Faryzeusz i celnik — miszmasz po Bożemu
Bóg pysznym się sprzeciwia, ale pokornym daje łaskę.
Ewangelia św. Łukasza 18, 9–14
Biblia Warszawska
**9** I powiedział także do tych, którzy pokładali ufność w sobie samych, że są usprawiedliwieni, a innych lekceważyli, to podobieństwo: **10** Dwóch ludzi weszło do świątyni, aby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik. **11** Faryzeusz stanął i tak się w duchu modlił: Boże, dziękuję ci, że nie jestem jak inni ludzie, rabusie, oszuści, cudzołożnicy albo też jak ten oto celnik. **12** Poszczę dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę z całego mego dorobku. **13** A celnik stanął z daleka i nie śmiał nawet oczu podnieść ku niebu, lecz bił się w pierś swoją, mówiąc: Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu. **14** Powiadam wam: Ten poszedł usprawiedliwiony do domu swego, tamten zaś nie; bo każdy, kto siebie wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony.
- Przypowieść jest jak hermetycznie zamknięte pudełko — bohaterowie są czarno-biali, nie znamy ich przeszłości ani przyszłości, a ramy obrazka nie pozwalają dociec, co ich ukształtowało.
- Faryzeusz robi wiele dobrego: wchodzi do świątyni, modli się skupiony, cieszy się że nie obciążają go pewne grzechy, pości dwa razy w tygodniu, oddaje dziesięcinę z całego dorobku — kolejne punkty „do świętości".
- Cała ta lista zalet pada przez jedno głupie lekceważenie drugiego człowieka — krzywe spojrzenie, kpinę w szkolnej ławce, agresywny komentarz pod adresem grzesznika.
- Wolno gardzić grzechem, lecz nie człowiekiem, który ten grzech popełnia — różnica między westchnieniem do Boga a agresją wymierzoną w bliźniego jest ogromna.
- Postawa celnika to nie wezwanie do nieustannego umartwiania się; chrześcijaństwo to nie synonim kaleczenia siebie ani „smętnego śpiewania pieśni za Jezusem".
- Życie w ciągłym poczuciu winy nie zbliża do Boga — obniża poczucie wartości i oddala od Pana Boga, od ludzi i od siebie samego.
- Chrześcijanin to nie „ciapa" — człowiek niezaradny życiowo, który daje się obić i ciągle przeprasza, że jest grzeszny. To wezwanie do równowagi: trochę z celnika i trochę z faryzeusza — „miszmasz po Bożemu".
O czym mówił pastor
Kazanie wygłoszone w jedenastą niedzielę po Trójcy Świętej rozpoczyna się od osobistego wyznania kaznodziei. Przyznaje on, że przygotowanie tego rozważania „szło mu jak krew z nosa", i tłumaczy dlaczego. Przypowieści Jezusa są bowiem jak małe, hermetycznie zamknięte pudełka — nic do nich nie można dodać i nic z nich wyciągnąć. Bohaterowie są czarno-biali, nie znamy ich przeszłości ani przyszłości, nie wiemy, co sprawiło, że są właśnie tacy, a nie inni. Grozi to dwoma niebezpieczeństwami: trywializacją obrazka i przenoszeniem czarno-białego świata w kolorową rzeczywistość oraz grzechem zbyt pochopnego osądu.
Po tym wstępie kaznodzieja bierze „na tapet" głównego bohatera — faryzeusza. Z humorem zaprasza słuchaczy do gry, w której można zliczać kolejne „punkty do świętości". Faryzeusz wchodzi do świątyni — pierwszy punkt. Modli się w niej, a nie odbębnia obowiązek — drugi punkt. Skupia się na sobie, czyli na modlitwie, nie rozprasza się sąsiadem w ławce ani myślą o obiedzie — kolejne punkty. Dziękuje Bogu, że nie jest jak rabusie, oszuści i cudzołożnicy — a przecież nie ma nic złego w radości, że jakieś grzechy nas nie przygniatają. „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem złodziejem, że nie jestem przekupny" — można powiedzieć szczerze. Faryzeusz pości dwa razy w tygodniu, choć Żydów obowiązywał post raz w tygodniu. Wreszcie oddaje dziesięcinę z całego dorobku — nie roczny jednoprocentowy podatek, lecz dziesięć procent ze wszystkiego: prezentów, kopert, każdego dochodu. Kaznodzieja podsumowuje: szesnasty punkt do świętości — kto z nas mógłby otrzymać więcej?
I tu pojawia się pytanie kluczowe — co jest z faryzeuszem nie tak? Jezus mówi przecież, że to nie on poszedł usprawiedliwiony. Odpowiedź tkwi w nieszczęsnym kontekście, od którego perykopa się zaczyna: „powiedział to tym, którzy lekceważyli innych". To słowo enigmatyczne. Kaznodzieja przywołuje obrazy z własnego życia. Tego ranka w autobusie wszedł brudny, „wczorajszy" człowiek — i ludzie zaczęli się przesiadać, odwracać głowy, komentować. Czy to było lekceważenie? A może lekceważeniem jest naśmiewanie się w podstawówce z kolegi, „cisnięcie beki" agresywnie i kwaśnie. W każdej klasie taki kolega jest — a ten ktoś do dziś nie potrafi myśleć o sobie jako o pełnowartościowym człowieku, którego można pokochać. Może Jezusowi wystarczyło już samo krzywe spojrzenie na niezamożnego, źle ubranego, chorego. „Zobaczcie — tyle dobra faryzeusza i wszystko idzie się paść przez jedno głupie lekceważenie."
Kaznodzieja podaje przykład człowieka z YouTube, którego lubi za charyzmatyczny sposób mówienia, ale który razi agresją, gdy mówi o homoseksualistach. Można przecież poprzestać na prostej modlitwie: „Boże, nie jestem jak ten homoseksualista i bardzo się z tego cieszę. Dziękuję, że nie muszę nieść ciężaru tego grzechu". Różnica między agresją wymierzoną w drugiego człowieka a westchnieniem do Pana Boga jest fundamentalna. Oceny i sądy zostawmy Prawodawcy. Dzisiejsza historia przypomina banał, przed którym trudno uciec: grzechem gardzić możemy, ale nie człowiekiem, który ten grzech popełnia. Zło pojawia się wtedy, gdy z pogardą myślimy: „ja nie mógłbym żyć tak jak on, jak on tak może, ma za swoje, sam się o to prosił, przed karmą nie ucieknie".
W drugiej części kazania kaznodzieja przygląda się celnikowi, który stanął z daleka, bił się w piersi i wołał: „Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu". Łatwo wyciągnąć wniosek, że trzeba zachowywać się dokładnie tak jak ten celnik, aby być zbawionym — i tak, i nie. Tak, bo trzeba prawdziwie żałować za grzechy; babcia opowiadała obrazek, że święty Piotr przy wejściu do nieba sprawdza, kto sobie czoło rozbił o framugę — bo kto wchodzi dumny i wyprostowany, ten guza nabije. Nie — bo Pismo Święte mówi, że wiara w Jezusa nie oznacza ciągłego obwiniania się i bicia w piersi. W filmie „Luther" jest scena, w której reformator zamknięty w celi wrzeszczy, przygnieciony ciężarem swoich grzechów. Lutrowi zajęło sporo czasu, zanim zrozumiał, że chrześcijaństwo nie jest synonimem umartwiania się.
