „To nie jest przewodnik turystyczny” — zaznaczono — lecz przypomnienie, że znajomość geografii biblijnej wzbogaca lekturę Pism i pozwala zrekonstruować rzeczywistość narracji.

Centralne pytanie brzmi: czy w czasach sekularyzacji Europy i wzrostu agnostycyzmu opowieść o rodzeniu się wiary jeszcze się liczy? Tak — nie dlatego, że wiara byłaby „religijnością naturalną”, próbą racjonalnego wyjaśnienia niezrozumiałych zjawisk, bo z tym radzą sobie nauki przyrodnicze, lecz dlatego, że chrześcijaństwo to relacja z Osobą, z Bogiem, który nam towarzyszy i z którym się zaprzyjaźniamy. A jednak kazanie ostrzega przed pułapką, w którą łatwo wpaść: przed poczuciem moralnej lub intelektualnej wyższości. Współcześni wierzący czasem patrzą z niechęcią na tych, którzy nie uwierzyli, jakby byli „niekompletni” czy gorzej poinformowani. To fundamentalne nieporozumienie. Tu padają słowa z Izajasza: „Bo myśli moje, to nie myśli wasze, a drogi wasze, to nie drogi moje. Bo jak niebiosa są wyższe niż ziemia, tak moje drogi są wyższe niż drogi wasze”. Bóg jest całkowicie inny — i pozwala się znaleźć jedynie z własnej, suwerennej woli.

Stąd kluczowa myśl: wiara jest darem w podwójnym sensie. Po pierwsze, wymaga dostępu do zwiastowania Słowa Bożego, które przychodzi z zewnątrz — nikt nie dojdzie do Ewangelii sam, przez czystą refleksję filozoficzną czy obserwację przyrody. Po drugie, wymaga osobistego otwarcia serca przez Ducha Świętego, czego symbolem jest zdanie o Lidii: „Pan otworzył jej serce”. To nie ozdobnik, lecz istotne stwierdzenie teologiczne — nacisk położony na Bożą inicjatywę pokazuje, że wiara nie zależy od godności moralnej, zdolności intelektualnych ani duchowych praktyk człowieka.

Mówiący przywołuje paradoks z życia Pawła. Miał spektakularne nawrócenie pod Damaszkiem, bez udziału żadnego apostoła — zdawałoby się, że Słowo nie było tu warunkiem. A jednak Paweł znał doskonale Pismo, kształcił się u Gamaliela, znał Septuagintę, był świadomy przesłania chrześcijan, choć początkowo je zwalczał. To Słowo „dojrzewało w jego sercu”. Bóg działał długoterminowo i dopiero w dramatycznym momencie pod Damaszkiem objawił to, co już drzemało w jego umyśle. Jeszcze bardziej zastanawiający jest inny epizod: gdy Paweł przechodził przez Azję, „Duch Święty zabronił mu głosić słowo w Azji”, a „Duch Jezusa nie pozwolił mu” wejść do Bitynii. Dlaczego? Nie dlatego, że chciał czegoś złego albo czegoś mu brakowało — niezgłębiona była wola Boża. A jednak historia się tu nie kończy: w Pierwszym Liście Piotra czytamy, że do tych samych prowincji Słowo o Jezusie ostatecznie dotarło — inną drogą, innymi ludźmi. To uczy, że „nie my mamy zbawić świat, ale Jezus zbawia świat”.

Płynie stąd praktyczna nauka: zadaniem wiernych nie jest obsesyjne oczekiwanie na „widzialne efekty” ewangelizacji. „Słowo Boże nigdy nie pada na marne” — choć skutek może być wewnętrzny, może nadejść po latach, może być geograficznie odległy. Nie wolno mierzyć skuteczności Słowa kategoriami ludzkiej pracy, jak w obrazie z ambony: „mam szlifierkę, mam pręt, potnę go na kawałki, mam efekt”. Drogi i myśli Pana górują nad naszymi.

Stąd zachęta do różnych form głoszenia — nie tylko słowem, ale czynem, diakonią, sztuką, muzyką; przywołano nawet kantaty Bacha. Każdy wierzący ma okazję, by nieść Ewangelię, choćby przez zaproszenie na koncert w świątyni czy wspólne uczestnictwo w życiu parafii — „punkt zaczepienia”, jak link w tekście, który trzeba kliknąć, by przejść dalej. Kazanie wieńczą słowa Serafina z Sarowa: „Sam zdobądź ducha, a wokół ciebie zbawią się tysiące”. Nie musimy być Pawłami ani profesjonalnymi apostołami; wystarczy, byśmy sami żyli w zaufaniu do Boga, który sam zadziała, a my — w ramach powołania — będziemy świadkami Jego daru dla świata.

Skoro więc nie ode mnie zależy owoc, a wiara jest darem, który Bóg sam składa w sercu drugiego człowieka — czy potrafię przestać mierzyć moje świadectwo „widzialnym efektem” i po prostu być w konkretnym miejscu, w konkretnym momencie, z konkretnym człowiekiem?