Kaznodzieja przywołuje znajomą, która w etapach załamania zakazuje sobie modlitwy, bo „nie jest wystarczająco godna". I konwertytkę, która podczas kryzysu wiary nie potrafiła chodzić do kościoła, bo wyprowadzało ją z równowagi to, co nazwała „ewangelickim umartwianiem się" — brak uśmiechu, brak miłości do siebie, brak otwartości, „smętne śpiewanie pieśni i klepanie: ja biedny, nędzny, grzeszny człowiek". Coś w tym jest. Bywa, że pieśń „Za Jezusem chętnie powędruję" śpiewa się w niektórych zborach tak cierpiętniczo, jakby to był pogrzeb, a ksiądz za chwilę miał się przewrócić.
Stąd płynie konkretne wezwanie: jeśli żałujesz za grzechy, przeprosiłeś Boga, biłeś się w piersi — super. A teraz wstań, otrzep kolana i ciesz się tym, co Bóg dla ciebie przygotował. Czasem wystarczy krótkie, ale szczere westchnienie: „Boże, znowu się nie udało, przepraszam". I żyj dalej. Spójrz w lustro z miłością, zobacz w odbiciu Bożą kreatywność. Weź kochaną — albo jeszcze niekochaną — osobę na spacer, uśmiechaj się do nieznajomych, a jak nie odpowiadają, uśmiechaj się dalej, aż w końcu zaczną. Nikt nie przekona kaznodziei do tego, że życie w ciągłym poczuciu winy zbliża do Boga. Ono obniża poczucie własnej wartości, a to oddala od Pana Boga, od innych ludzi i od siebie samego — to pułapka, z której wychodzi się latami albo wcale.
Kaznodzieja kończy mocnym akcentem: chrześcijanin to nie „ciapa" — człowiek niezaradny życiowo, który daje się obić, okraść i jeszcze ciągle przeprasza, że jest grzeszny. Jeśli ktoś takie rzeczy wmawia, „gada głupoty" — i tak trzeba mu powiedzieć. Niech ludzie, których spotykamy, widzą Pana Boga w naszym uśmiechu. Tylko tyle i aż tyle — czasem to wystarczy. Życzeniem kaznodziei jest, byśmy nie byli zupełnie jak faryzeusz ani zupełnie jak celnik, lecz mieli trochę z jednego i trochę z drugiego w odpowiednich proporcjach. Byśmy byli „miszmaszem po Bożemu". Amen.
Czego uczy nas to kazanie
Hasła teologiczne najbliżej tematycznie tego kazania (semantyczne podobieństwo).
-
Simul iustus et peccator 61% Jednocześnie sprawiedliwy i grzesznik
Formuła Lutra: wierzący przed Bogiem jest sprawiedliwy (przez Chrystusa), a jednocześnie w sobie nadal grzesznikiem. Dwie prawdy, jeden człowiek.…
Rozwiń hasło → -
Sola Gratia 59% Tylko z łaski
Zbawienie jest darem Bożej łaski, nie zasługą człowieka. Łaska wyprzedza wszelkie nasze działanie — wybiera nas, wzywa, uświęca.…
Rozwiń hasło → -
Sola Fide 57% Tylko przez wiarę
Zbawienie przychodzi przez wiarę w Chrystusa — nie przez uczynki, zasługi, sakramenty same w sobie, ani modlitwę za pośrednictwem świętych.…
Rozwiń hasło →
Archiwum Otwórz pełny zapis nabożeństwa — pełna transkrypcja (czytania, modlitwy, kazanie pastora)
# 🟢 11. NIEDZIELA PO TRÓJCY ŚWIĘTEJ # Zrodlo: https://youtu.be/aZGtp5VIPwE # Data nabozenstwa: 2021-08-15
Muzyka Wszystkie prawa zastrzeżone. Wszystkie prawa zastrzeżone. Wielkie dzięki i do zobaczenia w kolejnych odcinkach. Wszystkie prawa zastrzeżone. Wielkie dzięki i do zobaczenia w kolejnych odcinkach. Wielkie dzięki i do zobaczenia w kolejnych odcinkach. Wielkie dzięki i do zobaczenia w kolejnych odcinkach. KONIEC Muzyka W imię Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego. Amen. Uważaj na swoje myśli. One stają się słowami. Uważaj na swoje słowa. One stają się czynami. Uważaj na swoje czyny. One stają się nawykami. Uważaj na swoje nawyki.
One stają się charakterem. Uważaj na swój charakter. On staje się przeznaczeniem. przeznaczeniem. Siostry i bracia, witam Was na nabożeństwie w jedenastą niedzielę po Świętej Trójcy. Witam serdecznie wszystkich tych, którzy jesteście ze mną tutaj w Kościele oraz wszystkich tych, którzy są z nami i oglądają nas przy pomocy rozmaitych elektronicznych ustrojostw. Hasło dzisiejszej niedzieli oraz tego nabożeństwa i kolejny dni tego tygodnia wyjęte jest z pierwszego listu Piotra z Nowego Testamentu. I tam czytamy takie słowo.
Bóg pysznym się sprzeciwia, ale pokornym daje łaskę. Wami sobie życzę, żeby tej łaski Pan Bóg udzielał nam bez żadnych ograniczeń. Życzę wami sobie błogosławionego czasu tego nabożeństwa. Śpiewamy pierwszą z wyznaczonych pieśni. Pieśń numer 552. 552. Śpiewamy pierwszą, drugą i trzecią zwrotkę. Pierwszą, drugą i trzecią zwrotkę. W liturgii wstępnej będziemy zmawiać i śpiewać introit numer 66. Introit numer 66. Wielkość ustopi jaska po Chrystus tam, więc grobów się nie boli. Zabrystwo szanowskolenie, szanowskie roczy, i wierze Sąca Bocze, gdyż na czyncieli są.
Na mojej zamej ziemi Groci ze wczoraj I dla Crestu swoje I na mi ubiegłom O mój dobrej boli, Teboj ożyw się, I go pić do soli, O duchem serca plać. On strzeże na serc roli ziarni. Zdjęcia i montaż Zdjęcia i montaż Od wschodu słońca aż do zachodu. Wszelkie prawa. Któż jest jak Pan, Bóg nasz? On podnosi nędzarza z prochu. Chwała niech będzie Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu. Kyrie Eleison Christe Eleison Kyrie Eleison Panie Duchu, i oświęc. Chwała Bogu na wysokościach. Zdjęcia i montaż Uchododanie Bóg w nas mał i pokój już bez przemiernych mał, właśnie wszelka się skończyła.
Wszechmogący Boże i Ojcze Tobie, dziękujemy, że okazujesz łaskę tym, którzy są pokornego serca. Prosimy umocnij nas w ufności, byśmy pocieszali się Twoją łaską i służyli Ci szczerym sercem. Wysłuchaj nas przez Jezusa Chrystusa, który z Tobą i z Duchem Świętym żyje i króluje na wieki wieków. Amen. Pan niech będzie z Wami. Pan niech będzie z Wami. W Starym Testamencie, w II Księdze Samuelowej, w XII rozdziale, w wybranych wierszach czytam fragment, który jest zatytułowany Prorocka nagana dla Dawida i jego pokuta.
Posłuchajmy. Pan posłał Natana do Dawida, a ten przyszedłszy do niego powiedział W pewnym mieście było dwóch mężów, jeden był bogaty, a drugi ubogi Bogaty miał bardzo wiele owiec i bydła Ubogi zaś nie miał nic oprócz jednej małej owieczki, którą nabył Żywił ją, a ona wyrosła u niego razem z jego dziećmi Z chleba jego jadała, z kubka jego piła Na łonie jego sypiała i była mu jak córka Pewnego razu przybył do męża bogatego podróżny Żal mu było wziąć ze swoich owiec czy ze swojego bydła By je przyrządzić dla podróżnego, który do niego przybył Wziął więc owieczkę tego męża ubogiego i ją przyrządził dla męża, który do niego przybył.
Wtedy Dawid wybuchnął wielkim gniewem na owego męża i rzekł do Natana, Jako żyje Pan, że na śmierć zasługuje mąż, który w ten sposób postąpił. Za owieczkę zapłaci w czwór nasób, dlatego że taką rzecz uczynił i że nie miał litości. Wtedy Natan rzekł do Dawida, Ty jesteś tym mężem, tak mówi Pan Bóg Izraela. Ja Cię namaściłem na króla nad Izraerem i ja Cię wyrwałem z ręki Saula. Dałem Ci dom Twojego Pana i żony Twojego Pana na Twoje łono. Dałem Ci dom Izraela i Judy, a jeśli by to było za mało, byłbym dodał Ci jeszcze nadto.
Dlaczego więc wzgardziłeś słowem Pana, popełniając zło w jego oczach? Uriasza Chetejczyka zabiłeś mieczem, jego żonę wziąłeś sobie żonę, jego zaś zabiłeś mieczem amonitów. Teraz już nie odstąpi miecz od Twojego domu po wszystkie czasy, dlatego że mną wzgardziłeś i wziąłeś żonę Uriasza Chetejczyka, by była Twoją żoną. Wtedy rzekł Dawid do Natana, zgrzeszyłem wobec Pana. Natan zasi rzekł do Dawida, Pan również odpuścił Twój grzech, nie umrzesz. Ponieważ jednak czynem tym zbezcześciłeś Pana, przeto Syn, który Ci się urodził, musi umrzeć.
Potem Natan poszedł do swojego domu. Wtedy. Fragment lekcji nowotestamentowej czytam w liście do Efezjan. W rozdziale drugim nasz fragment zatytułowany jest Zbawienie pochodzi z łaski Bożej przez wiarę. Bóg, który jest bogaty w miłosierdzie dla wielkiej miłości swojej, którą nas umiłował, I nas, którzy umarliśmy przez upadki, ożywił wraz z Chrystusem. Łaską zbawieni jesteście. I wraz z Nim wzbudził i wraz z Nim posadził w okręgach niebieskich w Chrystusie Jezusie, by okazać w przyszłych wiekach nadzwyczajne bogactwo łaski swojej w dobroci wobec nas w Chrystusie Jezusie.
Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę i to nie z was. Boży to dar. Nie z uczynków by się kto nie chlubił. Jego bowiem dziełem jesteśmy. Stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, do których przeznaczył nas Bóg, byśmy w nich chodzili. Wysławiajcie Pana, wzywajcie Jego imienia, głoście narodom czyny Jego. Alleluja! Alleluja! Alleluja! Alleluja! W odpowiedzi na usłyszane słowo ze Starego i z Nowego Testamentu wyznajmy wspólnie naszą świętą wiarę. Wierzę w jedynego Boga, Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych.
i w jednego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami. Bóg z Boga, światłość ze światłości. Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego, zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu. A przez Niego wszystko się stało. On to dla nas ludzi, dla naszego zbawienia, stąpił z nieba i za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Marii Panny i stał się człowiekiem. Ukrzyżowany również za nas, pod Poncjuszem Piłatem, został umęczony i pogrzebany. I zmartwychwstał dnia trzeciego, jak oznajmia pismo.
I wstąpił do nieba, siedzi po prawicy ojca i powtórnie przyjdzie w chwale sądzić żywych i umarłych, a królestwu jego nie będzie końca. Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela, który od Ojca i Syna pochodzi, który z Ojcem i Synem wspólnie odbiera uwielbienie i chwałę, który mówił przez proroków. Wierzę w jeden święty, powszechny i apostolski Kościół. Wyznaję jeden chrzest na odpuszczenie grzechów i oczekuję wskrzeszenia umarłych i życia wiecznego w przyszłym świecie. Amen Siadamy proszę i śpiewamy kolejną z wyznaczonych pieśni Pieśń numer 564 564 I śpiewamy pierwszą, drugą i trzecią zbrodkę Pierwsza, druga i trzecia zbrodka Zdjęcia i montaż Pójrzcie, chęci, chłostki, pójrzcie, Poryście przyjręb połudny.
Wierna miłość uszczu pójrzcie, Pory ze przyjrzec mi. Gdy mi ościgłaś, Czusa, Gdy nam raz założysz się, Ktoś się w niczym obokalej, Przecież w cudzko stronie bym. A nasz Pan i do niej Przewajek swoją pewnie Nadle o nich do niej zniem Wyjazd naszych Cieli w niej Muzyka Łaska Jezusa Chrystusa, miłość Boga Ojca i społeczność Ducha Świętego niech będzie z nami wszystkimi. Amen. Podstawą naszego dzisiejszego rozważania jest Boże Słowo wyjęte z Ewangelii według Łukasza. Z rozdziału 18 nasz fragment zatytułowany jest Podobieństwo o faryzeuszu i celniku.
Posłuchajmy. I powiedział Jezus również do tych, którzy pokładali ufność w sobie samych, że są usprawiedliwieni, a innych lekceważyli. To podobieństwo. Dwóch ludzi weszło do świątyni, żeby się w tej świątyni modlić. Jeden faryzeusz, a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak się modlił w duchu. Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, jak rabusie, jak oszuści, jak cudzołożnicy, albo też jak ten oto celnik. Poszczę dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę z całego mego dorobku. Celnik stanął z daleka i nie śmiał nawet oczu podnieść ku niebu, ale bił się w swoją pierś i modlił się takimi słowami.
Boże, bądź miłości w mnie grzesznemu. Jezus powiedział, ten poszedł usprawiedliwiony do swojego domu, tamten zaśnie. Bo każdy, kto siebie wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony. Miłosierny Ojcze w niebie, Tobie z głębokości naszych serc dziękujemy za to, że możemy być jak bracia i siostry jednego Ojca, którym Ty, Boże, jesteś. Tobie dziękujemy za Twoje błogosławieństwo, za to, że możemy tutaj być, pochylać nad Twoim Słowem. I prosimy o Twoje błogosławieństwo, Twoje prowadzenie, kiedy dzięki Twojej łaskawości kilka myśli budowanych na Twoim Słowie powiemy.
już za chwilę będą mogły tutaj wybrzmieć. Amen. Siadamy wygodnie.... Siostry i bracia w Jezusie Chrystusie. Ci, którzy znają mnie lepiej, wiedzą, że czasem używam takiego zupełnie prostego, swobodnego, żeby nie powiedzieć podwórkowego języka. I nie byłbym sobą, gdybym teraz nie powiedział, że przygotowywanie tego dzisiejszego rozważania, no szło mi to jak krew z nosa. I różne rzeczy by się na to składały. Może chodzi o autora dzisiejszego tekstu, no bo jak wiadomo z Łukaszami tak jest, że nieraz ciężko się z nimi dogadać.