Tematy luterańskie w tym kazaniu

Czego uczy nas to kazanie

Hasła teologiczne najbliżej tematycznie tego kazania (semantyczne podobieństwo).

Archiwum Otwórz pełny zapis nabożeństwa — pełna transkrypcja (czytania, modlitwy, kazanie księdza)

muzyka Dziękuje za oglądanie! Dziękuje za oglądanie! Dziękuje za oglądanie. Muzyka W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen. Witam wszystkich zgromadzonych serdecznie w drugą niedzielę przed postem, w niedzielę zwaną Sześćdziesiątnicą. Coś? Zaraz wyklarujemy nagłośnienie, bardzo przepraszam. Czynię to słowami hasła tygodnia z listu do hebrajczyków z 3 rozdziału: "Dziś, jeśli głos jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych". Tego nam wszystkim życzę, żeby to nabożeństwo było dla nas dobrym przeżyciem, żebyśmy nie zatwardzali swoich serc, abyśmy przeżyli je z radością.

Zachęcam do wspólnej, radosnej modlitwy. Moja dusza też jest bardzo radosna, będę się z wami wspólnie radował i modlił. Moje ciało jest nieco zmęczone, bo dwa dni współprowadziłem syn od diecezjalny. Liczę, że dzisiejszy dzień spędzimy też w sposób błogosławiony. Rozpoczniemy pieśnią 295. Muzyka Jezu, prawie i wyścigł, Słowa, słowa, życzę, wyrań. Pan, chodź, serc, co wyścigł, Muzyka Zdrowiaj, śpiewa, w ramach wolnej, Z całym sercem Bóg życzy. Niepokryj, ojświaj, Panie, słowo Twoje trwana wieki.

Muzyka Panie, Słowo Twoje jest pochodnią nogą moim. Wesprzyj mnie według obietnicy swojej, abym żył. Chwała niech będzie Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu. Muzyka Kyrie Eleison. Chryste Eleison. Kyrie Eleison. Chwała Bogu na wysokościach Chwała Bogu na wysokościach Muzyka Módlmy się. Muzyka Boże i Ojcze nasz łaskawy, dziękujemy Ci za to, że zabrałeś nas w ten poranek wokół Twojego słowa. Prosimy Cię, spraw, aby nasienie Twego słowa wydało w naszym życiu stokrotny owoc, byśmy w słowach i uczynkach Ciebie czcili i byli świadkami Twojej miłości i dobroci.

Prosimy Cię, abyś przyznał się teraz do naszej służby, zesłał nam Ducha Świętego, był tu razem z nami. Wysłuchaj nas przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego, który z Tobą i z Duchem Świętym żyje i króluje na wieki wieków. Amen. Wysłuchajmy słów Starego Testamentu z Księgi Proroka Izajasza z 55 rozdziału od 6 wiersza. Szukajcie Pana, gdy pozwala się znaleźć. Wzywajcie Go, kiedy jest blisko. Niech niegodziwy porzuci swą drogę i człowiek nieprawy chce zamiary. Niech nawróci się do Pana, a On ulituje się nad Nim.

do naszego Boga, bo On oj nie przebacza. Bo moje myśli nie są myślami waszymi, ani wasze drogi moimi drogami. Wyrocznia Pana, bo jak niebiosa wznoszą się nad ziemią, tak moje drogi grują nad waszymi drogami, a moje myśli nad myślami waszymi. Jak pada deszcz i śnieg z nieba i tam nie powraca, dopóki nie nawodni ziemi, nie uczyni jej urodzajną i nie zapewni wzrostu jej plonów, aby dała ziarno dla siewcy i chleb na pokarm. I tak będzie ze słowem, które wychodzi z moich ust, nie wraca do mnie bezowocnie, zanim nie wykona tego, co chciałem i nie osiągnie celu, w jakim je posłałem.

Z radością więc wyjdziecie i pomyślnie zostaniecie przeprowadzeni. A błogosławieni są ci, którzy słuchają i strzegą Słowa Bożego. Alleluja. a słowa Ewangelii czytamy u Ewangelisty Mateusza w 13 rozdziale od 31 wiersza. Opowiedział im Jezus też taką przypowieść: "Królestwo niebios jest podobne do ziarnka gorczycy, które pewien człowiek zasiał na swoim polu. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, ale kiedy wyrośnie jest większy od innych roślin i wygląda jak drzewo. Także ptaki przelatują i gnieżdżą się w jego gałęziach.