Może chodzi raczej o samą przypowieść, o sam fragment, sam obrazek, który zostawia nam Jezus z Nazaretu. Jak spojrzymy sobie tak ogólnie, globalnie na to, czym są te przypowieści, te obrazki, które zostawia Jezus, no to mnie samemu one się kojarzą z takim małym, żeby nie powiedzieć malutkim, hermetycznie zamkniętym pudełkiem. I do tego pudełka nic nie można dodać i z tego pudełka też nic nie można wyciągnąć. Początek i koniec świata przedstawionego jest zamknięty w kilkunastu centymetrach kwadratowych.
Otwieramy sobie Pismo Święte, patrzymy fragment Ewangelii, dziś to jest Ewangelia Łukasza i widzimy, że to zajmuje niewiele, nie? Tak. Patrzymy sobie na tą przypowieść i widzimy, to nie jest odkrywcze. Bohaterowie w tym pudełku, o którym wspomniałem, oni są czarno-biali. Nie znamy przeszłości tych ludzi, przyszłości też nie. Nie mamy możliwości dociec, co sprawiło, co się złożyło na to, że oni są właśnie tacy, a nie inni. Ramy przypowieści, podobieństwa, obrazka, one nam na to nie pozwalają. Ale to wcale nie jest złe.
I o tym za chwilę. Efekt jest taki, że kiedy przygotowuję się do rozważania na temat przypowieści tego obrazka zamkniętego w kilku, kilkunastu centymetrach kwadratowych, to jestem narażony na to, żeby tą przypowieść strywializować. Żeby ten czarno-biały świat tego małego, prostego obrazka przenieść do mojej rzeczywistości, do naszej rzeczywistości, która jest zupełnie kolorowa. Grozi mi też, dosłownie, grzeszenie zbyt pochopnym osądem. To jest grzech, zbyt pochopny osąd. No bo tak, patrzymy na tą dzisiejszą przypowieść.
Mamy tam celnika. W zasadzie takiego, któraś z babcimy powiedziała, celnika ewangelika. No typowego luteranina po prostu. Siedzi sobie gdzieś tam z tyłu kościoła, Bo gdzieś w środku, maksymalnie w środku. No bo patrzcie, pierwsze ławki to tak jakby one parzyły trochę, nie? Nie zawsze w nich siadamy. Raczej gdzieś tam z tyłu jakaś taka bezpieczna, strategicznie poprawna miejscówka. No tutaj brawo za odwagę, nie? Ktoś siedzi w pierwszej ławce. I ten Ewangelik, który gdzieś tam nieraz z tyłu siedzi za słupem, za filarem, w różnych kościołach różnie ta architektura wygląda, ale są takie kościoły, gdzie ktoś jest na nabożeństwie, ja go nie widzę, on mówi, że był, a on mówi, no tam siedziałem za słupem, nie?
I ten Ewangelik za tym słupem, nieraz jak jest ta spowiedź już, szczęśliwie dotrwamy, to on się tak bije, nie? W tą piersi. Ja biedny, nędzny, grzeszny człowiek. Ja mówię, zupełnie serio. No, ale z drugiej strony mamy tego faryzeusza, nie? On siedzi bardzo blisko, na widoku. Chwali pięta. Mądry jestem niesłychanie, najpiękniejsze. Mam ubranie, moja buzia tryska zdrowiem. Jak coś powiem, to już powiem. Nie? poszczę dwa razy w tygodniu daję dziesięcinę ze wszystkiego co nabywam i to jest litania tych wspaniałości które on sobie tam realizuje jest taki świetny utwór, który bardzo sobie szanuję, noszę w sercu ci co wiedzą to wiedzą tam się pojawia taka fraza co to za Pan tak kulturalnie opowiada jak się stara ładnie siedzieć i wysławiać ach co za to, co za ukłon, co za wiara w każdym zdaniu jakie mądre przekonania Ocena Jezusa jest oczywista, zero-jedynkowa.
Tutaj nie ma żadnej filozofii, nie? Jest biały celnik luteranin, on jest dobry. I mamy tego czarnego, zepsutego faryzeusza, chwali pięte, on jest zły. No i ktoś z was mógłby teraz być gotowy pomyśleć, że to w sumie takie nędzne rozważanie, nie? No bo nawet po przypowieści chciałoby się czegoś więcej. No i ktoś z was mógłby teraz być gotowy, pomyśleć, że to w sumie takie nędzne rozważanie, nie? No to najpierw weźmy sobie na tapet naszego głównego bohatera, czyli faryzeusza. Faryzeusza. Wszedł do świątyni, żeby się modlić.
No to w ogóle bardzo dobrze o nim świadczy, nie? Jakbyśmy grali w grę, to byłoby tak, że faryzeusz już na początku za wejście do świątyni dostaje dwa punkty do świętości, nie? Faryzeusz. Wchodzi do świątyni, jeden punkt, potem się w niej modli, to już jest drugi punkt, to są już dwa punkty. I uwaga, on wchodzi tam, żeby się modlić, nie żeby odbębnić obowiązek, żeby było, ale żeby się modlić. Jeden punkt. Co się dzieje dalej? Czytamy: "Faryzeusz skupiony na sobie". W duchu jest napisane, tak? Zależy od tłumaczenia.
Skupiony na sobie albo w duchu tak się modlił. Niektórzy byliby gotowi się czepiać, że on jest taki skupiony na sobie, nie dostrzega innych ludzi. Ale w tym nie ma żadnej niepoprawności, zobaczcie. On się skupia na sobie, bo on się teraz modli. On się nie skupia na dziecku sąsiada z ławki, które właśnie teraz płacze albo za głośno gaworzy albo w ogóle coś tam innego się dzieje. Nie patrzę też na przystojnego sąsiada albo przystojną sąsiadkę z ławki w kościele, jak się modlę. Jak się modlę w Kościele, to też nie myślę o tym, że czeka na mnie pyszny obiad.
No bo czeka. Jak się modlę, to się nie rozkojarzam. To robię wszystko, żeby to rozkojarzenie nie miało miejsca. Jak się modlę, to staram się być daleki od tego, żeby myśleć o tym, co czeka na mnie w pracy. Te wszystkie trudności, problemy, zmartwienia. Jak się modlę, to nie myślę o tym, że mnie łupie w krzyżu. Nie? Nie? No ciężko czasem jest nie myśleć o tym, jak łubię w krzyżu, ale staram się tego nie robić. Pracuję, nie? Wykonuję pracę. Skupiam się na sobie, modlę się w duchu. Kolejne dwa punkty do świętości.
Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, rabusie, oszuści, cudzołożnicy albo tak jak ten oto celnik. No po naszemu byłoby to tak. Boże, dziękuję Ci, że nie jestem tak jak inni ludzie, jak Ci bankowcy z wysokich stołków, politycy, przekupni sędziowie. Czy tam ten człowiek z przodu, ja wiem o nim, że on jest złodziejem, w ogóle jest jakiś niewyraźny, nie? Boże, dziękuję, że nie jestem taki jak on. Dobrze jest przypomnieć, że grzech to jest grzech I nie ma między grzechami wartościowania Nie ma hierarchii, hierarchizowania Nie ma czegoś takiego, że jest lekki, ciężki No i taki średnio ciężki Tam zależy jak leży Ale czy to oznacza, że mam się nie cieszyć z tego Że jakiegoś grzechu się nie dopuszczam?
Boże, dziękuję Ci, że nie jestem złodziejem Boże, dziękuję Ci, że nie jestem przekupny. Nie da się mnie kupić. Nie da się. Boże, dziękuję Ci za to. Tak, cieszę się i dziękuję Bogu, że nie zachęcałem nikogo do brania tak zwanych kredytów we frankach. Kilka lat temu była taka afera, nie? Nie? Cieszę się, że nie jestem przekupny. Cieszę się, że nie jestem złodziejem. Bardzo się cieszę, że nie przygniatają mnie tego rodzaju grzechy. Inne są. Oczywiście, że są, ale te nie. I Boże, dziękuję Ci, że to jest coś, co mnie nie dotyczy.
Dziękuję Ci za to. Kolejny punkt do świętości dla faryzeusza. Co mówi dalej faryzeusz? Faryzeusz mówi, poszczę dwa razy w tygodniu. Dwa razy, a wcale nie musiał. Taki prawdziwy post, to jest naprawdę dużo pracy do wykonania. I on dwa razy w tygodniu to robi. Nie musi, ale robi, bo mu zależy. Wiemy, że Żydów obowiązywał post tylko raz w tygodniu. Poszczenie dwa razy w tygodniu świadczyło naprawdę dużym oddaniu Bożemu Słowu. No jak policzymy, to już będzie szósty punkt do świętości dla faryzeusza. No i pytanie, kto mógłby dać mu więcej, nie?
Albo kto z nas więcej mógłby otrzymać? nikt się nie zgłasza a to jeszcze nie jest koniec bo dopiero teraz faryzeusz wyciąga naprawdę silne karty nie? daje dziesięcinę z całego mojego dorobku dziesięcinę Moja babcia powiedziała by, oj Ewangeliku, nie tam jakiś roczny, jednoprocentowy podatek kościelny od dochodów, no i ofiarę, jak jestem w kościele, tak? A to też nie zawsze. Dziesięcina ze wszystkiego. Od prezentu, który dostajesz pod choinkę, od koperty, którą dostajesz na urodziny, od wszystkiego, z każdego możliwego dochodu.
Dobra, niech będzie. Dziesięć kolejnych punktów do świętości. No i po raz pojawia się pytanie. Co jest z tym faryzeuszem nie tak? Jezus mówi, że on przebaczenia nie otrzymał. Co jest z nim nie tak? Niech? Faryzeusz jak to faryzeusz, my doskonale wiemy doskonale zna pisma chodzi do świątyni, modli się cieszy się, że nie przygniatają go jakieś grzechy, pości więcej niż trzeba z wielką skrupulatnością daje dziesięcinę no wszystko się zgadza poza zdrości takiego zachowania takiego realizowania się w kościele prawie wszystko się zgadza prawie wszystko Wracamy do tego nieszczęsnego kontekstu, na który tak się troszkę żalijam na początku tego rozważania.
Jezus mówi. Powiedział Jezus także do tych, którzy pokładali ufność w sobie samych, że są usprawiedliwieni, a innych lekceważyli. Im powiedział to podobieństwo. Tym, którzy lekceważyli innych. No i teraz mnie zawsze, jak to czytam, to skręca z ciekawości, co tak naprawdę zupełnie miał na myśli Jezus. No bo są takie enigmatyczne jednak słowa, nie? Lekceważy kogoś. Pfff. Jak to lekceważenie się ujawnia? O co tutaj chodzi? Kochani, dzisiaj rano jak tutaj podjeżdżałem autobusem, kilkanaście minut, wszedł jakiś człowiek, nieświeży, delikatnie rzecz nazywając, wczorajszy, brudny, wczorajszy.
I ludzie zaczęli się przesiadać. Ludzie odwracali głowę, wzrok, jakieś tam komentarze, pod but. Twarze były, no widzicie po mnie. Ja tylko pomyślę o tym i... Czy to było lekceważenie? A może Jezus ma na myśli to lekceważenie wtedy, jak w podstawówce naśmiewałem się z kolegi w klasie, w swojej klasie, tak? Mój kolega z mojej klasy. Ja z niego tam, niektórzy powiedzieli, by cisnąłem bekę, nie? Ale tak zupełnie agresywnie, nie? Zupełnie złośliwie, zupełnie kwaśnie. Każda klasa ma takich kolegów, nie? Nie ma takiej klasy, że nie ma kogoś, z kogo się nie śmieje reszta.
Każda klasa ma takich kolegów. I tak sobie czasem zatrzymam się i pomyślę, a może ktoś z was tutaj dzisiaj był takim kolegą, z którego wszyscy się śmiali, nie? Nie? I do dzisiaj ten ktoś z was nie potrafi właśnie przez to myśleć o sobie jak o pełnowartościowym człowieku, którego można lubić albo nawet pokochać. Dziesiątki razy rozmawiałem z takimi ludźmi. Coś tam się działo w dzieciństwie, no to mistrzowie świata mówią, no ale wiesz, to było dawno, to się nie liczy, wiesz, no teraz już jesteś dorosły, jest poważnie, to nie ma znaczenia, nie?
A ci ludzie idą przez całe życie z tym krzyżem, nie? Nie? Nikt mnie nie lubi, nikt mnie nie kocha, ale to oni sobie tego nie wymyślili. To jest skutek jakiegoś lekceważenia. A może Jezusowi wystarczyło, że któryś z Jego słuchaczy krzywo spojrzał na jakiegoś niezamożnego, źle ubranego, a może chorego człowieka? Zobaczcie, tyle dobra waryzeusza, tyle dobra. I to wszystko idzie się paść przez jedno głupie lekceważenie. Kto wie, może jedno głupie spojrzenie. Czasem sobie odpalam internety i marnuję kreatywnie czas na YouTubie.
Jest taki pewien człowiek, którego sobie tam lubię włączyć, posłuchać. I to nie jest tak, że ja się ze wszystkim zgadzam, co ten człowiek mówi. Też w ramach takiego ćwiczenia nad sobą i pracy nad sobą. Ja bardzo lubię tego człowieka za to, że ma taki charyzmatyczny sposób mówienia. To się dobrze tego słucha, nie? Ale jest coś, co mnie w tym człowieku szalenie razi. Mam na myśli taką właśnie agresję, takie lekceważenie, Ale w kontekście naszego dzisiejszego tekstu nie zabrzmiałoby to ładnie. Nie chcę stawiać tego człowieka w tym świetle.