Opowiedział mi jeszcze inną przypowieść. Królestwo Niebios jest podobne do zakwasu, który pewna kobieta wzięła i zmieszała z trzema miarami mąki, aż się wszystko zakwasiło. Bądź pochwalon, Panie Jezu. A w odpowiedzi na usłuszane Słowo Boże złóżmy wyznanie naszej wiary słowami apostolskiego wyznania wiary. Dziękuję. Wierzę w Boga Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi i w Jezusa Chrystusa, Syna Jego jedynego, Pana naszego, który się począł z Ducha Świętego, narodził się z Marii Panny, umęczon pod Poncjuszem Piłatem, ukrzyżowan, umarł i pogrzebion, Stąpił do piekieł, trzeciego dnia zmartwychwstał, wstąpił na niebiosa, siedzi po prawicy Boga Ojca Wszechmogącego, skąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych.

Wierzę w Ducha Świętego, święty Kościół powszechny, społeczność świętych, grzechów odpuszczenie, ciała zmartwychwstanie i żywot wieczny. Amen. ZANG EN MUZIEK Zdrowiaj, zboczaj, zbogęcamy na to wagi, gdzie nic do może nie dać. Nie ustępisz tu odwagi, obóz sobie nie wydać, Pozdrawiam ośrodowaj, Iż w słodach w świecie biały, Tobie żyjąc w głowie. Łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa, Miłość Boga Ojca i społeczność Ducha Świętego Niech będą z nami wszystkimi. Wysłuchajmy słów Księgi Dziejów Apostolskich z XVI rozdziału od IX wiersza.

W nocy Paweł miał widzenie. Jakiś macedończyk stanął przed nim i prosił go, przepraw się do Macedonii i pomóż nam. W nocy Paweł miał widzenie. Kiedy tylko zobaczył to widzenie, staraliśmy się zaraz wyruszyć do Macedonii w przekonaniu, że Bóg wezwał nas, abyśmy głosili im dobrą nowinę. Gdy wypłynęliśmy z Troady, popłynęliśmy wprost na Samotrakę, a następnego dnia do Neapolu. Stamtąd natomiast do Filipii, które jest głównym miastem tej części Macedonii i kolonią rzymską. W tym mieście spędziliśmy kilka dni.

W dzień szabatu wyszliśmy za bramę nad rzekę, gdzie, jak sądziliśmy, zbierano się na modlitwę. Usiedliśmy i rozmawialiśmy z kobietami, które się zeszły. Przysługiwała nam się też pewna czcząca Boga kobieta o imieniu Lidia, sprzedawczyni purpury z miasta Teatry. Pan otworzył jej serce, uważnie więc słuchała słów Pawła. Kiedy została ochrzczona razem ze swoim domem, poprosiła nas: "Jeżeli uważacie mnie za wierną Panu, to przyjdźcie do mego domu i zamieszkajcie w nim". I wymogła to na nas. A Tobie, Panie, dziękujemy za Pawła, za jego dzieło misyjne.

Dziękujemy Ci za Łukasza, który spisał te dzieje i przekazał dalszym pokoleniom. I dziękujemy Ci za tę chwilę, kiedy możemy wspólnie nad historią o zwiastowaniu Twojej Ewangelii się pochylić. Błogosław nam ten czas, bądź z nami. Amen. Dla żeglarza, który nie wie, do jakiego portu podąża, niepomyślny jest każdy wiatr. To jest spostrzeżenie rówieśnika, apostoła Pawła, rzymskiego filozofa Seneki Młodszego. Według legendy popularnej w średniowieczu panowie nawet się znali i wysyłali sobie listy. Dopiero w XVI wieku korespondent Lutra i Melanchtona, wielki humanista Erasm z Rotterdamu te rzekome listy krytycznie zbadał i podważył niestety ich autentyczność.

Ale myśl jest istotna. Czytając zwłaszcza dzieje apostolskie, dobrze najpierw zorientować się, gdzie my jesteśmy. Rozdział zaczyna się w Listrze, czyli w rejonie Iconium, to jest dzisiaj Konia w południowej Turcji. Jakbyśmy spojrzeli na mapę od Aten na wschód, od zachodniego skraju Cypru na północ. Tam jest ikonium. Tam Paweł pokłócił się z Barnabą, wziął młodego ucznia Tymoteusza i ruszają w dalszą drogę. Przechodzą przez Cilicję, czyli południowo-wschodnie wybrzeże Turcji obecnej. Odwiedzają tamtejsze zbory.

Potem przez wielki subkontynent idą na szybko, bez prowadzenia działalności, aż do Troady. Do rejonu, gdzie była kiedyś słynna Troja. Na północno-zachodnim wybrzeżu Turcji przy Kieślinie Dardanela. Czyli są jakieś 700-800 km dalej niż na początku rozdziału. Stamtąd naturalna trasa morska na północny zachód do Macedonii wjedzie przez wyspę Samotrakę. Samotraka jest górzysta, widać ją z daleka. To jest dla nas niewyobrażalne, ale oni żeglowali bez instrumentów, bez kompasu nawet, więc punkty orientacyjne były kluczowe.