Nie chcę go też obrażać. To służy tylko jako przykład, jeden z wielu. I chodzimy o taką agresję, takie lekceważenie, kiedy ten człowiek mówi na przykład o homoseksualistach. Ten człowiek jest, deklaruje się jako praktykujący rzymski katolik, no nic dziwnego, nie? Głosi nauki zgodne z doktryną swojego Kościoła. Utożsamia się z tym głosi, podaje dalej, super, nie? Ale mnie razi ten agresywny sposób, w jaki on to robi. Bo można by przecież poprzestać na prostej modlitwie do Pana Boga. Boże, nie jestem jak ten homoseksualista i bardzo się z tego cieszę.
Dziękuję Ci Boże, że nie muszę nieść na sobie ciężaru tego grzechu. Kto wie, czy ja sam, gdybym był dotknięty tym, potrafiłbym to w ogóle udźwignąć. Nie? Nie mówię, że się z tym zgadzam albo nie, ale zobaczcie, jest różnica w agresji wymierzonej w drugiego człowieka, a w westchnieniu do Pana Boga. Są dwie różne rzeczy. Westnąć do Pana Boga i zostawić to Panu Bogu, poprzestać na tym. Oceny i sądy zostawić prawodawcy. A my tak bardzo, bardzo lubimy nieraz. Nie zapomnieć o tym, że Kilka chwil dla Pana Boga na to czasu nie będzie, no ale żeby tam bić pianę, to jak jest okazja, czemu nie?
Kochani, taka mała dygresja. Powiem teraz zupełny banał, przed którym zawsze bardzo chcę uciec przy okazji mówienia, kiedy mówię o przypowieściach. Dzisiejsza historia, ona nam przypomina bardzo mocno o tym, że grzechem gardzić możemy, ale nie człowiekiem, który ten grzech popełnia. To jest różnica. Gardzę grzechem, człowiekiem nie. Nie ma nic złego w tym, kiedy my się modlimy do Pana Boga. Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, jak rabusie, oszuści, cudzołożnicy, albo tak jak ten tutaj celnik, nie?
Ja byłbym głupi, gdybym nie cieszył się z tego, że omija mnie jakieś nieszczęście. Zobaczcie, zło pojawia się wtedy, kiedy stoimy naprzeciwko zdziercy niesprawiedliwego, jakiegoś celnika. I my go traktujemy tak, jak naszym zdaniem powinno się traktować zdziercę niesprawiedliwego lub celnika. Nie? Zło pojawia się wtedy, kiedy z pogardą myślimy, ja nie mógłbym żyć tak jak on. Jak on tak może? Dalej, ma za swoje. No, znam się o to prosił. Nieraz też słyszę, przed karmą nie ucieknie, kiedyś to do niego wróci.
Ha! A jak wróci, to mówiłem, mówiłem, mówiłam. Dobra, kochani, dosyć o faryzeuszu. Przecież my nie jesteśmy jak faryzeusz, tak? My nie siadamy z przodu kościoła i nie oddajemy zawsze dziesięciny ze wszystkich swoich przychodów. My jesteśmy jak ten celnik ewangelik. Czytamy o celniku. Stanął z daleka i nie śmiał nawet oczu podnieść ku niebu, ale bił się w swoją piersi i mówił, Boże, bądź miłości w niegrzesznemu. I czytając ten przypowieściowy czarno-biały świat, można bardzo łatwo dojść do wniosku, że dzisiejszy tekst jest taką absolutną pochwałą postawy celnika.
Trzeba zachowywać się tak jak ten celnik, żeby być zbawionym, usprawiedliwionym. No i teraz tak i nie. Tak, bo wiadomo, trzeba naprawdę żałować za swoje grzechy. To jest oczywistość. Mówi się, to też która jest babci mi zostawia taki obrazek, że jak będziemy wchodzić do nieba, to jak ten święty Piotr do tego nieba nas tam będzie wpuszczać, to on będzie sprawdzać, kto się przy wejściu do nieba walnął w czoło, a kto nie. Tak? Bo jak ktoś wchodzi do nieba na kolanach, no to nie ma możliwości uderzenia się w czoło, tak?
W ramę drzwi. A jak ktoś wchodzi taki dumny, prawda, napuszony, napompowany, wyprostowany, no to guza sobie nabije, nie? I powiedziałem też nie. Nie dlatego, że na szczęście mamy wiele treści w Piśmie Świętym. Te treści mówią nam o tym, że wiara w Jezusa nie oznacza ciągłego obwiniania się i bicia w piersi. Jest taki film Luther. Pewnie każdy z Was milion razy ten film oglądał. Tam jest taka fajna scena, jak Luther jest zamknięty w celi, on wrzeszczy, krzyczy, nie wiem, może nawet wali głową w ścianę, już nie pamiętam.
On jest absolutnie przygnieciony ciężarem swoich grzechów. On jest bez żadnej nadziei, po prostu totalne dno, spód dna. I Lutrowi trochę zajęło czasu, zanim ogarnął, zanim zrozumiał, że chrześcijaństwo to nie jest synonim tego, żeby się umartwiać, żeby się kaleczyć. A zobaczcie przykładów, nie trzeba szukać w tak odległych czasach, jak 500 lat temu. Mam taką znajomą, wierząca, bardzo zaangażowana, wszystko super, nie? I ona nieraz przechodzi przez takie etapy zupełnego załamania się sobą, swoją postawą.
Ona nieraz obwinia się o wszystko i nawet zakazuje sobie modlitwy, bo ona uważa, że nie jest wystarczająco godna, żeby się modlić do świętego Boga. Więc jak już będzie wystarczająco godna, to wtedy się pomodli. Tak? I ktoś by powiedział, że to jest zbyt skrajny przykład. Może coś lżejszego kalibru. Poznałem kiedyś taką sympatyczną panią, konwertytkę, to znaczy ona wstąpiła do kościoła ewangelicko-ausburskiego z innego kościoła chrześcijańskiego i ona opowiedziała, że przechodziła kiedyś taki bardzo trudny okres, coś w rodzaju kryzysu wiary, już jako luteranka.
Ona nie potrafiła podczas tego kryzysu chodzić do naszego kościoła, no bo wszystko ją wyprowadzało z równowagi. To właśnie ona nazwała ewangelickie umartwianie się, brak uśmiechu, brak miłości względem siebie, brak otwartości, brak życzliwości. I cytuję, tylko to smętne śpiewanie pieśni i znowu cytuję, klepanie, ja biedny, nędzny, grzeszny człowiek. No i coś w tym jest. Bywałem w takich miejscach, jest taka pieśń za Jezusem chętnie powędruję. I te pieśni w tych miejscach, w których teraz myślę, są śpiewane z taką radością, z taką werwą, z taką energią.
Zupełnie jakby to był pogrzeb. I pieśń serdecznie pragnę zgonu, nie? Naprawdę. Naprawdę. tak cierpiętniczo po prostu. Ten zbór po prostu, 150 ludzi albo więcej i wszyscy tak śpiewają, jakby się za chwilę mieli rozsypać. I ten ksiądz stoi i też wtóruje. No za chwilę się po prostu przewróci. Za Jezusem smutek. Zupełnie na serio, kochani. Jeżeli żałujesz za grzechy, żałujesz za grzechy? Przeprosiłeś Boga za te grzechy? Zbiłeś się w piersi? Może nawet rozdarłeś swoje szaty? No super, super, genialnie. A teraz wstań, otrzep swoje kolana i ciesz się tym, co przygotował dla ciebie Bóg.