I docieramy wreszcie na ląd, do Neapolu. Ta nazwa może być trochę myląca, niektórzy się już szykują na pyszną pizzę, ale nie chodzi o Neapol we Włoszech, bo grecka nazwa Neapol oznacza po prostu nowe miasto i było popularną nazwą wielu greckich kolonii. To jest odpowiednik słowiańskiego Nowogrodu czy niemieckiego Neustadt, choćby Weicherowo też było właśnie Neustadt. Tutaj chodzi konkretnie o miasto w Macedonii, obecnie znane jako Kawala, a do XVI wieku miało piękną nazwę bizantyjską Chrystupoli, czyli miasto Chrystusa.

I z tego miejsca idą już niezbyt daleko, to jest mniej więcej jak z Gdyni do Gdańska, do Filipii. Bardzo ważne miasto tej części Macedonii, założone przez Filipa, ojca Aleksandra Wielkiego. I tam nad rzeką dzieje się właściwa akcja. Dlaczego nad rzeką? Dlaczego nad rzeką? Miejsce modlitwy, które zostaje tam wspomniane, to tradycyjne określenie synagogi stosowane przez Żydów mieszkających poza Ziemią Świętą. Również kiedy nie było synagogi, to Żydzi na modlitwę spotykali się w miejscach, które wydawały się po prostu czyste rytualnie, A więc właśnie nad rzeką, gdzie w dodatku można było dokonać ablucji, umyć ręce przed modlitwą.

Czyli widzimy, że apostoł Paweł, chociaż jest zwolennikiem powszechnego głoszenia Ewangelii, nie tylko Izraelitom. co na tym etapie nie było dla wszystkich oczywiste. Jako punkt zaczepienia dla działalności wybiera ważne miasto i w nim społeczność żydowską, która już zna Pismo Święte, wówczas istniejące, czyli Stary Testament i wierzy w Boga Jedynego. Szukając ciekawostek fabularnych, tam był jeszcze detal w wierszu 10. Staraliśmy się zaraz wyruszyć do Macedonii. To jest pierwsze miejsce w dziejach apostolskich, gdzie Łukasz, autor, używa formy "my", dyskretnie wskazując, że od tego momentu on też jest uczestnikiem wydarzeń.

I detali można by szukać jeszcze bardzo długo, bo dzieje apostolskie da się czytać jako bardzo dynamiczną, porywającą powieść przygodową. I w zasadzie, jeżeli ktoś jeszcze nie miał styczności, to pierwsze czytanie księgi można właśnie tak potraktować, bo tam tyle się dzieje. Najlepiej na stole mieć obok atlas biblijny, żeby śledzić, gdzie co się dzieje i można trzecią ręką patrzeć na współczesną mapę w komputerze i odkryć, że mnóstwo tych miejsc z dziejów apostolskich jest rozpoznanych i można je na żywo albo wirtualnie odwiedzić.

Na przykład miejsce, gdzie Paweł ochrzcił Lidię, jest uczczone taką cerkwią-baptysterium i imieniem Lidii nazwano położoną tuż obok wioskę. I potem te dzieje warto przeczytać kolejne wiele razy na spokojnie i coraz więcej ciekawych detali tam można zobaczyć. Bo dzieje apostolskie jednak nie są powieścią podróżniczą. Jest to przede wszystkim zbiór przekazów o wierze w Chrystusa. Skąd się ona bierze? Skąd ona się bierze w życiu poszczególnych osób? Jak zmienia ich życie, odkąd stali się wyznawcami Jezusa z Nazaretu?

I jak ta wiara, po co, jak, jakimi sposobami jest przekazywana dalej? Ewangelista Łukasz kieruje swoje dzieło, jak to się mówi, do pogan. Nie do końca lubię to określenie, bo ma konotację po prostu religii politeistycznych, także takich bardziej pierwotnych, animizmu. Konkretnie chodzi tutaj o osoby związane z kulturą europejską, rzymsko-grecką. Więc forma opowieści jest nieco inna niż w przypadku tekstów Starego Testamentu, czy na przykład Ewangelii pisanej przez Mateusza. Czyli tych ksiąg, które są napisane do odbiorców z kultury semickiej.

Więc w dziech apostolskich relatywnie mało będzie hebrajskiej symboliki, wypełniania proroctw czy rodowodów. Więc może nam się je trochę łatwiej czytać niż niektóre inne fragmenty. Jednocześnie, tak jak inne księgi historyczne, nie jest księga dziejów rozprawą dogmatyczną, ale w tej historii, w sposób narracyjny, przy okazji konkretnych wydarzeń, w których uczestniczą konkretni ludzie znani z imienia, które dzieją się w konkretnych miejscach, z których większość jesteśmy w stanie zrekonstruować. Przy tej historii dyskretnie przekazuje wiele bardzo ciekawych treści teologicznych.

Tak jak szkółka niedzielna, dzieci myślę, że się bawią, a to jest forma nauczania i zwiastowania. Pytanie jest inne. Czy współcześnie zagadnienia rodzenia się i głoszenia wiary są jeszcze interesujące? W momencie, kiedy w Europie obserwujemy daleko idącą sekularyzację, a coraz większa część społeczeństwa otwarcie deklaruje agnostycyzm, ateizm, Już nie jako formę buntu, tylko jako coś zwyczajnego, naturalnego. Obchodzimy obecnie rok wyznania wiary, czyli 1700-lecie Soboru Powszechnego w Nicei, który został zwołany dla rozstrzygnięcia sporu ariańskiego.

Wtedy podobno nawet przekupniowie przy straganie z rybami poza targowaniem się o cenę ryb potrafili kłócić się o detale teologiczne. Obecnie pod tym względem czasy są na pewno zupełnie inne. Starożytność w zasadzie nie zna ateizmu. Jedna wzmianka w Biblii, jaką znajdziemy jest w psalmie 53: "Nie ma Boga, rzekł głupi w sercu swoim". Dawne spory i wątpliwości dotyczą co najwyżej tego, który Bóg, czczony w którym sanktuarium albo czczony przez który lud, jest tym prawdziwym albo najważniejszym. Ale w starożytności niemal wszyscy są wierzący.

Można by powiedzieć: nie to co teraz. Ale nie powinniśmy tej staryżytności przeceniać. Martwić się: kiedyś to były czasy, teraz nie ma czasów. Bo wtedy Bóg czy bóstwa były dla wielu takim roboczym objaśnieniem niezrozumiałego, choćby najprostszych zjawisk pogodowych, które teraz dzieci poznają w szkole podstawowej typu deszcz czy pioruny. Poznawanie przyrody odczarowuje świat i religijność jako takie robocze objaśnienie mechaniki świata. To przestaje być potrzebne, bo fizyka, biologia zrobią to lepiej i bardziej przekonująco.

Natomiast wiara w Jezusa Chrystusa, Ewangelia, to nie jest religijność naturalna powiązana z przyrodą z porami roku. Bóg nie jest tą niewidzialną ręką, która rzuca pioruny w czasie burzy. czy tam popycha cząsteczki w ramach ruchów Brauna, tylko przede wszystkim osobą, z którą wchodzimy w relację, która nam towarzyszy, która nas inspiruje, z którą się zaprzyjaźniamy, którą poznajemy. Tego bogactwa na co dzień czasem zapominamy. Co gorsza, jako chrześcijanie nieraz, co widać w zachowaniach społecznych albo w wypowiedziach niektórych liderów religijnych, albo liderów politycznych, którzy usiłują emocjami religijnych ludzi rozgrywać, Pojawia się coś takiego, jakbyśmy byli jakąś elitą, lepiej poinformowaną, moralnie żyjącą, która może z niechęcią patrzeć na tych innych, niekompletnych.

Albo w ujęciu wewnątrzkościelnym. Ja jestem po dwóch dniach synodu decyzjalnego. Mamy rozliczanie sukcesów misyjnych czy duszpasterskich. Ale jak ten problem wygląda w ujęciu biblijnym? Skąd ta wiara się bierze i jak może być przekazana dalej? Po pierwsze, czy można do tej wiary samemu dojść? Wydaje się, że patrząc na świat można dojść do pewnych pytań: "Skąd się wziąłem? Kto to wszystko pomalował?" Przez refleksję filozoficzną, przez zasady związane z koniecznością, początkiem można dojść do jakiegoś zapotrzebowania na element boski.

Ale to działa tylko częściowo, bo te wszystkie dowody na istnienie Boga tak zwane dają tylko przyjemność. wyobrażenie pewnej koncepcji, która nijak się nie wiąże z konkretnym, ukazującym się w historii Izraela i naszej Bogiem Biblii, z wiara u Kościoła. A zresztą same wymagają pewnych wstępnych założeń filozoficznych czy kulturowych. Zostawieni sami sobie naprawdę do niczego nie dojdziemy. Moje myśli nie są myślami waszymi, ani wasze drogi moimi drogami. Bo jak niebiosa wznoszą się nad ziemią, tak moje drogi górują nad waszymi drogami i myśli nad waszymi myślami.

Tak mówi Pan. Jak wysoko niebiosa wznoszą się nad ziemią. Gdzie jest ta granica naszego świata, to niebo? Kiedyś wyobrażano sobie dość nisko, blisko. Nieosiągalnie, bo człowiek nie lata. Ale teraz lot nie jest już abstrakcją. Nawet z technologii kosmicznych korzystamy na co dzień, aby trafić na przystanek autobusowy, który jest 100 metrów dalej. W zeszłym tygodniu na terenie diecezji spadł kawałek prywatnej rakiety kosmicznej i uszkodził hurtownię materiałów elektrycznych. Zupełnie inny świat. Ale czy przez to jesteśmy bliżej do nieba?