Bóg powiedział, że nie musisz używać modlitwie wielu słów. Gdybyśmy chcieli za wszystko ciągle przepraszać. Mam taką manierę nieraz. Przepraszam za to, za tamto, za owam to. Za to, że oddycham, za to, że stawiam kroki, za to, że się pochwiliłem, za to, że usiadłem, za to, że wstałem i że ci przestawiłem. Kochani, czasem wystarczy krótkie, ale szczere weśmiencie do Pana Boga. Boże... Znowu się nie udało, znowu to zrobiłem. No przepraszam. I żyj dalej. Spójrz na siebie w lustrze z miłością. Popatrz to lustro, uśmiechnij się do ciebie.
Zobacz w tym odbiciu cudowną Bożą kreatywność i fantazję. Zobacz. Przed wyjściem na nabożeństwo patrzyłem w to lustro i myślałem: "No, całkiem nieźle". Weź kochaną osobę na spacer. Albo może jeszcze niekochaną osobę, nie? Dopiero za chwilę będzie kochana. Weź osobę jakąś na spacer. przeżyj ten spacer uśmiechaj się do nieznajomych a jak oni nie odpowiadają uśmiechem uśmiechaj się dalej w końcu zaczną się uśmiechać nikt mnie nigdy nie przekona do tego by życie w ciągłym poczuciu winy zbliżało mnie do Pana Boga nie Jak żyję w ciągłym poczuciu winy, to ja czuję, że obniżam swoją wartość, poczucie własnej wartości.
A to jest coś, co mnie w konsekwencji oddala od Pana Boga i od innych ludzi, ode mnie samego. A to jest pułapka, z której nieraz wychodzi się latami, a czasem w ogóle. Panie Boga. Kochani, jeżeli ktokolwiek wam powie, mnie naprawdę, i to mówili ludzie, tak powiem, niebelejacy, bo wykształceni, uczeni w piśmie, nie wierzcie tym, którzy mówią, że chrześcijani to jest taka ciapa. Ja kiedyś użyłem takiego sformułowania, uwaga, miękka pipka. Chrześcijanin to nie jest miękka pipka. To nie jest słowo obraźliwe czy wulgarne.
Jak sobie sprawdzicie w najnowszym słowniku języka polskiego, to to jest słowo potoczne o kimś niezaradnym życiowo. Chrześcijanin to nie jest ciapa, która daje się tutaj obić, tam się da okraść i jeszcze ciągle przeprasza, że jest grzeszna. Ja znam takich ludzi. Nie? Jeżeli ktoś wam takie rzeczy gada, że to jest słuszne, że to jest prawdziwe, że nie ma innej drogi, to jest ktoś, kto gada głupoty. No po prostu powiedzcie mu, że gada głupoty. I też nie mówię o tym, że macie teraz wyjść z kościoła po nabożeństwie, tak?
I podejść do jakichś obcych ludzi i pokazać im rękę. Zobaczcie, widzicie tą rękę? Widzicie? No super jest. Pan Bóg mi ją stworzył, nie? Bo takich ludzi też znam, nie? Chodzą i... Niech ci ludzie, którzy nas spotykają, widzą Pana Boga w naszym uśmiechu. Tylko tyle i aż tyle. I czasem to wystarczy. Kochani, Wam i sobie życzę, żebyśmy nie byli zupełnie tak jak ten faryzeusz i zupełnie tacy jak ten celnik. Żebyśmy mieli trochę z jednego i trochę z tego drugiego w odpowiednich proporcjach. Żeby każdy i każda z nas, żebyśmy byli takim miszmaszem po Bożemu.
Miszmaszem po Bożemu. Amen. Proszę, powstańmy i przyjmijmy apostolskie życzenie pokoju. Pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum, strzec będzie naszych serc, naszych myśli w Jezusie Chrystusie, naszym Panu i naszym Zbawicielu ku żywotowi wiecznemu. Amen. Amen. Proszę usiądźmy teraz i będziemy śpiewać kolejną z pieśni. Jest to pieśń numer 438. 438 i śpiewamy pierwszą zwrotkę. Pierwsza zwrotka 438. 438. ZANG EN MUZIEK Dzień dobry. Wspomożenie nasze w imieniu Pana, który stworzył niebo i ziemię. Siostry i bracia, dzisiaj pragniemy przystąpić do stołu pańskiego.
I to jest taki moment, w którym jest nam polecone pamiętać i uświadamiać sobie to, że jesteśmy grzeszni. Dlatego, że nie miłowaliśmy Pana Boga, swoich bliźnich i również siebie samych ze wszystkich naszych sił. Zgrzeszyliśmy przeciwko Panu Bogu, przeciwko swoim bliźnim, przeciwko sobie samym. Myślą, mową, uczynkiem i brakiem uczynków, brakiem działania, zaniedbaniem. I dlatego też przeprośmy Pana Boga, siebie samych, swoich bliźnich za wszystkie nasze grzechy i wspólnie się spowiadajmy. Wszechmogący Boże, miłosierny Ojcze, Ja, biedny, nędzny, grzeszny człowiek, wyznaję przed Tobą wszystkie grzechy i przewinienia moje, popełnione myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem, którymi zasłużyłem na Twe doczesne i wieczne kary.
Wszechmogący Boże, miłosierny Ojcze, Żałuję za nie szczerze i z całego serca. I proszę Cię dla niezgłębionego miłosierdzia Twego i dla niewinnej i gorzkiej męki i śmierci, umiłowanego Syna Twego, Jezusa Chrystusa. Bądź mnie niegodnemu, grzesznemu człowiekowi łaskaw i miłości. Odpuść mi wszystkie grzechy moje i dopomóż łaskawie przez moc Ducha Twego Świętego do poprawy życia mego. Amen. Boże, bądź miłości w mnie grzesznemu. Amen. Daj, to nie jest z tego, co. Bóg słyszał nasze wołanie, dlatego przed obliczem Boga, który jest Bogiem Wszechmocnym, pytam się każdego i każdej z Was.
Czy żałujesz za swoje grzechy? Jeśli to jest prawdziwy, szczery żal, odpowiedz, żałuję. Żałują. Czy wierzysz w odpuszczenie grzechów i pojednanie z Bogiem przez Jezusa Chrystusa? Jeśli taka jest Twoja wiara, odpowiedz w wierze. W wierze. I czy pragniesz z pomocą Ducha Świętego poprawić swoje życie? Jeśli to jest Twoim szczerym pragnieniem, które wypływa z głębokości Twojego serca, odpowiedz pragnę. Pragnę. Bracie i siostro, jak wierzysz, tak niechaj ci się stanie. Nasz Pan i Zbawiciel Jezus Chrystus powiedział do swoich apostołów, którymkolwiek grzechy odpuścicie, są im odpuszczone.
Którymkolwiek zatrzymacie, tym są zatrzymane. Dlatego jako niegodny sługa Jezusa Chrystusa, Jego świętej Ewangelii, Zwiastuję wszystkim, którzy pokutują łaskę Bożą i z rozkazu Pańskiego odpuszczam nam nasze grzechy w imię Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego. Amen. Pan niech będzie z wami. Wznieście swe serca. Wznosimy je do Pana. Dziękujmy Panu Bogu Naszemu. Słuszną to i sprawiedliwą jest rzeczą. Dlatego i my, wespół z aniołami i zastępami niebiańskimi, śpiewamy na cześć Twoją pieśń chwały. Boże Ojcze, który dałeś nam Jezusa Chrystusa i chcesz, byśmy z Nim cierpieli i umarli i z Nim do chwały wzniesieni zostali.