Zupełnie nie. Teraz jest jasne, że granicą naszego Wszechświata nie jest poziom chmur, poziom Księżyca. Jeżeli by szukać granicy naszego Wszechświata, to może być nią granica, do której nigdy nie dolecimy, bo po prostu Wszechświat się rozszerza jeszcze szybciej. I Bóg to nie jest jakiś tytan, to nie jest jakiś superman, człowiek tylko lepszy, od cechach pożądanych tylko większych. To jest ktoś tak totalnie inny, że jest zupełnie niepoznawalny obiektywnie, rozumowo. Tylko on, jak czytaliśmy, czasem pozwala się znaleźć.

Więc nie można patrzeć z niechęcią na innych ludzi, że ktoś inny nie poznał, nie wierzy, bo wiara nie jest efektem żadnej ludzkiej zasługi moralnej, nie jest efektem wyższości intelektualnej tego, kto uwierzył, czy wyższości duchowej, że uprawiał jakieś techniki, ascezę, żeby był lepiej przygotowany. Wiarę ostatecznie otrzymać można tylko od Boga w ramach Jego suwerennej, nieprzeniknionej dla nas decyzji. No i pytanie, jak to przebiega? Potrzeba dwa elementy. Pierwszy z nich to zwiastowanie Słowa Bożego, które przychodzi do człowieka z zewnątrz.

To widzimy w tej wizji, którą miał Paweł. Macedończyk mówiący, pomóż nam. A czemu musiał pomóc? Bo nie można ruszyć samemu od zera, bez punktu zaczepienia, bez dostępu do Ewangelii. Nie chodzi koniecznie o rozdawanie książek, chociaż i takie formy misji są praktykowane. Jest towarzyszenie Gedeonitów, które rozdaje te małe Biblie w hotelach. Nasz ksiądz ze Szczyrku jeździł w Szczyrku na nartach i rozdawał Nowe Testamenty narciarzom, pytając się uprzednio o wyznanie, jeżeli ktoś był wyznania katolickiego, dostawał w przekładzie zatwierdzonym przez Kościół Katolicki, żeby nie było wątpliwości.

Rozdawanie Biblii oczywiście też jest formą wizji. ewangelizacji, ale głoszenie czynem, działania diakonijne i są też formy może rozwodnione, jak się wydaje, ale przez to bardziej przyswajalne. Mogą być kazania, może być sztuka, malarstwo, filmy, rozmowy, muzyka, w ogóle Kantaty Bacha razem z tekstem to jest takie mistrzostwo, że bije na głowę bardzo wiele postyli. Jak pada deszcz z nieba i śnieg, I tam nie powraca, dopóki nie nawodni ziemi. Tak będzie ze Słowem. Ciekawe, że Słowo Boże nigdy nie pada na marne.

Ono się nie może przeterminować, zmarnować. Nie może zostać bez efektu. Ale uwaga, ten efekt może być wewnętrzny, może być bardzo odległy w czasie. To ziarno może wygiełkować po bardzo wielu latach. Może być odległy w przestrzeni, zwłaszcza kiedy obecnie technologia umożliwia nam totalne oderwanie przekazu informacji od bycia blisko siebie. O efektywności zwiastowania nie możemy myśleć w ludzkich kategoriach. Na zasadzie mam szlifierkę, mam pręd zbrojeniowy, potnę go na kawałki, mam efekt. Nie na tym polega efektywność Słowa Bożego, że my zobaczymy w prosty sposób te efekty.

Drogi i myśli Pana górują nad naszymi. Ale jest drugi element. Duch Święty nie w sposób mechaniczny z urzędu, ale na mocy swojej boskiej decyzji. Indywidualnie, we właściwym momencie, osobiście otwierający serca. Jak czytaliśmy, Pan otworzył jej serce. Na początku, jak to czytamy, to wydaje się być to ozdobnikiem. No bo czy Pan mógłby nie otworzyć serca na swój przekaz, zwłaszcza skoro tyle Pawła fatygował? Ale to nie jest ozdobnik. Każde słowo w Piśmie Świętym po coś jest. Coś znaczy albo pozwala nam lepiej zrozumieć znaczenie innych.

Dlatego z Biblii nic nie można wykreślać, ani sugerować, że są miejsca ważniejsze i nieważne. Pan otworzył jej serce. A komuś nie otworzył? Jak szerzej poczytamy Biblię? Jak najbardziej tak bywa. Najgorzej miał chyba Mojżesz. To jest w Księdze Wyjścia, w II Księdze Mojżeszowej, od rozdziału III. Bóg zleca Mojżeszowi karkołomną wizję. Ma pójść do Faraona Egiptu z żądaniami. I żeby Mojżesz wobec takiej strasznej wizji nie myślał, że będzie za łatwo, od razu Pan zapowiada, że uczyni serce Faraona zatwardziałym.

Ale zwiasta tak trzeba. Widzimy więc, że wiara jest czymś niezasłużonym, co dostajemy od Boga. W podwójny sposób niezasłużonym. Darem jest to, że mamy dostęp do przesłania Ewangelii i darem jest to, że ona do nas dociera i zaczyna wzrastać w naszym sercu, umyśle, życiu. Możecie zapytać, czy tego dwuczęściowego schematu nie łamie sam Paweł Starsu, którego kojarzymy z jego spektakularnego nawrócenia pod Damaszkiem. Nie nawrócił się słuchając apostołów, nie był na żadnej ewangelizacji w kościele ani w namiocie, tylko sam bez styku z nikim, poza samym Jezusem z nieba nagle się nawrócił.

Ale to też nie do końca. Paweł miał wielki kontakt z Pismem Świętym. Świetnie je znał po hebrajsku, kiedy szkolił się u stóp Gamaliela. I znał je w popularnym greckim przykładzie 70, "Septuagincie", który w listach cytuje z pamięci. Co widać po tym, że nie zawsze jest wszystko dokładnie. To wskazuje właśnie na to, że znał i nie musiał sprawdzać w zwojach. To słowo dojrzewało w jego sercu. I Paweł poznał przesłanie chrześcijan, chociaż na początku z nim się drastycznie nie zgadzał i trudnił się prześladowaniem chrześcijan.

Ale to wszystko już do niego dotarło. I dopiero nagle w tym dramatycznym momencie pod Damaszkiem Jezus odkrył to wszystko, co już miał w sercu. i wydało porażający owoc. A jeszcze ciekawiej będzie, jeżeli cofniemy się trzy wersety. Okaże się, że Paweł w dwóch prowincjach po drodze z Listry w ogóle nie prowadził działalności misyjnej, czy mówiąc po dzisiejszemu kościelnej. Dotyczy to Azji. Azja to nie jest kontynent, to jest prowincja obejmująca zachodnie wybrzeże Turcji i klinem się wbijające tak nieco w głąb.

Stamtąd Paweł planuje iść do Bityni, czyli prowincji obejmującej z kolei południowo-zachodnie wybrzeża Morza Czarnego. Ale nic z tego nie wychodzi. A dlaczego nie wychodzi? Dlaczego Paweł sobie idzie dalej, a tutaj robota nieruszona? Można by zgadywać. Może zabrakło mu wiary, motywacji. Może diabeł rzucił kłody pod nogi. Albo miejscowi ludzie, to źli ludzie byli, nie chcieli słuchać. Pewnie można by się długo tak bawić, zgadywać, spekulować, szukać winnego. Ale Łukasz, autor dziejów apostolskich, napisał wprost.

Przeszli Frygię i Krainę Galacką, ponieważ Duch Święty zabronił im głosić słowo w Azji. Gdy przybyli do Myzji, próbowali wejść do Bityni, ale Duch Jezusa nie pozwolił im. Jezus przeciwny zwiastowaniu Ewangelii. Co się dzieje? Czy Paweł chciał coś złego, wbrew przykazaniu, dla zysku? Czy nie umiał zwiastować? Kto jak kto, ale apostoł Paweł umiał prowadzić misję i robił to naprawdę szczerym sercem. Ale niezgłębiona wola Boża była w tamtym momencie inna. Nie miał tam pójść. Czy dlatego, że był bardziej potrzebny w Macedonii, czy tam spotkałoby go coś złego.

Po prostu nie miał tam pójść, nie miał tam głosić. Paweł nie był temu winny. Wytrawny czytelnik Nowego Testamentu zauważy, że w pierwszym liście Piotra, w pierwszym wersecie autor pozdrawia wybranych przebywających w rozproszeniu w różnych miejscach i tam też jest Azja i Bitynia. Czyli, że jednak ostatecznie pozdrawiam. Chociaż Paweł tam wtedy się nie udał, do tych pominiętych rejonów słowo o Jezusie dotarło w inny sposób. I to też jest element kluczowego przesłania Ewangelii. Centralne przesłanie jest takie: to nie my mamy zbawić świat.

To Jezus zbawia świat. I to ma też zastosowanie do misji. To nie my mamy kogokolwiek zbawić. I dlatego nie ma sensu zadręczać się za dużą presją na widzialne efekty. Co może być trudne, jeżeli obiektem misji byłby ktoś dla nas ważny, bliski, członek rodziny. Ale to nie my mamy go zbawić. Bo wiara to też zaufanie Bogu, że sam zadziała, że sam sobie poradzi, że my nie musimy wszystkiego. Bo i tak jest mnóstwo rzeczy, do których jesteśmy przez Niego posłani. Nie każdy musi być profesjonalnym apostołem jak Paweł.

Zawsze jest okazja na niesienie Ewangelii. Nawet takie, jakby się wydawało na początku, niekompletne. dawanie tylko punktu zaczepienia, jak mówiąc komputerowo, ten niebieski tekst, który dopiero trzeba kliknąć, żeby przejść do właściwej treści. To może być zaproszenie do Kościoła nie na żadne nabożeństwo, tylko nawet na świecki koncert odbywający się w tej przestrzeni. Albo przeciwnie, nie przyjęcie zaproszenia na spotkanie w konkretnym dniu, bo akurat wtedy mam chór w parafii, bo akurat wtedy jadę na zjazd młodzieży ewangelickiej albo na synod.