Oto my, z prochu wzięci, grzechowi podlegli, przynosimy dary Twoje, chleb i wino i prosimy Cię poświęć je i poświęć nasze serca. Spraw, byśmy prawdziwie ukorzyli się w tych oto darach Twoich, ciało i krew, syna Twego, baranka niewinnego spożyli, z jego śmiercią i zmartwychwstaniem zespolili się i wstali do nowego życia". Wysłuchaj nas przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego, na którego powtórne przyjście czekamy i pokornie prosimy przyjdź rychło Panie. Wszechmogący Boże i Ojcze Niebieski, dziękujemy Tobie za Twoje święte słowo, przez które przypominasz nam, że mamy wyznawać nasze grzechy z pokorą, żałować za nie i nigdy nie wynosić się ponad bliźnich.
Ty bowiem okazujesz pokornym łaskę i uniżających się przed Twoim majestatem obdarzasz darami wiecznego zbawienia. Z pokorą błagamy Cię, Boże, okaż nam grzesznym ludziom łaskę i swoje miłosierdzie. Boże, obudź nas ze snu duchowego, ożyw przez Jezusa Chrystusa i daj nam swojego ducha, byśmy z Jego pomocą dobrze czyniąc wielbili Cię przez nasze życie i chwalili Twoje święte imię. Boże, spraw łaskawie, byśmy przy obleczeni w szatę sprawiedliwości Jezusa Chrystusa mogli ostać się przed Twoim obliczem, zawsze pełni ufności, że nic nas nie oddzieli od Twojej miłości.
Jesteśmy zbawieni łaską, prze to wszelką myśl o naszej zasłudze racz wyplenić z naszych serc i spraw, byśmy polegali na Twojej dobroci objawionej w Jezusie Chrystusie naszym Panu. Boże, błogosław pasterzy i nauczycieli Twojego słowa w Twoim Kościele i spraw, by ich świadectwo zawsze służyło Twojej chwale i zbawieniu powierzonych im dusz. Boże, okaż nam łaskę, daj zdrowie i daj siły do wykonywania naszego powołania. Błogosław nasze domy i rodziny. Niech wśród nas szerzy się duch miłości i zgody, a nasze dzieci i młodzież niech rosną na Twoją chwałę i ku pożytkowi Kościoła Jezusa Chrystusa.
Boże, przed Twój tron zanosimy też tą najdoskonalszą w modlitw, w której zawarte są wszelkie niewypowiedziane prośby i wszelkie niewypowiedziane dziękczynienia. Wołamy razem... Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego poprzedniego daj nam dzisiaj i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom. I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Albowiem Twoje jest królestwo i moc i chwała na wieki wieków.
Amen. Pan nasz Jezus Chrystus tej nocy, której był wydany, wziął chleb. Podziękowawszy, łamał, dawał swoim uczniom i mówił, bierzcie, jedzcie. To jest moje ciało, które się za was wydaje. To czyńcie na moją pamiątkę. Podobnie, gdy było po wieczerzy, wziął kielich, podziękował, dał im i mówił, bierzcie i pijcie z niego wszyscy. Ten kielich jest to nowe przymierze we krwi mojej, która się za was i za wielu wylewa na odpuszczenie grzechów. To czyńcie, ilekroć pić będziecie na moją pamiątkę. Boże Ojcze nasz Nibiański, wspominając zbawczą mękę i śmierć Twojego Syna, uwielbiamy Jego zmartwychwstanie i w niebowstąpienie i oczekujemy na Jego powtórne przyjście w chwale.
I prosimy Cię z prawdy, wszyscy, którzy przyjmują Jego ciało i krew, stali się jednym ciałem w Chrystusie. Prosimy zgromadź swój Kościół ze wszystkich stron świata i ze wszystkich narodów, byśmy wraz ze wszystkimi wierzącymi mogli obchodzić wielką ucztę radości w Twoim Królestwie. Przez Jezusa Chrystusa, Tobie Boże, Ojcze Wszechmogący, w jedności Ducha Świętego, wszelka cześć i chwała teraz i zawsze i po wszystkie wieki wieków. Amen. Módlmy się o godne przyjęcie sakramentu ołtarza. Panie, nie jestem godzien, byś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja.
Amen. nie ma Pokój Pański niech zawsze będzie z Wami wszystkimi. Przyjdźcie, bo już wszystko jest gotowe. Skosztujcie, przekonajcie się sani, jak dobry jest Pan. Błogosławieni są wszyscy zaproszeni na weselną ucztę Baranka. Muzyka Obydne Obydne Jezus Obydne Wydaje Abydne Józef Obydne Obydne Zdjęcia i montaż Zobaczcie. Wszystkie prawa zastrzeżone. Zdjęcia i montaż Wszelkie prawa zastrzeżone. Zdjęcia i montaż Zobaczcie Zdjęcia i montaż Zdjęcia i montaż Wielkie prawa zastrzeżone. Dziękuje za oglądanie. Zobaczcie.
Wszystkie prawa zastrzeżone. Środki i bracia, proszę mi, niechajmy się. Dziękuję Panie, Panie, że daję ze sobą i ze sobą, że pochodzę Państwu, niechajmy się. Zdjęcia i montaż Dziękuje za oglądanie. Wszystkie prawa zastrzeżone. Wszystkie prawa zastrzeżone. Chodź na górze. Amen. Czym odwadza Panu za wszystkie dobrodziejstwa, który wyświadczył pojazd w tej sprawiedliwie, żeby nie mało. Ke w Chrystusie, nie wiem, zroże do życia, nie czytanie. Amen. Kto nie sprawi, byśmy też w tym sercu zachowali to, co przyjęliśmy ustawie, aby ten dal otrzymany do czystości stał się dla nas lekarstwem.
Amen. Módlmy się. Dziękujemy Ci Wszechmogący, Miłosierny Panie Boże, że nas pokrzepiłeś tym zbawiennym darem ciała i krwi Twojego Syna. I prosimy spraw dla miłosierdzia Twego, by nam ten święty sakrament posłużył ku wzmocnieniu wiary naszej w Ciebie i do serdecznej, wzajemnej miłości między nami wszystkimi. Przez tegoż Syna Twojego, naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Amen. Niech nam błogosławi Pan i niechaj nas strzeże. Niech rozjaśni Pan oblicze swoje nad nami, niech nam miłości wbędzie. Niech obróci Pan twarz swoją ku nam i niechaj nam da swój święty pokój.
Amen. Śpiewamy pieśni 885. Pierwsze trzy zwrotki. 885. Pierwsze trzy zwrotki. Kisłowie, mnoholę Přesna, z mojbym ostrofním. Tak bych, bo dziś by się żyje na Bojej mój domů. Aby w roce, że się nie odwiede, to nie dojłoby w porównić. Wielkie dzięki i do zobaczenia w kolejnych odcinkach. Wielkie prawa zastrzeżone. Wielkie prawa zastrzeżone. Wszystkie prawa zastrzeżone.