Jeden z najważniejszych świętych prawosławnych z obszaru słowiańskiego, Serafim z Serowa. Słynny jest w takiej myśli: "Sam zdobądź ducha". a wokół Ciebie zbawią się tysiące. I przede wszystkim takiego sukcesu misyjnego wszystkim życzę. Amen. Nie dostałem ogłoszeń lokalno-parafialnych, Natomiast mam do ogłoszenia, że w ramach trwającego cyklu modlitwy o kolejne parafie z naszego Kościoła, dzisiaj będziemy się szczególnie troszczyć o parafie kościoła. luterańską w Mrągowie. Położona jest w centralnej części Mazur nad jeziorem Czos.

Swoim zasięgiem obejmuje też sąsiednie gminy, nawet nie cały powiat, bo w tym samym powiecie są jeszcze Sorkwity i Mikołajki. Posiada filiał w Użrankach. Do parafii należy około 350 osób, a administratorem jest ksiądz Bartłomiej Polak. Oprócz działalności kultowej i duszpasterskiej parafia prowadzi stację socjalną, diakonijną i dom gościnny. Tyle ogłoszeń. Przyjmijmy życzenia pokoju. A pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum, strzec będzie serc i myśli naszych w Chrystusie Jezusie, Panu i Zbawicielu naszym.

Amen. Daj mi sercu mi, do mnie i dośpię, Tej Bóg przyrodno Ci bronić się ruch. Wierzeć mnie na Józ, bronić się ruch. Zdjęcia Chce się w Twoim czas, Oni się mógł. Leży na sporość i na obiekość. Daj mi Ty, gdzie się w Twoim czas, Oni się mógł. Módlmy się. Panie Boże, ucz nas się modlić, ucz nas wierzyć. Dziękujemy Ci, że w przyjściu Chrystusa Przybliżyło się dla nas Królestwo Twojej sprawiedliwości i chwały. Oddajemy Ci cześć i uwielbienie. Chwalimy Cię wraz ze wszystkimi, którzy w Ciebie uwierzyli i podporządkowali się Twojej świętej woli.

Dziękujemy Ci, że przez wiarę w Jezusa Chrystusa Uczyniłeś nas swoimi dziećmi, przywołałeś do Królestwa, w którym każdy doznaje łaski i miłości Twojego serca Ojcowskiego. Spraw, aby Twoje Królestwo przeżyło się wśród nas przez zwiastowanie słowa Twojego, a serca nasze przygotowane były do wydania dobrych owoców Ducha Świętego. Ty znasz nasze serca, wiesz ile w nich jest ciemności, nieprawości. Przeobraź je, abyśmy żyli nie dla siebie, lecz dla sprawiedliwości, pokoju i chwały imienia Twego. Przez swoje święte słowo powołałeś do istnienia Kościół.

Przez słowo utrzymujesz, poświęcasz i prowadzisz go. Dopomóż nam je zwiastować z mocą, z gorliwością. Błogosław zasiewowi, aby wydało owoc stokrotny. Daj ducha swojego mądrości i odwagi, pasterzom, nauczycielom i ewangelistom. Aby Twoje słowo, jak jasna pochodnia, świeciło w ciemności i posilało serca wątpiące i zatrwożone. Spraw łaskawie, aby Ewangelia była chlebem powszednim w każdym domu. Aby naukę, wiarę i przekazania Twoje szanowano w szkole i życiu publicznym. Błogosław dzieło głoszenia dobrej nowiny w stacjach misyjnych, okazywaniu miłości w szpitalach i domach opieki.

Szczególnie chcemy dzisiaj dziękować Tobie za ostatnie 500 lat Twojej opieki nad parafią w Zensburgu, Ządzborku, Mrągowie. i prosić o dalsze błogosławieństwo, o dokończenie remontu plebanii, obchody jubileuszu 500 lat reformacji Kościoła na Mazurach. Wszystko niechaj się dzieje ku chwale imienia Syna Twojego, Jezusa Chrystusa. przez którego racz nas wysłuchać, kiedy zawołamy wspólnie jako Twoje dzieci. Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi.

Chleba naszego powszechniego daj nam dzisiaj. I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom. I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Niech Ci błogosławie Pan i niechaj Cię strzeże. Niech rozjaśni Pan oblicze swoje nad Tobą i niech Ci miłości wbędzie. Niech obróci Pan twarz swoją ku Tobie i da Ci pokój. Amen. Muzyka Ostylne mnie, Bogusła nas, kruś na co dzień. Oczą oberne, ostylne mnie, Bogusła nas, kruś na co dzień. Muzyka I w nasie dźwiękienia Nie chcę poich las, że moja krasz we czasem na okruę zmienia Nie chcę poich las, że moja krasz we czasem na okruę zmienia Niech w szedzie nas, bo wiec nam, a co nas w górze na błogu,

Wpisz słowo lub temat, który Cię interesuje: